Kultura for free, ale i nasza praca for free. Prekariusze - wszystko za darmo, ale nie na darmo - przynajmniej taką mamy nadzieję! Zapowiadamy darmowe wydarzenia w Warszawie.
Kategorie: Wszystkie | Kultura | Warszawa
RSS
czwartek, 26 kwietnia 2018

Anna Cieplak to najgłośniejsza debiutantka 2017 roku, co daje jej jakąś 17 pozycję po Dorocie Masłowskiej i jej "Wojnie polsko - ruskiej". Rok po roku mieliśmy bowiem już takich męskich i żeńskich "drugich Masłowskich" niemnożka, a średnio jedno na rok. Jeżeli ktoś z Was pamięta kolejne Masłowskie, wyrecytuje z pamięci:

0. Pierwszą - Masłowską była sama Masłowska w 2002 z "Wojną polsko-ruską".

1. Pierwszym - drugim Masłowskim był w 2003 - Mirosław Nahacz - i powieść, która przeżyła jego samego, "Osiem cztery".

2. Ręka do góry, kto pamięta drugiego-drugiego Masłowksiego, czyli trzeciego Masłowskiego, Radka Wysockiego i jego "Human-Tumana" z 2004 roku? 

3. Trzecią drugą (czwartą) Masłowską była w 2004 - Agnieszka "Paris London Dachau" Drotkiewicz.

4. Czwartą drugą (piątą) Masłowską była Marta Syrwid z "Czkawką" (również 2004).

5. Nie jest tak, że piątym... drugim Masłowskim (szóstym) nie był Szczepan Twardoch z "Obłędem rotmistrza von Egerna" (2005)... bo był!

6. Szóstym drugim Masłowskim był w 2006 Jakub Żulczyk z knigą "Zrób mi jakąś krzywdę".

7. Radek Wypiór, ów zapomniany dziś literat, wwindował się na stanowisko kolejnego, siódmego już, o ile się nie pomyliliśmy, drugiego Masłowskiego, a nie przeszkodziła mu w tym "Kronika okresu wypowiedzenia" (2007). 

8. Dziewiątym Masłowskim lub ósmym drugim Masłowskim był także Jakub Małecki z "Błędami" (2008).

9. Dziewiątą, bla, bla - drugą Masłowską była - i to zdecydowanie - Małgorzata Rejmer z legendarną "Toksymią" (2009), do której jednak mało kto dziś się odwołuje, bo zawsze woli powiedzieć n.p. o ...

10... Dziesiątej drugiej Masłowskiej, Kai Malanowskiej (pomogą w tym jej "Drobne szaleństwa dnia codziennego", 2010

11. Nie jest tak, że dwunasta (jedenasta, dziesiąta, dziewiąta, ósma, siódma, szósta, piąta, czwarta, trzecia, druga) Masłowska to nie Dominika Dymińska z "Mięsem" (2012)... bo to właśnie ona.

12. "Nocne zwierzęta" (2013) Patrycji Pustkowiak dały jej tytuł dwunastej drugiej Masłowskiej ex aequo z dwunastym Masłowskim, Ziemowitem "Przyjdzie mordor i nas zje" Szczerkiem.

13. Małgorzata Halber nie stałaby się trzynastą "drugą Masłowską" bez "Najgorszego człowieka na świecie" (2015).

14. "Dysforia" (2015) dała Marcinowi Kołodziejczykowi status czternastego "drugiego Masłowskiego".

15. "Atlas Doppelganger" (2015) dały Dominice Słowik tytuł piętnastej "drugiej Masłowskiej", a...

16. "Jak pokochać centra handlowe" (2016) uczyniły Natalię Fiedorczuk szesnastą"drugą Masłowską.

...I tak doszliśmy do Cieplak, siedemnastej już "drugiej Masłowskiej. Jakoś się nieszczególnie utrzymali wcześniejsi "drudzy Masłowscy", łącznie z samą Masłowską. Osobowości literackie przeniosły się w dużej mierze do internetu lub wręcz na fanpejdże internetowe Łukasza Najdera, Jakuba Wencla, Marcina Orlińskiego , czy Jasia Kapeli. I tak jak kino podumiera na rzecz seriali, tak drukowana / pdf-owana kniga odchodzi na rzecz internetów. 

