Kultura for free, ale i nasza praca for free. Prekariusze - wszystko za darmo, ale nie na darmo - przynajmniej taką mamy nadzieję! Zapowiadamy darmowe wydarzenia w Warszawie.
Kategorie: Wszystkie | Kultura | Warszawa
RSS
środa, 10 stycznia 2018



Czarnowidztwo to nie tylko polska domena, jak się okazuje. Oryginalnie brytyjski serial, a w  zasadzie seria jednoodcinkowych, niepowiązanych aktorsko, ani fabularnie odcinków wieszczy, że cywilizacja cyfrowa może rozwinąć zagrożenia tak, jak przewiduje Wojciech Orliński, do niedawna felietonista pesymistycznego, reporterskiego dodatku do "Gazety Wyborczej", z którego generalnie wynika -że świat zdąża ku zagładzie. Nawet jednak Orliński okazał się dla"Dużego Formatu" zbyt kassandryczny- z poderżniętymi żyłami czytelnicy nie sięgną po kolejny poniedziałkowy numer pisma. Każdy pesymizm jest jednak w zasadzie optymistyczny o ile przewiduje, że może być gorzej - zakłada bowiem, że wystąpi jakaś stopniowalna przemiana. 

Odcinek "Metalhead" (S04e05) jest pod tym względem pesymizmem spełnionym - ludzkość wyginie unieszkodliwiona przez napędzane energią słoneczną drony, które wykończą wszystkich ludzi, bo nie będą im już potrzebni. Dron "Metalheada" nawet nie lata, jest tak tu nazywanym psem, czyli dość szybko biegającą puszką, która jednak może dotrzeć wszędzie, w mieście jest niezniszczalna, a jedynie w lesie może się chwilowo zgubić, ale i tam człowiek nie przetrwa zbyt długo. 

Zabawne, że gdyby dla Netflixa pisał Europejczyk ze strasznie starej części świata, z kontynentalnej Europy, a najlepiej z jej środkowego wschodu - w jakimś odcinku pojawiłyby się różne marki dronów - a te toczyłyby ze sobą walkę o to, kto jest lepszą marką i prowadziłyby wojny poradziwszy sobie bez ludzi. 

Tymczasem streściwszy w trzech zdaniach poprzednie sezony: zagrożeniem technologicznym ze strony postępującej informatyzacji są śmiertelne narzędzia: zabójcze, mechaniczne pszczoły, żołnierze z wgranymi do mózgu zmienionymi obrazami przeciwników ukazywanych jako orkowie; zagrożeniem jest przeniesienie do wirtualności ludzkiej świadomości, która zamiast nieśmiertelnego raju może pozyskać nieśmiertelne piekło (wieczną pustkę, wieczne cierpienie, wieczną samotność it.d). Poza zagrożeniami są też pewne - złudne co prawda nadzieje, jak w najlepszym chyba odcinku, bardzo Spike Jonze'owkim, czy Charlie Kaufmanowskim "San Junipero" (S03e04) gdzie ludzie mogli żyć ciągle jako we śnie, w chmurze snów, do której każdy mógł się podłączyć, i pozostać w niej, nawet po śmierci - nie uciekając jednak od problemów typowo ludzkich - niemożności porozumienia z innym człowiekiem czy od samotności. Na koniec same uniwersum - przenoszona świadomość, zapamiętywana i nagrywana w głowie rzeczywistość, odtwarzanie cudzego życia i umieszczanie go w androidzie, czy szpiegowanie każdej działalności ludzkiej na komputerze - i szantażowanie nią przez komputer lub bota (albo rzeczywistego hakera, to nie jest dopowiedziane) - to pomysły z sci-fi, które są na wyciągnięcie dłoni lub wciaż pozostają abstrakcyjne, tak, czy inaczej pobudzają wyobraźnię.

