Kultura for free, ale i nasza praca for free. Prekariusze - wszystko za darmo, ale nie na darmo - przynajmniej taką mamy nadzieję! Zapowiadamy darmowe wydarzenia w Warszawie.
Kategorie: Wszystkie | Kultura | Warszawa
RSS
czwartek, 30 listopada 2017



Jeszcze jutro

88' 2016 Chiny reżyseria: Jian Fan zdjęcia: Ming Xue, Jian Fan montaż: Matthieu Laclau, Jian Fan produkcja: Youku Tudou

Jej gwiazda wzeszła nagle. Krótki poemat “Przeszłam pół Chin, żeby spać z tobą” niemal z dnia na dzień stał się ogólnonarodową internetową sensacją. Wkrótce potem Yu Xiuhua, poetka z rolniczej chińskiej prowincji, była już literacką gwiazdą, z entuzjazmem podejmowaną w Pekinie przez tłumy fanów. Sława i prawdziwa popularność przyniosły Yu pieniądze, z których zamierza skorzystać w ciężkiej walce o niezależność, jaką – dzięki filmowi Fan Jiana – stoczy dosłownie przed naszymi oczami. Cierpiąca na porażenie mózgowe Yu w wieku 19 lat została przez rodziców wydana za mąż i spędziła swoje dotychczasowe życie w związku bez miłości i pożądania. Teraz, nie oglądając się na reputację, zdanie rodziców i męża, stanowczo żąda rozwodu. Fascynujące połączenie absolutnej szczerości i subtelnej wrażliwości cechuje nie tylko poezję Yu Xiuhua, ale i sztukę filmową Fan Jiana, której zawdzięczamy ten jeden z najpiękniejszych dokumentów ostatnich lat.            

Maciej Nowicki

PROJEKCJE
środa 13.12.2017 godz. 18:00 Kino Muranów Sala Gerard
czwartek 14.12.2017 godz. 17:45 Kino Elektronik

jedyne źródło: link

13:30, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 listopada 2017

2007 rok to był dobry rok - wydał nam 2 festiwale filmowe: Sputnik i Grand Off właśnie. O ile wszystkie edycje Sputnika były ogólnie epickie, to Grand Off sami poniekąd otwierali ten właśnie przegląd delikatnie współtworząc, jeszcze przed 4free. 

Pierwszy zwycięski film Grand Off - "Mozart kieszonkowców" pozyskał kwartał później Oscara za najlepszy film krótkometrażowy, aktorski. 

A tymczasem w rzeczywistym świecie 11. edycja Grand Offu startuje w tej minucie.

MIEJSCE: KINO GRAND OFF ASP. Wybrzeże Kościuszkowskie 37/39. obok metra Centrum Nauki Kopernik.

Wiecej na stronie festiwalu

17:03, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 listopada 2017

His name is Robert Paulson

His name is Robert Paulson

His name is Robert Paulson

Fight Club,  (1999, reż. David Fincher)

  

Fot.: kadr promocyjny z s03e05 na zdjęciu Portia Doubleday w masce

Połowa trzeciego sezonu "Mr Robota" pozwala na stworzenie pierwszej, technicznej recenzji - o czym zaraz. Nakręcenie całego, pięćdziesięcio-minutowego odcinka w jednym mastershocie (s03e05) to jednak rzecz najważniejsza. 

Co tu się odjaniepawla? Co tu się odbeacieszydla?

Cały odcinek w jednym ujęciu kamery?

No tak, ale od początku... 

Trzy najważniejsze zdania, które należy powiedzieć o "Mr Robocie" na samym początku:

1. Nawiązuje do czterech najważniejszych filmów przełomu wieków, do: "American Beauty" - wątku porzucenia korporacji i przekierowania swoich sympatii na rzecz szeroko rozumianej kontrkultury; do początku "Matriksa", do "American Psycho" i do "Podziemnego kręgu", przy czym bezpośrednie nawiązania do tego ostatniego są czytelne nawet dla analfabetów. 

2. Rozgrywając się na pograniczu jawy i snu, operując w przestrzeni wielkiego miasta i będąc panem wielkiej przestrzeni główny bohater jest Hamletem z filmu Michaela Almereydy zakorzenionym w Metropolii Twin Peaks.

3. Serial jest dobry. A że filmy mamy obecnie chujowe, daje mu to zadatki na światowe mistrzostwo - cóż znaczą Oscary w dobie złotych Globów w kategoriach serialowych i w dobie Emm? Czy naprawdę ktoś dbał o to, czy Oscara pozyskał "Moonlight", czy "La La Land?" A Glob zabezpieczył nie kto inny właśnie, jak "Mr Robot", (sezon 1 - 2 lata temu, ale chuj). 