Cieplak próbuje częściowo ten ewenement uchwycić - tworząc z "Ma być czysto" coś w rodzaju przedłużenia internetu na papier. Akurat my czytaliśmy "Ma być..." właśnie w epubie i skakanie z wątku do wątku i wyodrębnianie wątków hiperłączami tworzyło z knigi coś w rodzaju skromniejszej wersji dawnego "Bloku" Sławomira Shutego. W "Ma być..." tymczasem niewiele się dzieje - nikt nikogo nie zabija, nie ma żadnej aborcji, eutanazji, transgersji, czy wątku LGBT, zasadniczo mamy do czynienia ze średnio patologiczną rodziną jednej dziewczyny i już z zupełnie normalsową rodziną drugiej. Wątki się mieszają. Julka ma rodzinę dzieloną - mieszka wraz z ojcem i jego nową narzeczoną, raz z matką. Oliwka wychowuje się z ojczymem, matka pracuje w Niemczech. Dzieciaki (de facto) nieco ćpają, ale bez przeginek, popijają bronki, parzą się (ale bez LGBT, więc nic nowego), trochę opuszczają się w nauce, ale bez żadnej, jako się rzekło patologii. Na skutek zbiegu okoliczności i pewnych kumulacji jednej dziewczynie zaczyna wieść się nieco gorzej i trafia na moment do poprawczaka, ale jak rzekliśmy - są to mimo wszystko dziewczyny "z klasą", żadna lumpiarnia. Cieplak bardziej pokazuje pewien oceaniczny dryf, utrzymywanie się w pionie, mimo zalewania przez falę, niż jawne zatoniecie. Nie wiadomo czemu książka de facto służy.

I tu mimo wszystko dochodzimy do konkluzji, dlaczego Cieplak jest siedemnastą "drugą Masłowską". Wychodzi na to - i mówimy to z niesmakiem, bo styl wydawał nam się zawsze mniej wart od treści - ze Cieplak broni mimo wszystko język, czyli styl właśnie. Co ona odjaniepawla w materii werbalnej, to nawet my nie....

Tego nie da się opisać i warto zacytować. Najlepiej całą książkę na raz, bo nie jest długa; stąd też i nasz ranking 10 książek 2017, w którym Cieplak właśnie operuje. Odświeżcie sobie - tutaj.   

 

02:31, juliancio.wodnik , Kultura
Link Komentarze (1) »
wtorek, 24 kwietnia 2018

Kwartał nam minął, a i kwiecień się powoli odinstalowuje, czas więc na zaś sprokurować listę 10. najlepszych książek 2018 roku. 

1. "Człowiek-tygrys" Eki Kurniawana

Zaczniemy od książki indonezyjskiej autora w Polsce już wydawanego ("Piękno to bolesna rana"). Po wystawie "Gotong Rojong" w CSW to kolejny kontakt Polaków z kulturą największego kraju muzułmańskiego, a zarazem państwa tysiąca wysp i wielu kultur i religii. W "Człowieku - tygrysie" najważniejsze będą jednak zamiast religii, kultury, czy polityki Indonezji relacje rodzinne -  a także towarzyszące im szlachetne uczucia jak zazdrość, nienawiść, gniew, pycha i nieczystość. "Człowiek-tygrys" opowiada o morderstwie dokonanym przez młodego chłopaka na swoim starszym sąsiedzie, a zarazem ojcu jego sympatii; w bliżej nieokreślonych slumsach, czy mniejszym miasteczku, gdzie życie podlega zarówno rytmowi prac wiejskich, jak i drobnemu handlowi, czy opiece nad rodziną.   