Chyba najbardziej wciągający odcinek, samograj "Shut up and dance" (s03e03) sąsiaduje w "Black Mirror" z odcinkiem subtelnym i psychologicznym o relacjach międzyludzkich, "Arkangel" (s04e02), gdzie technologie informacyjne tylko przedłużają ludzkie zachowania. Odcinki będące zamkniętymi dziełami samymi w sobie figurują obok takich, które odwołują się do różnych dzieł kultury (bliżej nieokreślone seriale sci-fi z lat 60.-70. w stylu "Star Treka") lub do poprzednich odcinków "Black Mirror". Serial przedstawia też alternatywne, oderwane od rzeczywistości formy zarabiania - jak życie z internetowych lajków lub napędzania mocy elektrycznej korporacji mechanicznie wytwarzaną energią elektryczną. Parki rozrywki - w których poluje się na mordercę w zamkniętej grze, albo skazuje się na śmierć jego wirtualną kopię - zbliżają ideę niektórych odcinków do "Westworld", ale twórcy podkreślają, że nie oglądają serialu HBO, żeby się nim nie sugerować. 

Na koniec "Black Mirror" a kwestie prekarne. Czy technologia informacyjna zapobieże umowom śmieciowym czy brakowi ubezpieczenia społecznego? Jak we wspominanym zarabianiu lajkami lub napędzaniem energii - przygotowuje ludzi również na kapitalistyczne wykluczenie - system został zaprojektowany przez system. Wykluczeni nie maja lajków i żyją jak bezdomni; w korporacji można być robotnikiem napędzającym system, gwiazdą lub jurorem w telewizji - jak nie: sprzątaczem, pogardzanym jak podczłowiek. 

Świat "Black Mirror" mimo technologicznej głębi wydaje się jednak intelektualnie ubogi - co nie jest zarzutem, bo zakłada, że pieniądz dobry wypierany jest przez pieniądz gorszy - to samo będzie dotyczyło bitcoinów i innej formy internetowej waluty. Społecznictwo, zaangażowanie, czy szlachetność mogą naturalnie występować dalej pod warunkiem klasowej nieświadomości i akceptowania reguł rynku. Konsekwencją jest to, że wszelkiej maści przestępcy ponoszą karę, czy systemową, czy zaprogramowaną przez internetowych mścicieli - karani są hejterzy, internetowi podglądacze treści pedofilskich, mordercy, czy porywacze. Doceniani są ci, którzy poddają się systemowi choć naturalnie i w ich przypadku może nastąpić nieplanowana śmierć, którą da się zatuszować lub nazwać wypadkiem przy pracy. 

"Black Mirror", na koniec kreuje rzeczywistość w której można za pomocą technologii informatycznych spróbować obalić lub trwale usunąć polityka, a maszyna lub program mogą stanąć z nim w szranki - zdaniem serialu - chwilowo jednak bezskutecznie, ale czas pokaże. Liczne znane twarze drugiego planu przewijają się przez serial, fani "Gry o tron" rozpoznają Tobiasa Menziesa, Donalda Sumptera, czy Jerome'a Flynna; w pierwszym sezonie wystąpili Rory Kinnear, czy Dniel Kaluuya (znany z zeszłorocznego "Uciekaj!), w drugim pojawił się Domghnall Gleeson (nowe "Gwiezdne wojny") i Jon Hamm z "Mad Men". Sezon 3 wzbogaciły Bryce Dallas Howard ("Osada" i "Jurrasic World"), Alice Eve ("Chłód nadchodzi nocą"), Mackenzie Davis ("Blade Runner 2049) i Kelly Macdonald ("Trainspotting" i "Zakazane imperium). Obecny sezon zamyka obsada: Jesse Plemmons ("Breaking Bad", "Fargo 2"), Rosemarie DeWitt ("Siostra mojej siostry")  Owen Teague ("Bloodline") Andrea Riseborough ("Birdman") i Joe Cole ("peaky Blindes").

kadr pochodzi ze zwiastuna serialu, z odcinka "Crocodile" (S04e03)



02:52, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 stycznia 2018

Historia dwóch podróży


„Biały świat według Daliborka” Vita Kluska to dzieło sztuki, dokument, który wyszedł poza ramy kina, wyszedł z kina w ogóle, przeszedł się na spacer, przespacerował Mostem Poniatowskim przez Marsz Niepodległości, wrócił pod rodzinny blok, stanął przy otwartej klatce schodowej, zalogował się na smartfonie, urządzeniu sztucznej inteligencji, mądrzejszej niż my sami; wszedł na portal randkowy i zapytał internetową partnerkę, czy skoro mieszka niedaleko, blok dalej, to czy nie wyjdzie na papierosa?