Elliott (Rami Malek) psychodeliczna postać pnąca się po szczeblach zarządzania bezpieczeństwem informacji wielkiej korporacji E-Corp zwanej przez jej zaciętych wrogów Evil Corp - okazuje się być hakerem, który niczym Konrad Wallenrod stawia sobie za cel zniszczenie jej od środka. Przeciwnikiem Elliotta jest nie tylko czif egzekjutiw korporacji (zajebisty Michael Wallström grający stylem Christiana Bale'a / Patricka Batemana z "American Psycho" w skali 1:1), ale jego cień, tytułowy Mr Robot (sam Christian Slater), ojciec Elliotta i jego siostry Darlene (Carly Chaikin, skąd oni ją wzięli? genialna aktorka wyciągnięta z kapelusza). O ile w finale pierwszego sezonu cała kumulacja problemów (kulminacja?) ma charakter wirtuozyjny i wybitnie symboliczny - Mr Robot jawi się nam jako alter ego Elliotta, albo jego wyobrażenie, jak Brad Pitt był cieniem Edwarda Nortona w "Fight Club" - to dalej sezon spowalnia.

W drugim sezonie scenarzyści pozorują odwrócenie kota ogonem - sugerują ponownie jakoby Mr Robot jednak istniał a wyobrażenie o tym, że jest on wyobrażony było... wyobrażeniem. Elliott śni więc n.p. przez cały odcinek o tym, jakby to znów był dzieckiem i żył w latach 90., a w zasadzie w telewizyjnym wyobrażeniu o nich (spotyka n.p... serialowego Alfa z planety Melmac!). W ostatnim odcinku serial funduje nam cliffhanger - Wallström strzela do Maleka i ten zawieszony zostaje na pograniczu życia i śmierci, jak kot Schrödingera.

Sezon 3 wraca do poziomu pierwszej serii - Elliott odżywa, ale już wie, że jest jednocześnie Elliottem i Mr Robotem. Budynek Evil Corp ma zostać przez anarchistów wysadzony w powietrze jak WTC lub biurowce pod koniec "Fight Clubu". Platoniczna partnerka Elliotta operująca do tej pory w przestrzeni równoległej, ale bez uzasadnionego kontekstu, Darlene (Portia Doubleday) okazuje się pół-sierotą po zmarłej pośrednio na skutek złowrogich działań E Corp matce, jak i... siostrą przyrodnią  Elliotta, Angelą (czyli córką Mr Robota), która tak samo jak on, ale w bardziej zawoalowany sposób chce doprowadzić do zagłady E-Corp. 

Co dalej - otóż nasz rewelacyjny odcinek - s03e05 - mastershot. Elliott po zawieszeniu w obowiązkach w drugim sezonie wraca do E-Corp w nowej odsłonie - ale zostaje rozpracowany i oddalony. Chce jednak wykraść strategiczne dane systemowe zanim ochrona wypierdoli go na dobre z budynku - ale ani ochrona nie może go usunąć, ani on sam nie daje sobie rady z zamierzonym planem, bo w mieście trwają anarchistyczne zamieszki (coś a'la Anonymous i Occupy Wall Street). Do wieżowca wbijają się terroryści, anarchosyndykaliści i anarchiści. Elliotta wspomaga z zaskoczenia wskazana siostra przyrodnia, Angela.

Mastershot przypomina oczywiście "Birdmana" - bo tak samo przeciwstawia psychodeliczne zbliżenia na twarze bohaterów - planom amerykańskim lub szerokiemu, panoramicznemu planowi ogólnemu z setkami statystów na mieście (Nowym Jorku). Wreszcie - w odróżnieniu od "Birdmana" zmienia postać wiodącą - od połowy - dwóch trzecich odcinka s03e05 jest już nie o Elliocie, ale o Angeli, która ustalone systemowe dane z powodzeniem wykrada. Przemyca też swoją własną, wewnętrzną, osobowościową zagadkę do dalszych odcinków.  

02:48, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 listopada 2017

piękna mapka autorstwa własnego (Paint + mapa z Wikipedii)

„Kolej podziemna” - Colsona Whiteheada to powieść, która za oceanem zrobiła dużo stukotu. Awanturniczy wiek XIX w kulturze amerykańskiej kojarzony z narodowym gatunkiem jakim jest western, a także z nieodłącznymi łowcami głów, kowbojami i posiadaczami wielkich przestrzeni – laureat Pulitzera i National Book Award ukazał z perspektywy niewolników przykutych do ziemi. Jest w tym surowym spojrzeniu jednak coś nieoczywistego, przekornego. Tak jak amerykańscy czarni bądź latynoscy futboliści przyklękający lub ostentacyjnie przysiadający na dźwięk hymnu amerykańskiego – tak Whitehead buntuje się przeciw zastanej rzeczywistości i – prawem pisarza – zmienia ją, opisuje po swojemu i reinterpretuje.