Relacje, które Kurniawan stopniowo odsłania i do których powraca od kilku stron i z różnych  punktów czasowych (przed, w trakcie, po , przed, w trakcie, po- i tak w kółko, coraz bardziej zataczając kręgi) są dosyć proste - bo dotyczą: bohatera, jego znienawidzonego ojca, prześladowanej matki, a także sąsiadów - Anwara Sadata (zbieżność nazwisk z egipskim prezydentem przypadkowa). Poneważ ojciec bohatera umiera, a na scenę wkracza absztyfikant matki, którego zresztą Margio w pierwszej scenie żywcem zagryza - dylematy i wybuchy bohatera przypominają siłą rzeczy szekspirowskeigo "Hamleta".  

Dość istotne są w "Człowieku-tygrysie" folklorystyczne motywy ukazujące specyfiję snów na Jawie: tysiącgłowy potwór Brahala, czy Kreszna (jawajski odpowiednik Kryszy). Tytułowy człowiek-tygrys to postać z wierzeń snutych tu przez ma Muah, wiejską gawędziarkę, która twierdzi, że dusza tygrysa przekazywana bywa z pokolenia na pokolenie i główny bohater, Margio odziedziczył ją po dziadkach. Po opłotkach Jawy wałęsają się też dzikie psy ajaki, które warto sobie wygooglać, bo są pocieszne. 

***

Polecamy inną książkę z tworzącej się listy top 10.:

(2.) Susan Sontag "Style radykalnej woli".  

pozostałe książki wkrótce: 3.  Kopińska. "Z nienawiści do kobiet" /4. "Księżyc" Martina Caparrosa /5.  Åsne Guldahl Seierstad "Dwie siostry" /6. "Moja walka" tom. 6 / 7.  Yukio Mishima (1925-1970 "Złota pagoda (wznowienie) / 8. -10 wkrótce wymyślimy.

12:15, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »

Pradawna 

mądrość 

poniekąd

kosmiczna

 

Chuang-tzu śnił,

I śniąc, że jest ptakiem, pszczołą

i motylem,

Nie zrozumiał dlaczego miałby się czuć

czymkolwiek innym

Ezra Pound

(tłum. Leszek Elgenking, LNŚ 108)

 

"Westworld" opowiada o przebudzających się robotach (androidach, precyzując), które uświadamiają sobie kim są, co tracą, jak wiele wredni ludzie im czynią krzwydy. Dodatkowo, maszyny te, luźno oparte na postaciach z filmu Michaela Crichtona z 1973 roku (i autora książki "Park Jurajski") cierpią podwójnie, bo stanowią w tym akurat, wymyślnym przypadku, zabawki w parku rozrywki - żyją w tytułowym Westworld, czyli symulakrum Dzikiego Zachodu. Ludzie mianowicie mogą je zabić (męskie roboty), zgwałcić (żeńskie androidy) lub jedno i drugie, bez względu na płeć. Androidy są następnie regenerowane i przywracane do użytku i tak mogą umierać po sto razy, w zasadzie codziennie. Nie ma tego w serialu, ale w filmie wyjaśnione było po łebkach, że naboje robotów nie zabijają ludzi - roboty są więc de facto bezbronne. Broń ludzi to głównie rewolwery, bo przyjeżdżający do wystylizowanego na miasteczko z przełomu XIX i XX wieku ludzie wczuwają się w klimat epoki. Roboty też nie bardzo mogą się "przebudzić", bo w czasach ich akcji, które to realia mają wgrane w pamięci, nie ma przecież komputerów.  Niemniej jednak w bazie głównej, do której są zabierane w czasie regeneracji widzą co się z nimi dzieje, ale jest im to wymazywane z głowy. Do czasu aż Maeva Millay (Thandie Newton) nie wymusi na swoim opiekunie, Lutzu (Leonardo Nam), by jednorazowo pamięci jej nie kasował. 