Dalibork staje się czymś więcej niż 90 minutami w kinie; to współczesny esej na temat wszystkiego poza tymi 90 minutami w kinie; na temat całej naszej egzystencji, kondycji współczesnego świata. Tak jak dziesięć lat temu Polska zaczytywała się w “Dużym Formacie” i w “Gottlandzie” Mariusza Szczygła, jego zezującym spojrzeniem oceniając sąsiadów z Czech i Moraw, a zarazem budując alternatywną wizję dziejów - z przerzutem całej nacji na inny kontynent w celu ucieczki przed światową wojną; tak dziś winna popatrzeć na człowieka o skrajnych poglądach politycznych z morawskiego miasta w filmie Klusáka. Dalibor wsłuchuje się w świadectwo pani Lisowej, ocalałej z Auchwitz, po czym mówi jej w twarz: “Na temat Holocaustu są różne opinie. Liczby są zawyżone”.

Klusák stawia przed naszymi twarzami lustro i mówi - wszyscy stajemy się Daliborkami może już wszyscy jesteśmy Daliborkami - kilkanaście lat temu za negowanie Holokaustu karano grzywną i śmiercią publiczną. Dziś na różnych formach prawicowych odchyleń robi się na tym politykę, zbija kapitał polityczny i wyrywa wybory. Uchodźców nie przyjęto - ani za PiS-u, ani za Platformy. Polityczna poprawność nie istnieje - są tylko różne formy trollingu - w sieci i poza nią. Zrównoważone poglądy wyszły z mody. Zmusza się najbardziej zasiedziałego użytkownika Netflixa, czy apolitycznego kinomana do zabrania głosu w sprawach polityki tylko po to, by stwierdził, że jego słuszne poglądy to nudne komunały, które nikogo już nie interesują.

„Biały świat według Daliborka” to przepis na kino zrealizowany według mistrzowskiej recepty znanej nam z “Z punktu widzenia nocnego portiera” - ukazać zagrożenie nadciągającego totalitaryzmu z perspektywy jednostki. “Dalibor różni się od legendarnego, kultowego i we wszech leksykonach omawianego filmu Kieślowskiego małym detalem. Jest lepszy.

Osadzić bohatera o prawicowych poglądach, negującego Holokaust, chcącego rozstrzeliwać uchodźców i szydzącego z genderu prosto w samym centrum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu - to właśnie dzisiejszy świat. To Trump z palcem na guziku atomowym, to środkowa Europa ze znikomym odsetkiem imigrantów chcących przybyć stricte do niej, to Brexit, 9 milionów ludzi umierających z głodu rocznie i uczucie faszystowsksiej ulgi po po zamachu terrorystycznym, gdy nasze neonazistowskie poglądy na temat islamskich uchodźców (sam Hitler dogadywał się z muzułmanami, więc zawstydziłby się porównaniem) mogą zostać usprawiedliwone wymówką o zagrożeniu terroryzmem. Dalibork wydaje się na tyle osobliwym przypadkiem, że uogólnianie jego cech na cały ruch neonazistowski wydaje się pewnym nadużyciem, ale uogólnienie cech Daliborka na cały nasz świat - już jest bardziej usprawiedliwione. Dalibork to człowiek dość osobliwy - wspominając choćby o jego kanale video na You Tube. Unikalność Daliborka - przemieszanie osobistej wrażliwości z brutalnością wyrażaną w poglądach - jest nie tylko przypadkiem każdego skrajnego prawicowca, ale charakterem człowieka w ogóle.  Jak każdy z nas Dalibork chce zaistnieć w mediach społecznościowych sądząc, że kogoś to obchodzi. Gdy człowiek sam sobie wydaje się nieważny, chce, by uwzniośliły go jego poglądy. 



