Kultura for free, ale i nasza praca for free. Prekariusze - wszystko za darmo, ale nie na darmo - przynajmniej taką mamy nadzieję! Zapowiadamy darmowe wydarzenia w Warszawie.
Kategorie: Wszystkie | Kultura | Warszawa
RSS
wtorek, 12 marca 2019

W 2018 zamknięty został Showmax, a w 2019 zamykany będzie Blox.pl na którym piszemy ostatni post.

10. "Chyłka" - serial tyleż dobry, co stosunkowo normalny - nie sili się na artyzm, ani nie jest kiczowaty, ani dłużący się; to przewidywalny, klasyczny gatunkowy serial środka. Tworzy ciekawe kreacje aktorskie, ale popada też oczywiście w stereotypy - jedyny obcokrajowiec ze Wschodu to dobry kochanek, ale i paskudny bandyta (to już nawet "Misja Afganistan" pokazywała zarówno wojujących, jak i pokojowych Afganów). Serial bawi dialogami, w czym (zapewne, bo nie czytaliśmy) podkładka w prozie Remigiusza Mroza.

9. "Ślepnąc od świateł" - sytuacja zróżnicowania etnicznego nie jest tu wiele lepsza, bo poza pogardzanym krawcem wietnamskim Tuk-Tukiem są bliskowschodni właściciele karczmy, którzy zwyzywani i zmasakrowani przez wyrastającego na postać kultową, gangstera Dario funkcjonują głównie pod swoimi obraźliwymi nazwami. Fakt, że rasista, seksista, brutal i morderca wyrasta na postać główną serialu, którą wszyscy są zachwyceni, to zasługa Jana Frycza, który tworzy najlepsza polską kreację od czasów Andrzeja Seweryna z "Ostatniej rodziny".

rOJST

8."Rojst" - to jedyny serial, który de facto ginie pośród pozostałych. Choć nie jest w żadnej mierze zły, to jednak pośród kryminałów jako jedyny nie wnosi nowej wartości, "leci" na samym sennym klimacie, w ogóle nie wciąga, a rozwiązanie obejmuje głównie postaci poboczne nie angażując ani głównych bohaterów, ani widzów, sprawca wydaje się przypadkowo dobrany spośród podejrzanych na zasadzie - "lokaj", żeby się nikt nie domyślił, że to on, (bo w ogóle nie był istotny), a potencjał skradzionego z "Ostatniej rodziny" duetu Andrzej Seweryn-Dawid Ogrodnik wykorzystany został zaledwie w kilku procentach ich możliwości.

sss

7. "1983" - niestety jest to serial infantylny i od tego zaczniemy. To, że osobiście nie lubimy Orwella, bo wydaje nam się naiwny przy Szałamowie, Wassiliju Grossmanie, czy Sołżenicynie, a jakiekolwiek odwołania do niego uznajemy za obrazę na inteligencji widza nie tylko ze względu na formę (serial nazywa się rok 1983, a pokazuje nam się w 1. odcinku książkę "1984". Serio?), ale i za treść - cytować Orwella w XXI wieku w serialu politycznym to jak cytować Coelho w melodramacie - jest zbyt oklepany i banalny, zwłaszcza jeżeli mówimy o książkach będących de facto lekturami szkolnymi ("Opowieści podręcznej" pod tym względem nie są lepsze). W "1983" broni się młoda obsada z drugiego planu  - tak wielu utalentowanych aktorów (Julian Świeżewski, Tomasz Włosok, Anna Konieczna, Krzysztof Wach) - mogło zaistnieć dopiero przy wkroczeniu na polski rynek Netflixa.

