Kultura for free, ale i nasza praca for free. Prekariusze - wszystko za darmo, ale nie na darmo - przynajmniej taką mamy nadzieję! Zapowiadamy darmowe wydarzenia w Warszawie.
Kategorie: Wszystkie | Kultura | Warszawa
RSS
sobota, 13 października 2018

"Agawa - Duch narodu" reż. Nicholas Kovacic, Matthew Riggieri

Piątek, 12.09.2018, godzina 9:30, Kinoteka - pierwszy film bo jedyny grany tak rano - otwiera de facto 34. Warszawski Festiwal Filmowy. Dokument o meksykańskich producentach mezcalu, alkoholu produkowanego z agawy, a także najbardziej znanej tequli - odmiany mezcalu produkowanej z niebieskiej agawy. Wydawałoby się, że do Ameryki alkohol przywieźli biali kolonizatorzy, ale nie, siurpryza,  mezcal był starszy, odkryto bowiem narzędzia służące do fermentacji agawy w wykopaliskach archeologicznych wiosek prekolumbijskih.

I co jeszcze? w zasadzie tyle, że człowiek może oglądać prace fabryczne, albo systematyczne etapy produkcyjne ukazujące pewien proces - jak w hipnozie. W filmie z drugiego końca świata, 28 lat wcześniej, Aki Kaurismaki w "Dziewczynie z fabryki zapałek" uczynił bohaterką prologu nie tylko tytułową dziewczyne, ale i fabrykę, która po prostu bezimiennie obrabiała bale drewna, cięła je na pasy, szatkowała i uzupeniła siarką.  Podobnie w "Hubie" Sasnala -artystę wizualnego urzekła moc fabryki i psychodeliczna tajemnica huty - do tego stopnia, że w zasadzie o niej sprawił swój film, praktycznie pozbawiony fabuły. "Agawie..." brakuje precyzji i zamysłu "Śmierci człowieka pracy" Glawoggera, ale trzeba przyznać, że jest rzeczowy w zakresie tematu, który sami sobie wyznaczyli twórcy filmów m.in. we wcześniejszych filmach o piwie i o winie ("Brewmore" i "Decanted"). "Agawa" traktuje też o problemie znanym na całym świecie - wyludnieniu wsi przez młode pokolenia i pozostawienie tradycyjnych form rolnictwa i produkcji w domenie stopniowo odchodzącej starszej generacji. Wyjątkiem przytaczanym przez "Agawę" jest historia o tym, że podczas, gdy w trakcie niekorzystnych zbiorów upadają fabryki mezcalu, drobne przedsiębiorstwa wykorzystujące czasami chałupnicze metody rzemieślnicze radzą sobie lepiej. Drobni wytwórcy, którzy i tak nie znają innego zawodu nie mają nic do stracenia - są w stanie zacisnąć pasa i przeczekać gorsze zbiory. Wielkie fabryki kierowane zyskiem - w momencie, gdy muszą dopłacać do interesu zamykają oddziały i do widzenia.  

Pierwszy film 34. WFF sprawia naturalnie niedosyt, ale taka też specyfika konkursu dokumentalnego, w którym odsiewu dokonują bardziej widzowie - na etapie wyboru filmu do obejrzenia - niż selekcjonerzy. 

 Kolejne pokazy:

pon. 15.10. godz. 21:00, Kinoteka 1

wt. 16.10. godz. 12:00, Kinoteka 1

śr. 17.10. godz. 19:00, Kinoteka 2   

01:38, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 października 2018

"A gdzie Bóg nie ma go. Poszedł zrobić biznes".

Recenzja ne jest wolna od spojlerów.

"Kler" Wojciecha Smarzowskiego składa się z trzech i pół historii o trzech księżach podlegających jednemu biskupowi. Wątki rozgrywane są symultaniczne, dotyczą celibatu, oskarżeń księży o pedofilię, a także kariery w Kościele i tuszowania grzechów Kościoła. Najcięższy z tematów, czyli oskarżenie o pedofilię jest też de facto hardcorowym przypadkiem złamania celibatu, zatraceniem się w grzechu - skoro zbawienie przepada z powodu masturbacji, czemu w grzechu nieczystości zrazu się nie zatracić? A co z ofiarami? Te albo same staną się katami, jak kolejne tury "kotów" w wojsku, czy "cweli" w więzieniach, albo jakoś sobie poradzą (lub nie). Każdy ksiądz ukazany jest  też przy inkasowaniu większej, czy mniejszej sumy pieniężnej, nie można więc mieć wątpliwości, że na jakimś etapie posługi powołanie duchowe zderza się z materią finansową. Ksiądz to zawód jak każdy inny. W obu tego słowach znaczeniu.