Uff, napisałem to. Tak, brzmi to wszystki nieco bzdurnie, ale taka jest konwencja. "Matrix" też brzmi głupio z opisu, ale można przy nim pogłówkować. "Westworld" jest takim "Matriksem" w "Parku Jurajskim" - narracja jest po stronie robotów, czyli tak, jakby w "Parku..." widz był po stronie dinozaurów, a w "Matriksie" - po stronie maszyn przed dokonaną przez nie rewolucją. Architekt, konstruktor to oczywiście starszy biały mężczyzna po siedemdziesiątce Robert Ford (Anthony Hopkins, ale równie dobrze Richard Attenborough, czyli John Hammond lub Helmut Bakaitis, czyli Architekt, obaj ze wskazanych dwóch filmów).

Tak jak w ustalonych kultowych dziełąch, tak w "Westworld" o relacji człowiek-wynalazek człowieka decydują drobne, subtelne różnice. I tak człowiek pochodzący z natury odtwarza dawną naturę, ta go atakuje, po czym produkuje dalej sama siebie do momentu, kiedy nie zaatakuje sama siebie. Człowiek z kolei okazuje słabość poprzez swoją próżność, ale i współczucie. I tak Lutz ukazuje tu swoje człowieczeństwo wtedy, gdy umożliwia robotowi samoidentyfikację. Ale Lutz jest tu wyjątkiem, większość, o ile nie wszyscy pozostali z ludzi są tu potworami, przynajmniej w relacji wobec robotów. Nie ma mowy ani o współczuciu, ani o wdzięczności wobec robotów tylko o ich całkowitej eksploatacji. Ashley Stubbs (Luke Hemsworth) jak Robert Muldon w "Parku..." czy Agent Smith w "Matriksie" jest brutalnym treserem robotów i komandosem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo rządzących - w każdej chwili z innymi komandosami może przeprowadzić akcję ratowniczą i roboty odstrzelić. Inżynierowie Ford lub jego asystent Bernard Lowe (Jeffrey Wright) instalują w robotach programy i tyle ich interesuje (do czasu, ale to nieważne). Klienci (Ed Harris i Jimmi Simpson) chcą się po prostu dobrze bawić, choć ich podejście do sprawy różni stopień wrażliwości i zaangażowania w tę absurdalną westernową grę. Roboty im do tego celu służą, ale są też w pewnym stopniu obiektem badawczym.

A teraz czas na wprowadzenie maszynki do mielenia - Michela Foucaulta - i wykorzystanie jego filozofii do tego serialu. "Westworld" jest symbolem opresyjnego świata i wszelkich odpowiedzialnych za nadzór nad nim instytucji - więziennictwa, psychiatrii, medycyny, a nawet nauk humanistycznych. Strażnicy (służba więzienna), klienci (badacz - jako psychiatra, ale i humanista), czy architekci (regenerujacy, a więc odpowiedzialni za medycynę) - jedyne co mają na celu, to sprawowanie nadzoru, sprowadzajac roboty na ziemię w ich wyskokach, uniformizując je i targetując. Ludzie symbolizują tu zachodnio rozumiany Rozum - a roboty - wschodnio pojmowane Szaleństwo. To oczywiście odwróćenie ról, jeżeli założymy, że do tej pory to robotyzacja oparta była na nauce, a pierwiastek ludzki a nie techniczny odpowiedzialny był za myślenie abstrakcyjne. 

Jak pokazywał jednak eksperyment z grą w go maszyny również nauczyły się myśleć abstrakcyjnie, a jak porównuje czasem literatura XX wieku ludzie stali się manekinami, robotami lub ludźmi wydrążonymi. Wpadając w tryb rozwojowy przez wiele lat oparty na opresyjnej edukacji, opresyjnej pracy, opresyjnym systemie zarządzania służbą zdrowia, opresyjnym systemie wojskowym, czy opresyjnym Kościele lub w przypadku zadzierania z prawem - z opresyjną służbą więzienia lub szpitalem zakmniętym; założenie, że jesteśmy ludźmi wolnymi jest dyskusyjne. Dyskusyjne nie tylko dla nas, ale dla 90 % świata, gdzie większość dóbr znanych i nam nie jest dostepna, dyskusyjnym dla 9 milionów ludzi - w większości dzieci - umierajacych z głodu, gdzie w kapitalistycznym świecie tylko śmierć z głodu jest pewna, a w komunistycznym sprawa nie ma się dużo lepiej. Dyskusyjnym w świecie, gdzie na wyprawę do Westworld stać by było promil społeczeństwa.