„Najbrzydszy samochód świata” Grzegorza Szczepanika to z kolei opowieść o pewnej rodzinnej więzi, która zostaje przeniesiona nierozerwalnie w sferę symboli zamkniętych epok. Oba filmy opowiadają jednocześnie o podróży współczesnych Słowian, matki i syna, do dawnych hitlerowskich obozów pracy / obozów koncentracyjnych.

„...samochód” - nagroda publiczności 17. Watch Docs, festiwalu o prawach człowieka to nagroda dla polskiego kina dokumentalnego, ale też dla jego bohaterów, Bogdana i Kazimiery Różyckich. Na pierwszy rzut oka wyglądają na emerytopwaną parę, jednak po czasie okazuje sie, że to - tak jak w Daliborku - również bedzie opowieść o matce i synu. 

Bogdan Różycki nigdy nie był za granicą Polski, Kazimiera - tylko w czasie wojny; na robotach w Niemczech, w fabryce Volksvagena. Ideą filmu jest to, by syn pojechał z matką do współczesnych Niemiec - na nowo do tej samej fabryki Volksvagena. Po co? Po to, by skonfrontować się z historią. Zapewne.

Nie ukrywajmy - zarówno Szczepanik, jak i Klusek wyprawy swoim bohaterom zapewnili sami. O ile jednak autorzy różnych gorszych, czy lepszych dokumentów od słynnych z mięsnego jeża "Pocztówek z wakacji", po dokumenty Herzoga - fundują swoim bohaterom prawdziwe wakacje w rodzaju Egiptu, amazońskiej dżungli it.d - Słowiańscy reżyserzy poniesieni fantazją zabierają turystów do obozów pracy, tudzież śmierci. War Zone Tours - o tym programie pisał niedawno Artur Domosławski - zamiast fundować turystom podróż przyjemną, organizuje się im podóż hardkorowo nieprzyjemną. O ile jednak Klusek zabiera Daliborka do Auschwitz, by konfrontować neonazistę ze zbrodniami nazistów - po to, by przetestować jego poglądy, ale by je ocenić - czemu Szczepanik zabiera tak naprawdę Różyckich do niemieckiej fabryki? By uzasadnić współczesną koniunkture gospodarczą Niemiec jej niewolniczo-zbrodniczymi nazistowskimi zabiegami? By zrónwnać Trzecią Rzeszę z Niemcami A.D. 2018? Im dłużej się nad tym zastanawiać, tym więcej można "...Samochodowi" i jego autorowi zarzucić odnośnie subtelnej,a le jednak manipulacji. Bronia się wiec w filmie bohaterzy - pokazani z sympatią. Ale po co podóż taka w ogóle ma miejsce to pytanie, któe lepiej zostawić bez odpowiedzi. 


„Praca”  (reżyseria: Jairus McLeary & Gethin Aldous) to dokument o eksperymentalnym programie terapii grupowej w kalifornijskim więzieniu Folsom. Grupa ochotników z wolności spotyka się z odsiadującymi długiw wyroki więźniami i poza pomocą pomocnych terapeutów zdani są na siebie – każdy z nich może dokonać rozrachunku z własnym życiem i zmierzyć się ze swoimi problemami. Ponieważ program jest dopiero wdrażany w jednym, jedynym więzieniu– jego efekty długotrwałe nie mogą być zbadane na szeszą skalę, ale w tym przypadku zaobserowano 100 % brak recydywy – wypuszczani wieźniowie (kilkudziesięciu w momencie wyprodukowania filmu), którzy odbyli tę terapię nie wracali już na przestępczą drogę.