Smarzowski nie jest i nigdy nie był przesadnie subtelny, ale w każdym jego filmie pojawiały się motywy bardziej romantyczne - najmniej w "Drogówce", najwięcej w "Róży". W przypadku "Kleru" subtelność występuje w dwóch wątkach głównych (miłości księdza Trybusa do "kościelnej", a także przemianie księdza Kukuły), ale dojście do nich jest bardzo powolne. Po dość komiksowym prologu, w którym następuje prezentacja trójki głównych bohaterów w trakcie nocnej imprezy z piciem wódki i cytowaniem Biblii z pamięci można skonstatować prędzej, że wszyscy ukazani tu księża będą siebie warci - jeżdżą po pijaku, dokonują szafowania sakramentów (namaszczenia chorych i spowiedzi) pod wpływem alkoholu, a także załatwiają lub anulują usługi finansowe w cwaniacki sposób.

Państwo polskie ukazywane przez Smarzowskiego zazwyczaj wydaje się pustynią wartości i więzi, w której najbardziej cwani myślą, że rządzą, albo dobrze sobie radzą po to, by na końcu zostać ukaranym za swoją pychę przez jeszcze bardziej cwanych lub po prostu złośliwych. Pod tym względem można mówić o świecie hobbesowskim w którym wszyscy  są źli, a każdy walczy z każdym. Na tym pustkowiu, gdzie służba publiczna służy utrzymaniu samej siebie - ostatnia  ostoją dobrze uporządkowanych struktur wydawałby się Kościół, ale i ten - jak policja w "Drogówce" jest bardziej reliktem ostatniego przetasowania w hierarchii władzy niż żywym organizmem. 

Nie ma złudzeń - Smarzowski jest fatalistą i z czysto widzowskiego punktu widzenia oglądanie jego filmów jest psychoterapią pozbawioną katharsis, czyli taką, po której odechciewa się żyć; duchową odmianą eutanazji. Widz jest jak pacjent, który poznaje historię swojej choroby, ale zamiast dojrzeć do samoświadomości i poznana swoich błędów - utrzymany jest w stanie, że jego własne słabości są niczym w porównaniu ze złem świata. Stąd teza jest ryzykowna - lepiej pielęgnować własne grzechy, bo i tak są one słabsze niż grzechy świata? Nie każdy taką gorzką pigułkę przyjmie bez zastrzeżeń. Można więc przesłanie filmu rozpracować alternatywnie z tych momentów, kiedy Smarzowski rezygnuje z komizmu i uderza w najcięższe tony - wyznań ofiar księży pedofilów przed kamera video.

Tak jak wyrzucanie śmieci do lasu w "Drogówce" - tak tutaj pedofilia utrzymywana w zatajonej atmosferze kościelnej - ukazana jest w sposób typowy dla sygnalisty - t.j. - zjawisko takie występuje, więc reżyser je - z interwencyjną misją - ukazuje, trochę jak reportażysta, trochę jak Stendhal - gdzie powieść (film) jest zwierciadłem przechadzającym się po gościńcu. Tak jak Julian Sorel w "'Czerwone i czarne" mota się we własnych sieciach i kopie się z koniem na końcu tracąc głowę, tak i tutaj każdy sygnalista ponosi klęskę. Żaden ksiądz-sprawca nie jest w filmie Smarzowskiego ukarany - jeden sygnalista za to z posługi rezygnuje, a inny (trzecioplanowy) po zwierzeniu się ze swoich duchowych problemów koledze - przy posłudze decyduje się zostać.

Może właśnie ten ostatni, wikary - postać żywcem wyjęta z filmów Zanussiego - najlepiej oddaje nastrój Smarzowskiego odnośnie religii jako takiej - jest ona kwestią duchową i indywidualną, a człowiek jest słaby, nawet gdy walczy. Jest więc Smarzowski takim Zanussim po ukąszeniu heglowskim - wiara człowieka nie może być już dziecięco naiwna, gdy zdaje on sobie sprawę z kuszącej retoryki zła, z walki klas i ze wspomnianej hobbesowskiej teorii walki każdego z każdym.

Wzruszająca scena "Kleru" to msza, w której ksiądz dokonuje wyznania przed swoimi wiernymi parafianami, choć nie jest to takie wyznanie, jakiego oni od niego oczekiwali. To właśni owo niespełnione katharsis - zaraz po nim następuje druga msza, może czarna msza, w której wszelkie grzechy Kościoła zostają  przykryte tacą, a ofiara dokonuje się nie na ołtarzu, ale wśród milczącego tłumu. 

14:22, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
| < Październik 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Facebook
Filmy o prekariacie
Idea 4free
Knigi
Leniwiec
Precenzje 4free
Recenzje 4free z 2012 roku
Recenzje 4free z 2013 roku
Recenzje 4free z 2014 roku
Recenzje 4free z 2015 roku
Recenzje 4free z 2016 roku
Recenzje 4free z 2017 roku
Recenzje 4free z 2018 roku
Seriale
Teksty gościnne
Wystawy
Za darmo raz w tygodniu
Zawsze za darmo