Sama historia opisana w „Kolei podziemnej” jest dość pretekstowa – para amerykańskich, czarnych rolników, a przy tym niewolników postanawia uciec z pola i z plantacji, co przemyślawszy tak właśnie czyni. Uciekają przez pięć stanów Konfederatów: Georgię, Karolinę  Południową, Karolinę Północną, Tennesse i (jak widać na rysunku) zasadniczo przez Kentucky, w książce jednak niewymienione - by dotrzeć do należącej do Unii Indiany

To, co stanowi o wyjątkowości prozy Whiteheada to ahistorycyzm. Podobnie jak w "Django" Quentina Tarantino ukazana jest w sposób skrajny ofensywa, a tytułowy niewolnik buntuje się przeciw latyfundystom i - wyzwolony przez przyszłego wspólnika, doktora Schultza zabija złych, białych ludzi - tak w "Kolei podziemnej" przerysowano defensywę, ukazując ucieczkę w sposób niemalże histeryczny, fizycznie niemożliwy do wykonania, do przetrwania, czy do zrealizowania. Cierpienia czarnych, zarówno te, które oni sami przeżywają, jak i te, których niestety nie przeżywają, bo giną - są ukazane jak "Pasja" Gibsona, "Zniewolony" McQueena czy jak Tarantinowskie tortury w "Django" właśnie. Również gigantomanii ulegają obyczaje białych - jak beztroskie wysiadywanie białych na ganku podczas Boschowskich, Goy'owskich, czy Dantejskich tortur zbiegłego i schwytanego niewolnika.  

Niestety, sama martyrologia w pierwszym rozdziale, czyli w Georgii, jak i później, w Karolinie Północnej - gdzie dokonuje się egzekucji skazanych - najzwyczajniej w świecie męczy. Nie tylko człowiek ma swój próg bólu, ale i czytelnik - tym bardziej, że cierpieniu u Whiteheada nie towarzyszy później ani ekspiacja białych, ani chociażby równie satysfakcjonująca emocjonalnie zemsta czarnych.

To, co więc stanowi jedyną dla mnie jasną, oryginalną i uniwersalnie aktualną stronę "Kolei podziemnej" to epizod w Karolinie Południowej. Tu - moim skromnym zdaniem - ale też niestety - tylko tu - ocieramy się o literaturę naprawdę wielką, coś na kształt powieści latami wypatrywanej, czy artystycznej symboliki, która oddaje coś, czego prawda oddać nie potrafi.  

Otóż rzeczywistość zastana w Karolinie Południowej to hybryda XIX wieku, początku XX wieku i czegoś w rodzaju Baudrillardowskiej idei symulakru, a więc lata 80. XX wieku. co najmniej. Whitehead opisuje bowiem fikcyjne muzeum niewolnictwa w skali 1:1, w którym główni bohaterowie, zbiegowie znajdują schronienie i pracę. Pomimo tego, że muzeum owo tylko udaje sposób funkcjonowania niewolnictwa, pracujący w nim aktorzy-niewolnicy muszą wykonywać bez granic wyznaczone im niewolnicze zadania. Po pracy wracają do domu, ale ich praca jest pracą niewolniczą i pracą stałą, bo taki jest jej ustalony charakter, przy czym jednak udawanie niewolnictwa zaczyna przyjmować coraz bardziej nieodwracalne zabiegi (n.p. sterylizację), a jedyną de facto pozostawioną wolnością jest możliwość porzucenia pracy i dalszej ucieczki, czyli ostateczna różnica między niewolnictwem a udawaniem tegoż zostaje zatarta. Mapa staje się terytorium.

To w tej pojedynczej fantazji, którą Whitehead porzuca później na rzecz tradycyjnej opowieści ze zwrotami akcji (niewolnik ginie po drodze, niewolnicę ściga łowca głów, dogania ją ale zostaje ona odbita przez innych zbiegów; niewolnica ulega też przemianie - radzi sobie z wyrzutami sumienia po zranieniu oprawcy; staje się wolną dosłownie i w przenośni) Whitehead przechodzi do historii  literatury; przenosi literaturę z półki beletrystycznej na półkę filozofii, zamiast kształtować narrację powieści, kształtuje Wielką Narrację, w sensie polityczno-społecznym. Symulakr z Karoliny Południowej to nie tylko czarni w Ameryce. To my dziś. Kapitalizm wyzwolony (dzięki wojnie secesyjnej) od dosłownego niewolnictwa przerzuca się na niewolnictwo kontraktowe, umowy śmieciowe niedające pewności zatrudnienia lub na na pracę dla jednej korporacji przez całe życie - dające tę pewność aż w sposób przesadny. Granice między tym, co jest, a tym co było i może powrócić rozmywają się. 