Ponieważ czterodniowa terapia to mało, twórcy dokumentu postanowili zamknąć opowieśc w ramach kilku przemieszanych historii. Dwóch - wyróżniających się ludzi z wolności i dwóch więźnió przeżywa moment oczyszczenia. Co ciekawe dość charakterystyczni, wyróżniający się więzień i wolny - nie mają swoich pieciu minut - samoświadomość zdobywają za to bohaterowie pozostający w cieniu, jeden człowiek z wolności (w polskiej koszulce), który zahukany przez ojca, niemogący sie odnaleźć w życiu dochodzi do sedna swojego problemu, podobnie jak pewny siebie kryminalista, który pozwala sobie na pożądaną przez sumienie, ale wypartą pozornie oschły charakter, żałobę po siostrze.

Dokument ten mógłby być reklamówką programu - ale - podobnie jak "...Samochód" ożywiają go ludzie - co widać w scenei bójki - gdy człowiek z wolności podśmiewa się z twardego kryminalisty, że jest "wrażliwy", za co ten chce dać mu w zęby. 

Czego mi brakuje w "Pracy", co jest oczywiście wadą niejako kina gatunku, a nie samego filmu - to tego, że daje głos niejako sprawcom, może ich nie usprawiedliwia, ale ukazuje ich ludzka stronę - podczas gdy - oczywiscie w przyapdku, gdy mowa o sprawiedliwie osądzonych - nie ma mowy o ofiarach (gdy mowa o winnych przemocy) lub innych poszkodowanych. W trtlogii penitencjarnej "Bad boys / bad girls / Bad boy" Janusza Mrozowskiego jeden z wieźniów mówi n.p. że (w domyśle - w więzneinu nie jest tak źle, bo) można odpocząc, przystanąć, parę rzeczy przemyśleć". Ta systemowa wada kina gatunkowego jakim jest kino penitencjarne jest to, że oceniani są głównie samce alfa, podczas, gdy wykluczeni są nazwijmy "samce beta". Wyjątkiem jest oczywiście człowiek z wolnosci w polskiej koszulce  - któy wuydaje się od początku osobą wrażliwą i niepsującą do więźniów - to co filmowi się duaje to to, że nikt go nie ocenia, a wieźniowie wspierają jego, a on ich. I w tym ponadnaturalnym, ponadklasowym momencie porozumienia samców alfa i beta film zaskakuje i osiąga moment katharsis,w tym gatunku nie tak znowu oczywistym.

 Watch Docs wygrało głosami jury chińskie "Jeszcze jutro" Jiana Fana, o którym wkrótce. 

02:26, juliancio.wodnik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 grudnia 2017



wtorek 19.12.2017 godz. 18:00 Zachęta

Ordos 100, reż. Ai Weiwei, Chiny, 2012, 61 min

Ordos 100 to projekt stworzony przez pracownię architektoniczną Herzog & de Meuron oraz chińskiego artystę  Ai Weiweia. Twórcy zaprosili do realizacji tego przedsięwzięcia sto pracowni architektonicznych z 27 krajów świata. Projekt zakładał stworzenie zupełnie nowej dzielnicy miasta Ordos w chińskiej Mongolii Wewnętrznej. W ramach głównego założenia urbanistycznego autorstwa Ai Weiweia, każda z pracowni miała zaprojektować tysiącmetrową willę. Kuratorzy i projektanci odwiedzili Ordos trzykrotnie, po raz pierwszy w 2008 roku. Plan ukończono, jednak projekt do dzisiaj nie został zrealizowany.

Na dokument składają się wywiady z zaangażowanym w projekt architektami oraz relacje z wizyt terenowych na miejscu inwestycji. Film jest krytyczny wobec współczesnej architektury, w której wizjonerstwo zostało wyparte przez skupianie się na rynku, inwestorach i ekonomii. 