Wolność dla robota jest więc prawem do pomyłki, do odstępstwa od normy, do Szaleństwa. Szalonym będzie gest buntu, na który zdobędą się roboty w finale pierwszego sezonu, szalonym będzie znany z "Blade Runnera" i jego kontynuacji fakt, że nawet bunt robotów jest w jakimś sensie sukcesem człowieka, (w tym orzypadku Forda), który tak je zaprogramował, żeby idea buntu była dopuszczona a jego ostateczny wybuch miał być ostatecznym dowodem na rozwiązanie sofistycznej zagadki stworzenia przez Wszechmogącego kamienia, którego nie będzie mógł On podnieść.  Jest tu też motyw pigmalioński pożeniony z sukcesem Kaliguli, który chce zawołać ludzi do buntu i osiąga absurdalne zwycięstwo, gdy ginie na skutek pożadanego buntu. To Szaleństwo wyrywające się spod kontroli jest jednak jedynym dopuszczalnym. A roboty - symbolicznie - oczywiście żadnymi robotami nigdy nie były. To o nas. 

piątek, 20 kwietnia 2018

"Dziedziczki" to bodaj pierwszy film z Paragwaju jaki (przynajmniej za naszej kadencji) trafia do polskich kin i jest to kino w stylu dość "Gutkowym" - kameralne, oszczędne w środkach artystycznych, niezależne do bólu, w dodatku o bardzo niefilmowych bohaterkach.

Chela wraz z Chiquitą stanowią parę dam, które pozyskały wiele lat temu posiadłość, na którą ich nie stać. Od wielu lat żyją w małym dworku, który popada w zapomnienie, a żeby opłacić czynsz sprzedają różne kosztowności. Jednocześnie opłacają służącą, co pokazuje, że ich stosunek do pogarszającej sytuacji materialnej nie zmienia ich dawnych, klasowych przyzwyczajeń. W pewnym momencie, trochę przez przypadek Chiquita oskarżona zostaje o defraudację i trafia do więzienia. Chela po raz pierwszy w życiu zostaje sama.

"Dziedziczki" rozgrywają się nieśpiesznie. Konwencja kina LGBT jest dość specyficzna, bo relacji kobiet w zasadzie (z powodu aresztowania) nie widać. W Cheli, która na początku wydaje się osobą wygaszoną, mało kontaktową i wwwnętrzne martwą zaczyna odradzać się życie.

Sytuacja przypomina "Madame de Sade" Yukio Mishimy - kobieta oczekująca na  wolności na  swoją drugą połówkę pomarańczy jest jej lojalna dopóki ta jest uwięziona, ale w momencie, gdy może nastąpić uwolnienie- będzie ono dotyczyło również uwolnienia od relacji. Na skutek dość nieoczekiwanej fuchy, którą wynajduje Chela - zostając szoferką swoich koleżanek - poznaje znacznie młodszą od siebie, cieszącą się męskim zainteresowaniem Angy.

Relacje między kobietami w "Dziedziczkach" są na tyle niewyraźne (między Chiquita a Chelą) lub subtelne (między Chela a Angie), że w zasadzie określanie ich jest da fabuły tak samo ważne i znaczące jak postępy śledcze w kryminale, czy zwroty akcji w thrillerze.

15:28, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
| < Kwiecień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
Zakładki:
Facebook
Filmy o prekariacie
Idea 4free
Knigi
Leniwiec
Precenzje 4free
Recenzje 4free z 2012 roku
Recenzje 4free z 2013 roku
Recenzje 4free z 2014 roku
Recenzje 4free z 2015 roku
Recenzje 4free z 2016 roku
Recenzje 4free z 2017 roku
Recenzje 4free z 2018 roku
Seriale
Teksty gościnne
Wystawy
Za darmo raz w tygodniu
Zawsze za darmo