Oczywiście jest u Whiteheada inny ahistorycyzm - tak jak w Django, który wysadził łowców głów dynamitem - wynalezionym dekadę później - tak w "Kolei podziemnej" fałszywa jest sama, tytułowa kolej podziemna - przy czym jest ona fantasmagorią opartą na niezrozumiałym u nas kontekście - mianowicie na fakcie, że w Ameryce "Underground Railroad" znaczy w przenośni system pomocy okazanej przez Północ i ludzi dobrej woli - czarnym z Południa. Na zniesieniu słowa "niewolnik" w opisie czarnych z Południa - bo niewolnikami są oni dla Południowców a więc dla oprawców - dla braci i ludzi dobrej woli z Północy, a także dla siebie wzajemnie są wszak dalej wewnętrznie wolni, ale są też potrzebujący. Whitehead mimo, że nie szczędzi miejsca na opisy fikcyjnych, podziemnych tuneli i stacji-widma przypominającej czyściec-poczekalnię z "Matrixa : Rewolucji" oszczędnie ukazuje pomagających ludzi, by to nie oni przykryli bądź zdominowali tę narrację - tak więc tytułowa kolej podziemna ukazana jest w zasadzie (nie licząc dwóch-trzech maszynistów) bezosobowo, pozostaje wielką tajemnicą.

"Kolej..." to amerykańska książka roku - wyjątkowo szybko, bo z marszu przełożona na polski mogłaby być i książką roku w Polsce, niestety - mamy swoje własne, nieprzetrawione problemy - i dobrze, gdyby polska literatura odniosła się do nich w sposób równie brawurowy.     

03:30, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 listopada 2017

Dziś w ramach DOKDIALOGU o 19:00 film wyświetlany w Śródmiejskim Domu Kultury (Smolna 9). Poniżej opis organizatorów.

Zdjęcie użytkownika Dokdialog.

Arabski sekret, reż. Julia Groszek, 2017
czas: 57min
Trzydziestokilkuletni Kamil Filipek pragnie poznać swojego ojca, Ilhama Al Madafaiego – bliskowschodnią gwiazdę arabskiej muzyki folkowej. Ojciec i syn nigdy się wcześniej nie spotkali. Podróż, jaką bohater odbywa wraz z filmową ekipą, to jednocześnie próba znalezienia odpowiedzi na pytanie o sens życia, własne korzenie, kim jestem i jaką drogą podążam? Czy jeśli uda mu się zobaczyć z ojcem, to mu w tym pomoże? „Arabski sekret” Julii Groszek, to emocjonalna ballada o poszukiwaniu samego siebie, ukazana przez pryzmat dwóch światów i dwóch kultur. Kamil łączy je w sobie – wychowany w Polsce, w duszy czuje głęboki związek ze Wschodem.

Po projekcji spotkanie z reżyserką.
Serdecznie zapraszamy na przedpremierowy pokaz filmu!

Goście: Julia Groszek - reżyserka filmów dokumentalnych i krótkometrażowych filmów fabularnych. Magister nauk humanistycznych, włada czterema językami i jest absolwentką programu dokumentalnego DOK PRO w Szkole Wajdy. W swojej pracy skupia się na kwestiach związanych z poszukiwaniem tożsamości bohaterów. Jej debiut “Pałac Dożów” poświęcony był eksploracji zamkniętej, męskiej społeczności pracowników kolei w Rumunii oraz obserwacji jak definiują swoją tożsamość poprzez wspólne tworzenie swoistego “domu z dala od domu”. Krótkometrażowy film “O Włos” stworzony w ramach konkursu 48 Film Project zdobył nagrody za najlepsze wykorzystanie gatunku filmowego oraz najlepsze zdjęcia.

Prowadząca:Beata Poprawa - absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa, czechofilka. Publikuje bądź publikowała na Artpapier.pl, Ha.art.pl, w Magazynie Filmowym SFP, Magazynie BadTaste, 5kilokultury.pl. 

(...) Organizatorzy DOKDIALOGU zaprezentują filmy dokumentalne powstałe w latach 2013-2017, ze szczególnym naciskiem na debiuty dokumentalne i filmy realizowane przez młodych twórców, które odniosły sukces na międzynarodowych festiwalach.
Organizator: Fundacja Rozwoju Sztuki Filmowej
Partnerzy: Szkoła Wajdy, Dom Kultury Śródmieście
Wydarzenie współfinansowane przez m.st. Warszawa

Źródło tekstu: materiały promocyjne organizatorów Link

13:58, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 listopada 2017



33. Warszawski Festiwal Filmowy został zakończony. W nocy z niedzieli 22.10. na poniedziałek 23.10. przeliczono głosy publiczności  i ogłoszono wybrane przez nią filmy. W kategorii fabularnej trzecie miejsce  zajął „Djam” Tony'ego Gatlifa, autora słynnych filmów z Romainem Durisem („Gadjo Dilo”, „Z bociana zrodzony” „Exils”). Drugie miejsce – tu zaskoczenie – wygrał Marek Piwowski „Rejsem” – na którego jedynym pokazie (47 lat po premierze) pojawił się on sam i Janusz Kłosiński, słynny śpiewak Józio (który zaśpiewał na żywo „Były maje, były bzy”). Najlepszym filmem fabularnym okazał się jednak szwedzki „Dziennik gangstera” w reżyserii Chorwata, Ivicy Zubaka.