"Ordos 100". Pokaz filmu towarzyszący wystawie Mariana Bogusza

15:43, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 grudnia 2017



Martwe osły nie boją się hien

85' 2016 Finlandia, Niemcy, Szwecja reżyseria: Joakim Demmer zdjęcia: Joakim Demmer, Ute Freund, Zeb Davidsson, Mark Barrs, Peter Bolte montaż: Stefan Sundlöf, Frank Brummundt produkcja: WG Film

Na lotnisku w Addis Abebie tragarze wyładowują worki z żywnością dla głodującego kraju, a w tym samym czasie do innych samolotów ładowana jest... żywność na eksport. Od obserwacji takiej sceny Joakim Demmer rozpoczął siedmioletnie, jak miało się okazać, filmowe dochodzenie w sprawie wielkich zagranicznych inwestycji w etiopską ziemię. „Martwe osły nie boją się hien” to wytrawny polityczny thriller, zachowujący jednocześnie najwyższe standardy dokumentalnej rzetelności. Demmer odsłania przed nami świat, w którym saudyjscy inwestorzy i skorumpowane etiopskie władze, wykorzystując finansowe wsparcie Banku Światowego, siłą wysiedlają całe społeczności, spychając drobnych rolników w zależność od pomocy humanitarnej i inicjując błędne koło przemocy. Brutalne represje spotykają niezależnych dziennikarzy i obrońców dewastowanego środowiska. Trudno o lepiej udokumentowane filmowe oskarżenie i bardziej dojmujące pytanie o naszą współodpowiedzialność. Jak mówi Demmer: „Cukier w mojej kawie, bawełna w mojej koszulce i nawet kwiaty dla mojej matki mogą pochodzić ze skradzionej ziemi”.

Maciej Nowicki

Jedyne źródło: WATCH DOCS

Film dostępny jest on-line

18:58, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »



Praca

 

90' 2017 USA reżyseria: Jairus McLeary, Gethin Aldous zdjęcia: Arturo Santamaria montaż: Amy Foote produkcja: Blanketfort Media

„Praca” to dokument wyjątkowo mocno naładowany emocjami. Nie mogło być inaczej - tematem filmu jest intensywna terapia grupowa w Folsom - osławionym kalifornijskim więzieniu o maksymalnym rygorze. W czterech całodziennych sesjach biorą udział zarówno skazani (często z dożywociem), jak i chętni „z wolności”. Dla więźniów – szczególnie tych, którzy mieli już do czynienia z projektem, udział w terapii to wyjątkowa szansa, by poczuć emocje niedostępne w więziennej rzeczywistości. Początkowo uczestnicy traktują się z rezerwą, ale stymulowany przez terapeutów proces szybko przynosi efekty. Pojawiają się silne emocje, dochodzi do groźnie wyglądających konfliktów, zewsząd słychać płacz i krzyki ludzi, którzy próbują przekroczyć własne granice. Twórcom filmu udało się uchwycić rzeczywisty, bolesny i przejmujący proces bez idealizowania swoich bohaterów: niektórzy z nich z pewnością próbują udziałem w terapii zasłużyć na warunkowe zwolnienie. Z drugiej strony, statystyki pokazują zerowy poziom recydywy wśród uczestników projektu, którzy wyszli na wolność.

Konrad Wirkowski

Jedyne źródło: LINK

POKAZ:

czwartek 14.12.2017 godz. 21:00 kino ELEKTRONIK

17:24, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »



Matczyzna

95' 2017 USA, Filipiny reżyseria: Ramona S. Diaz zdjęcia: Nadia Hallgren, Clarissa De Los Reyes montaż: Leah Marino, Ramona S. Diaz produkcja: CineDiaz, Inc., ITVS, CPB

Szpital im. José Fabelli w Manili uchodzi za największą klinikę położniczą świata. A przynajmniej najbardziej zapracowaną: dziennie przychodzi tu na świat setka dzieci. Krążąc po przepełnionych korytarzach i zaglądając do sal porodowych, kamera Diaz włącza do filmu kolejnych protagonistów: pacjentki, ich krewnych i lekarzy. I chwyta soczyste szczegóły: komuś w tłoku ginie noworodek, personel wygłasza krzepiące komunikaty przez chrypiący megafon. Nieustanny ruch sprzyja nowym interakcjom – tym bardziej, że na jedno łóżko najczęściej przypadają dwie mamy. Niemal żadna nie ma jeszcze trzydziestki, ale większość odwiedzała już ten szpital po kilka razy: antykoncepcja nie cieszy się na Filipinach przesadną popularnością. Mimo tłoku i sprzętowych braków – zamiast inkubatorów matkom wcześniaków zaleca się ogrzewanie ich własnym ciałem – tytułowa „Matczyzna” to dla większości pacjentek azyl, w którym na chwilę mogą odpocząć od niewesołych realiów codziennego życia.