„Dziennik gangstera”, w którym główne rolę grają naturszczycy (podobnie jak w „Rejsie” i filmach Gatlifa) rozgrywa się na przedmieściach Sztokholmu. W dobie Internetu, blogów i vlogów główny bohater, Metin (Can Demirtas) pisze tradycyjny dziennik w którym, używając znanych sobie zwrotów, leksyki i wulgaryzmów barwnie oddaje żywot człowieka z bloków. Ze względu na opisywanie rzeczywistości bez symboliki, a postaci – pod ich prawdziwymi nazwiskami – ostatnią rzeczą, której chciałby autor, byłoby trafienie dziennika w niepowołane ręce i ukazanie się w świetle dziennym zawartych w nim faktów. Tymczasem jednak wszystko wskazuje, że dokładnie tak się stanie – zgubiony i odnaleziony dziennik trafia w ręce… wydawcy, który zachwyciwszy się nim, chce go opublikować w wielotysięcznym nakładzie.

Punkt wyjścia filmu może się wydawać naiwnym, ale jeśli chodzi o wykonanie – „Dziennik gangstera” jest brawurowy. Jest tu miejsce zarówno na kino społeczne a'la Ken Loach, na dramat w etnicznym getcie wielkiego miasta jak w słynnej kopenhaskiej trylogii "Pusher" Nicholasa Windonga Refna, czy na farsę w stylu "Strzałów na Broadway'u Woody'ego Allena. Wszystko broni się też dzięki wiarygodnej kreacji trzydziestoletniego Cana Demirtasa w roli głównej.

Podobnie jak inny tegoroczny szwedzki  wygrany , „The Square” (triumf innego festiwalu, czyli Złota Palma w Cannes) "Dziennik gangstera" oddaje to, co współczesnym Szwedom wychodzi najlepiej - zderza klasy i szydzi zarówno z dobrze ułożonego społeczeństwa szwedzkiego, uosabianego tutaj przez wydawcę, jak i z imigrantów, którzy odrzucają kulturę szwedzką jednocześnie ją przejmując. I tak wydawca - Puma  (Jörgen Thorsson, również barwna rola) ukazany jest z jednej strony jako snob, ale z drugiej jako człowiek o wyzwolonym umyśle, gej uczący Metina tolerancji, dający mu szansę na odmianę życia.

 

12:26, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 31 października 2017

Nagroda im. Natalii Gorbaniewskiej przyznana "Domowi kata" Andrei Tompy to jedna z ostatnich tegorocznych nagród literackich. Rumuńską pisarkę węgierskiego obywatelstwa docenili czytelnicy Angelusa. Głosowanie odbywało się przez portal tej właśnie wrocławskiej nagrody promowanej przez Dziennik Gazetę Prawną).

Autorka, urodzona w 1970 r. w Kluż-Napoce (tłumaczonej tu jako Kolożwar) opisuje współczesne dzieje Siedmiogrodu, tej właśnie krainy historycznej, w której zrodził się nasz XVI-wieczny król elekcyjny, Stefan Batory.

Tompa przedstawia Siedmiogród zarówno historyczny, jeszcze XIX-wieczny, (a więc austro-węgierski), międzywojenny, (a więc już rumuński), jak i wojenny (ponownie węgierski), na socjalistycznym kończąc (akcja zbioru opowiadań kończy się w grudniu 1989 tuż przed rozstrzelaniem Ceaușescu).

U Tompy jest więc miejsce zarówno na historię o rumuńskim królu Karolu I Hohenzollernie (znanym też z powieści"Dni króla" Filipa Floriana, również finalisty tegorocznego Angelusa), na napomknienie o przepychankach węgierskich strzałokrzyżowców i rumuńskiej Żelaznej Gwardii w konkursie o to, kto bardziej przypodoba się Hitlerowi (przemianowanie głównych placów miejskich na cześć przywódcy III Rzeszy) i końcowe tych starań efekty (Hitler nadał Siedmiogród Węgrom, a Stalin odebrał go nazad, przyznając sobie Wschodnią Mołdawię).