Konrad Wirkowski



Jedyne źródło: link

POKAZ:

czwartek 1412.2017 godz. 16:45 U-jazdowski Laboratorium

17:10, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 grudnia 2017



Muhi - wiecznie tymczasowy

87' 2017 Izrael, Niemcy reżyseria: Rina Castelnuovo-Hollander, Tamir Elterman zdjęcia: Avner Shahaf, Tamir Elterman, Oded Kirma, Rina Castelnuovo-Hollander montaż: Joëlle Alexis produkcja: Medalia Productions

Bohater filmu Riny Castelnuovo-Hollander i Tamira Eltermana to dzielny kilkulatek, cierpiący na rzadkie schorzenie układu odpornościowego. Wkrótce po urodzeniu musiał przejść poważną operację; by uratować życie, lekarze zdecydowali się amputować jego kończyny. To nie koniec problemów Muhiego: chłopiec pochodzi ze Strefy Gazy, gdzie nikt nie jest w stanie zapewnić mu odpowiedniej opieki medycznej. Dzięki pomocy lekarzy i aktywistów, od siedmiu lat półlegalnie mieszka w izraelskim szpitalu wraz z dziadkiem, który nie ma wizy ani pozwolenia na pracę i także nie może opuszczać murów kliniki. Kłopoty z dokumentami oraz niezliczone kontrole po obu stronach granicy praktycznie uniemożliwiają wizyty rodziców. Muhi radzi sobie jak może: na szczęście nie do końca zdaje sobie sprawę ze wszystkich niuansów sytuacji. Twórcy filmu z wielką delikatnością pokazują codzienne życie chłopca, którego położenia urasta do rangi symbolu.

Konrad Wirkowski

PROJEKCJE:
wtorek 12.12.2017 godz. 20:15 Kino Muranów Sala Gerard
środa 13.12.2017 godz. 18:00 Muzeum POLIN
Jedyne źródło: LINK
16:23, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »



Kambodżańska wiosna

127' 2017 Wieka Brytania, Irlandia, Kambodża reżyseria: Chris Kelly zdjęcia: Chris Kelly montaż: Chris Kelly, Ryan Mullins, Pawel Stec produkcja: Little Ease Films, Zanzibar Films, Dartmouth Films, Eyesteelfilm

Dziewięć lat spędzonych w Kambodży przez Chrisa Kelly’ego, brytyjskiego dokumentalistę i fotografa, zaowocowało filmem, który przynosi nie tylko niezwykły obraz przemian kambodżańskiego krajobrazu, także społeczno-politycznego, ale jest też najciekawszym chyba w nowszym artystycznym dokumencie „nieaktywistycznym”, outsiderskim portretem aktywistów. Troje głównych bohaterów to wielebny Luon Sovath, buddyjski mnich, który staje się wideoaktywistą i obrońcą praw człowieka, mimo problemów z religijnym establishmentem ceniącym sojusz tronu i ołtarza, Srey Pov, matka trojga walcząca z przymusowymi ewikcjami i jej przyjaciółka Tep Vanny, która powoli wysuwa się na czoło społecznego ruchu protestu przeciw wysiedleniom. Kelly’ego interesuje polityczna i osobista złożoność ich walki o to, w co wierzą. Złożoność, która w końcu przeradza się w dramat. Świetnym zdjęciom Kelly’ego towarzyszy tu muzyka Jamesa Holdena, współtworząca misterną kompozycję audiowizualnej fugi, której poszczególne wątki zaplatają się w emocjonalnym finale.   

Maciej Nowicki

PROJEKCJE:
wtorek 12.12.2017 godz. 17:30 Kino Muranów Sala Zbyszek
środa 13.12.2017 godz. 19:30 Kino Elektronik
niedziela 11.12.2018 godz. 18:15 U-jazdowski

jedyne źródło: Watch Docs

12:47, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 grudnia 2017



12 dni

85' 2017 Francja reżyseria: Raymond Depardon zdjęcia: Raymond Depardon montaż: Simon Jacquet produkcja: Palmeraie et Désert

Według francuskiego prawa

 po 12 dniach od podjęcia przymusowego leczenia w szpitalu psychiatrycznym pacjenta mimo woli musi wysłuchać sędzia. Mistrz dokumentu i fotografii, Raymond Depardon, uzyskał bezprecedensowy dostęp do takich posiedzeń. W „12 Dniach” pacjent, jego prawnik i sędzia to jedyne osoby dramatu. Depardonowska oszczędna forma i obserwacyjny styl pozwalają dobrze usłyszeć tych, których społeczeństwo skrzętnie od siebie izoluje. Historie społecznych przekroczeń, cierpienie i absurdalny humor współbrzmią tu w jednym, wszechobejmującym rejestrze.

„12 Dni” to także film o władzy i wiedzy. Władza ekspercka, tu sprawowana przez biegłych psychiatrów, powoli odsłania przed nami całą swoją potęgę, od której tak pacjenci, jak i sędziowie wydają się całkowicie zależni.

Maciej Nowicki

Pokaz:

Poniedziałek, 11.12.2017 godz. 21:15 Muranów

20:53, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »

Śmierć i życie Marshy P. Johnson

105' 2017 USA reżyseria: David France zdjęcia: Tom Bergmann, Adam Uhl montaż: Tyler Walk produkcja: Public Square Films

Nominowany do Oscara reżyser „Jak przetrwać zarazę” (WATCH DOCS 2012) tym razem wraca do początków amerykańskiego aktywizmu trans. Marsha P. Jonson, samozwańcza, ale naprawdę uwielbiana królowa nowojorskiej ulicy, była jego ikoną, podobnie jak druga bohaterka filmu France’a, Sylvia Rivera, z którą Marsha zakładała S.T.A.R.  (Street Transvestites Action Revolutionaries). Tamten aktywizm nosił niezatarte piętno wykluczenia, z którego wyrastał, i z którym walczył. Znaczyły go alkoholizm i bezdomność, a z czasem, gdy ruch gejowski zaczął odnosić sukcesy otwierające drogę do społecznej integracji, wewnętrzne wykluczenie w ramach społeczności LGBT, które Rivera zdemaskowała jako zdradę w swym słynnym, zakrzyczanym przemówieniu. W 1992 roku ciało Marshy znaleziono w rzece Hudson. Jej przyjaciele nigdy nie uwierzyli w wersję policji zakładającą samobójstwo. Jak naprawdę zginęła Marsha P. Johnson? W filmie France’a w rolę detektywa wciela się aktywistka Victoria Cruz, a filmowe dochodzenie przekonująco odpowie na przynajmniej jedno pytanie – dlaczego policja nie przeprowadziła skutecznego śledztwa.  

Maciej Nowicki

PROJEKCJA:

poniedziałek 11.12.2017 godz. 18:15 U-jazdowski Laboratorium

Jedyne źródło: Watch Docs

12:17, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
| < Sierpień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Zakładki:
Facebook
Filmy o prekariacie
Idea 4free
Knigi
Leniwiec
Precenzje 4free
Recenzje 4free z 2012 roku
Recenzje 4free z 2013 roku
Recenzje 4free z 2014 roku
Recenzje 4free z 2015 roku
Recenzje 4free z 2016 roku
Recenzje 4free z 2017 roku
Recenzje 4free z 2018 roku
Seriale
Teksty gościnne
Wystawy
Za darmo raz w tygodniu
Zawsze za darmo