Gdybym miał rzec, czy te historyczne dzieje środkowej części Europy są interesujące - muszę wyznać szczerze, że dla mnie - bardzo. Powód jest jasny - interesują mnie te historie, które słyszę po raz pierwszy. I choć  w trakcie lektury "Domu kata" co krok musiałem sięgać do Wikipedii, by wypisać sobie siedmiogrodzkie miasta i móc nauczyć się ich na pamięć (dzięki czemu wiem już prawie bez pomocy, że prócz Kolożwaru są to Segieszów, Braszów, Bystrzyca, Sybin, Sebeș i Mediaș).

Tompa opisuje pokoleniowe losy węgierskiej mniejszości żydowskiego pochodzenia w rumuńskiej dyktaturze. Wyprawy do Budapesztu mogą być dla nich jak oddech wolności, toteż nie zawsze dochodzą do skutku. Czasami, by dostać pozwolenie na wyjazd trzeba szukać pretekstu (pogrzeb wujka lub ciotki), czasami oznaczają zaopatrzenie w dżinsy lub paprykę, narodowe dobro Węgrów.

Siedmiogród, zwany również Transylwanią, nigdy nie wrócił do Węgier, natomiast po wejściu Rumunii do UE ponownie znalazł się w tej samej strefie wpływów. Z czasem Węgry i Rumunia zostały też włączone do strefy Schengen. O dziejach potransformacyjnych Tompa pisze jednak niewiele, by nie rzec, że nie wspomina o nich prawie w ogóle. Polityka i Historia figurują w prozie Tompy również dość zdawkowo, ale cała książka Węgierki zdaje się być wyrazem historycznego determinizmu - dalsze i bliższe działania bohaterów uwarunkowane są ich narodowością; ich postrzeganie dwudziestoczteroletniej dyktatury Caușescu postrzegane jest z perspektywy outsiderów, ale i ludzi pozbawionych dystansu. Tompa, narodzona już za dyktatury słynnego genseka i późniejszego prezydenta, cierpi nie tylko na skutek typowych da regionu problemów z zaopatrzeniem i klęską idei oddolnych samorządów rad robotniczych uziemianych odgórnymi dekretami (jak słynny decretul zakazujący aborcji pod groźbą więzienia dla pacjentki i lekarza, znany też z filmu "4 miesiące, 3 tygodnie i dwa dni", czy z prozy Niemki z Banatu, noblistki Herty Müller). 

Od strony formalnej opowiadania, a w zasadzie nowelki Tompy to luźne impresje, czasami przyjmujące folklorystyczny charakter (opowiadanie o przygotowaniach do pogrzebu), czasami meta-literackie (opowiadanie o referacie uczennicy o Hermanie Hessem), czasami historyczne (jak wspomnienia dziadków). Raz pisane są w pierwszej, raz  w trzeciej osobie, pod pseudonimem różnych uczennic, a raz pisane wprost pod nazwiskiem Tompy - gdy mowa o jej stryju. tłumaczenie Anny Butrym (ur. 1985), również godne jest uwagi - z racji na stosowanie w oryginale węgierskiego - pozostawiono dużo wtrętów z obcego dla bohaterów rumuńskiego. Oddaje to nieprzystosowanie rumuńskich Węgrów, usuwanych z zakładów pracy za nieznajomość języka ojczystego. 

 

14:28, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 października 2017

 33. Warszawski Festiwal Filmowy przechodzi do historii. 

Znalezione obrazy dla zapytania alphago film

Tegoroczną edycję charakteryzowała duża ilość filmów z Azji Wschodniej. Chińskie dzieło "Zabić arbuza" wygrało n.p. Konkurs Międzynarodowy; pojawiły się dwa filipińskie filmy o zbrodniach polityki narkotykowej prezydenta Rodrigo Duterte - zawoalowanych w historiach o manananggali, kobiecie ze skrzydłami smoczycy szczytującej w czasie mordowania seksualnych partnerów ("Kobieta spod 23B"), czy o niemym pracowniku zakładu pogrzebowego do którego trafiają ofiary czystek wśród najuboższych ("Bomba"). Wyróżniona została też "Droga 318" o Tybecie, a wśród filmów konkursu Wolny Duch błyszczało też "Poza ramą" o artystach sztuk wizualnych, którzy muszą decydować, czy chcą tworzyć po swojemu, czy umrzeć z głodu. 

Laureatem nagrody publiczności w kategorii dokumentalnej został film "Alphago" Grega Kohsa (z USA) o pojedynku programu komputerowego z koreańskim arcymistrzem gry w go.

Pojedynek został pokazany w sposób epicki - jako że jest to gra znana głównie wśród jej fanów, mecz ów nie był na tyle głośny, co sparing szachowego mistrza, Gariego Kasparowa z komputerem Deep Blue. Zadaniem reżysera było pokazanie tego specyficznego boju w sposób godny kina hollywoodzkiego. I tak się właśnie stało. Walka Koreańczyka Lee Sedola z zespołem Deep Mind delegowanym przez samego Googla - to "Rydwany ognia" dokumentu, "Rocky" kina faktu.

Gra w go, jak wyjaśnia film, nie jest od szachów prostsza, ma wprawdzie tylko planszę i czarne lub białe pionki (bez figur), ale możliwości posunięć jest nieproporcjonalnie więcej (mówiąc skrótowo - należy zająć jak najwięcej pola odcinając poszczególne części planszy zamkniętymi liniami pionków tego samego koloru). Program Alphago(nie mylić z alpagą) opracowywany przez międzynarodowych informatyków pod brytyjską banderą zakłada wprawdzie, że program może przewidzieć 50 ruchów wprzód (z różnymi gałęziami możliwości), analizuje grę na podstawie zapamiętanych, historycznych pojedynków arcymistrzów, a także analizuje prawdopodobieństwo wygranej na podstawie każdego możliwego ruchu; uczy się też sam od siebie i na podstawie wymyślonych przez siebie ruchów i ich skutków. Poszerza zadania swojego programu o nowe możliwości - n.p. o nieszablonowe, "artystyczne" zagrania, które traktowane są przez ludzkich graczy nie jako droga do wygranej, ale jako wyrażenie siebie samego poprzez styl gry.   

Gra w go wydaje się dla laików czymś innym niż jest dla graczy - ci uważają się bowiem w jakimś sensie za artystów. Zaskakująca jest pewność siebie ludzi, a także nieobliczalność maszyny... obliczeniowej. 

Informatycy kpią z wizerunku maszyn i programów - n.p. szydzą (jak albatros z łucznika) z wizerunku programu na plakatach - w postaci świecącego oczami terminatora. Swoją maszynę uważają bardziej za zaawansowaną pralkę mechaniczną niż za androida. I tak sztuczna inteligencja w dokumencie "ALphago" pokazuje realny wizerunek Hala 9000 z "Odysei kosmicznej 2001", czy matki z "Obcego". Program nie powie człowiekowi: "I'm sorry Dave, I am afraid I can't do that", nie wyeliminuje go, czy nie zaszkodzi jego zdrowiu - ale pokona go swoimi umiejętnościami. Zresztą sami informatycy mówią, że sami są bardzo słabi w go, program ucząc się sam od siebie kilkusetkrotnie przerósł ich możliwości analityczne.

Rozgrywają natomiast arcymistrza w sposób, którego nie powstydziliby się łowcy głów z filmów Tarantino - do przesuwania pionków "za komputer" sadzają naprzeciwko Sedola zwykłego człowieka - arcymistrz przyzwyczajony do grania z żywymi ludźmi stuka rytmicznie w planszę, zerka złowrogo, czy stara się innymi niestandardowym metodami wytrącić z równowagi , czy rozpracować psychologicznie żywego człowieka naprzeciwko, podczas, gdy to przecież nie on z nim gra.

Alphago walcząc z człowiekiem tak naprawdę walczy z całą ludzkością - w imieniu sztucznej inteligencji, a Sedol broni ludzkości.Reakcje koreańskich komentatorów nie odbiegają w swej pomysłowości od dokonań Dariusza Szpakowskiego. -Jak on śmie! - krzyczy koreańska dziennikarka, gdy program blokuje posunięcie mistrza. Gasnąca pewność siebie Sedola równoważona jest przez reakcję programistów - skoro ludzie wynaleźli Alphago, to triumf Alphago z Sedoelm też będzie triumfem człowieka.  

16:47, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 października 2017

Bój o Angelusa 2017 zakończony, a Oleg Pawłow doceniony za powieść „Opowieści z ostatnich dni” (Noir Sur Blanc, przekład: Wiktor Dłuski). W tym roku statuetka projektu Ewy Rossano oraz 150 tysięcy złotych powędruje do Rosji. Po Noblu dla Ishiguro, Nike dla Łazarewicza, Bookerze dla Saundersa sezon literackich nagród uznajemy za zamknięty i przystępujemy do lektur. Już za trzy lata spodziewajcie się naszych recenzji. 

„Opowieści z ostatnich” dni to pierwsza rosyjska powieść nagrodzona w tym wrocławskim, literackim konkursie. Pawłow, podobnie jak wydany w tym samym roku, ale pominięty nawet w nominacjach do Angelusa Zachar Prilepin ("Klasztor") mierzy się z dziedzictwem stalinizmu, ale także  z tradycjami literackimi Aleksandra Sołżenicyna, Warłama Szałamowa, czy Wassilija Grossmana.

Trylogia składa się z trzech częśći:   
Pierwsza z nich opisuje dzieje kapitana ukaranego za to, że bez rozkazu obsadził pole kartoflami, by wyżywić swoich okradanych przez zwierzchność żołnierzy, druga – życie obozowego strażnika, trzecia – podróż grupy żołnierzy z trumną zabitego kolegi.

Oleg Pawłow (ur. 1970) po ukończeniu szkoły pracował jako tragarz i niewykwalifikowany robotnik, odbywał obowiązkową służbę wojskową w kompaniach ochrony łagrów w obwodzie karagandyjskim  (Kazachstan). Przeżycia tego okresu pozostawiły głęboki ślad w jego twórczości. Po przedterminowym zwolnieniu z wojska ze względu na stan zdrowia pracował w szpitalu, ukończył zaoczne studia w moskiewskim Instytucie Literatury. Opublikowana w roku 1994 powieść Służbowa baśń odniosła duży sukces i od razu postawiła Pawłowa w rzędzie najciekawszych rosyjskich pisarzy jego pokolenia. Pawłow uprawia również krytykę literacką, bierze udział w dyskusjach na tematy literackie i społeczne. Jego zawsze bardzo osobiste i wyraziste wypowiedzi często budzą zaciekłe spory. Jest laureatem wielu nagród literackich, m. in. Rosyjskiego Bookera (2002 r.) i nagrody Aleksandra Sołżenicyna (2012 r.), był też nominowany do Rosyjskiego Bookera dziesięciolecia (2011 r.).

Nagroda Angelusa przyznana zostałą po raz dwunasty. Wśród dotychczasowych laureató i laureatek znajduje się m.in. późniejsza noblistka, Swietłana Aleksiejewicz, György Spiró ("Mesjasze"), czy recenzowany przez nas Varujan Vosganian (Księga szeptów").  

Źródło: Angelus.com.pl

zdjęcie: 4free.

01:13, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 października 2017

Nie chcieliśmy polecać w ciemno, więc polecamy wystawę dopiero teraz, ale za to po obejrzeniu.

Oskar i Zofia Hansenowie, Forma Otwarta

Do 29.10.2017 w Muzeum nad Wisłą jest do obejrzenia wystawa Oskara i Zofii Hansenów "Forma Otwarta". Oskar Hansen (1922- 2005) i Zofia Hansen (1924- 2013) - znana para polskich architektów zaprojektowała m.in. Przyczółek Grochowski i Osiedle Rakowiec WSM.

Wzorując się na wielkopowierzchniowym budownictwie mieszkaniowym Le Corbusiera dążyli do tego, by przyszli mieszkańcy osiedla mieli wpływ na szacowany układ mieszkań, które mieli nabywać. Była to t.zw. architektura partycypacyjna  - niestety jej projekt nie powiódł się, bo mieszkania przydzielone zostały losowo.

W pokazanych w Muzeum nad Wisłą projektach widać przyświecające Hansenom idee- niektóre sprzeczne ze sobą  - z jednej strony Hansenowie opowiadali się za architekturą Formy Otwartej (polegającej m.in. na partycypacyjnym projektowaniu wnętrz i dowolnym ustawianiu n.p. ścian działowych) ale sprzeczną z tą ideą wydawała się ich wizja Linearnego Systemu Ciągłego - projektu czterech "liniowych miast rozciągających się przez całe terytorium Polski, od morza do Tatr". Trudno o bardziej totalną architekturę w której taki drobiazg jak ściana działowa nie miałby najmniejszego znaczenia, gdy - do jego realizacji zniszczona byłaby cała infrastruktura kraju i przebudowana od zera architektura. Hansenowie sprzeciwiali się odgórnemu narzucaniu rozwiązań architektonicznych - sami jednak takie rozwiązania projektowali.

Hansenowie niewątpliwie byli wizjonerami wykraczającymi poza stereotypowo rozumianą architekturę, ale i poza architekturę w ogóle. Wystawę Hansenów składającą się z modeli architektonicznych urozmaicają liczne bryły i projekty przypominające rzeźby abstrakcyjne, a także dokumentacja ich prac - m.in. (prawdopodobnie jedynego) zrealizowanego dzieła architektury partycypacyjnej, czyli domu, który Hansenowie zaprojektowali i zrobili sobie sami.

 

19:39, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
| < Maj 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Facebook
Filmy o prekariacie
Idea 4free
Knigi
Leniwiec
Precenzje 4free
Recenzje 4free z 2012 roku
Recenzje 4free z 2013 roku
Recenzje 4free z 2014 roku
Recenzje 4free z 2015 roku
Recenzje 4free z 2016 roku
Recenzje 4free z 2017 roku
Recenzje 4free z 2018 roku
Seriale
Teksty gościnne
Wystawy
Za darmo raz w tygodniu
Zawsze za darmo