6. "Kruk - szepty słychać o zmroku" na tle dość silnej w tym roku polskiej konkurencji broni się najlepiej, a nawet dodaje zaskakująco dużo od siebie, bo po serialu, w którym niewidome dziecko zabija szpikulcem swojego dziadka już w pierwszej scenie, nie wiadomo do końca czego się spodziewać. I o to chodzi. Ponieważ jest to serial oryginalny, nie na podstawie Żulczyka, czy Mroza, jakiekolwiek spojlerowanie nie miałoby sensu, ale niespojlerowanie sens miałoby jeszcze mniejszy. W "Kruku" sprawuje się dobrze  nie tylko pierwszy plan - główny bohater (Michał Żurawski) po wypadku i urazie kręgosłupa wydaje się nie tylko fizycznie złamany,  cierpi też przez wspomnienia z dzieciństwa w sierocińcu do których w sposób introspektywny powraca odkrywając jak w psychoanalizie całą swoją historię. Jest ona zbliżona do wątku głównego - krzywdy dziecka, a także zemsty po latach za doznane cierpienia ofiary. To serial wyjątkowo współczesny, brakuje jeszcze postaci molestującego księdza, ale zastępuje go klika komendant-fabrykant-mafiozo. Gangster z Białorusi jest oskarżany o najgorsze, ale wychodzi na swoje, więc plus za progresywność.

Kidding

5. "Kidding" Smutno-śmieszna historia o komiku, który chce kręcić programy edukacyjne o depresji, cierpieniu i śmierci, patronuje jej Michel Gondry, reżyser pilota, a także Jim Carrey (sam jako człowiek naznaczony tragedią śmierci byłej partnerki) wraz z Frankiem Langellą i Catherine Keener w roli całej telewizyjnej rodziny.

Dannemora

4. "Ucieczka z Dannemory" Filmy i seriale o napadach na banki bądź ucieczkach z więzienia to samograje. nie inaczej jest tutaj - boska obsada z Patricią Arquette w roli życia, Benicio del Toro i Paulem Dano daje z siebie więcej niż wszystko. Jedyny, zamierzony zgrzyt, pojawia się w jednym z końcowych odcinków, gdy dowiadujemy się, komu tak naprawdę kibicowaliśmy  - to fabularny zwrot akcji, który pozwala nam przyswoić smutny los bohaterów.

Picasso

3. "Geniusz: Picasso" - jest to de facto drugi sezon serialu Geniusz, którego pierwsza część dotyczyła biografii Einsteina (Geoffrey Rush), ale poza nazwą serii nie ma żadnych istotnych łączników między produkcjami. Tak jak w filmie z lat 90. z Hopkinsem w roli głównej ("Picasso: twórca i niszczycie;") twórcy skupiają się na licznych partnerkach hiszpańskiego malarza wychodząc od porzucenia Dory Maar (Samantha Colley) przez starzejącego się Picassa (Antonio Banderas) i jego związku z Françoise Gilot - (Clemence Poesy). W równoległym wątku śledzimy młodego Picassa (Alex Rich), który poznaje kultowych twórców przełomu wieków, przeżywa dwie wojny światowe i jedną domową, poznaje też Dorę Maar i tu dwa wątki zapinają się w klamrę.

Boldryk

2. "Patrick Melrose" w zasadzie monodram Benedicta Cumberbatcha o uzależnionym od narkotyków synu, który nie może uwolnić się od wpływu zmarłego ojca-tyrana. Pozostali aktorzy, w tym Hugo Wreaving jako ojciec w retrospekcjach w zasadzie występują dla ozdoby, bo uwagę kradnie Cumberbatch - kreację wartą Złotego Globu, który sprzątnął jednak Brytyjczykowi sprzed nosa Darren Cross (za drugi sezon "American Crime  Story").

1. "Terror" Serial o dwóch pionierskich statkach (jednym z dwóch jest tytułowy "Terror") poszukujących skrótu morskiego z Wielkiej Brytanii do Chiny przez kanadyjski Ocean Arktyczny, oparty jest na książce Dana Simmonsa; balansuje między kinem przygody a... horrorem. Poza warunkami pogodowymi (statki zamarzają na środku oceanu, marynarze ciągną łodzie niczym na obrazach Riepina) utrudnieniami aprowizacyjnymi (lutowane ołowiem puszki od konserw powodują śmiertelne zatrucia pokarmowe) po bunt w szeregu. Ze względu na odcięcie od świata i skazanie na trzymanie się razem"Terror" staje się opowieścią o walce o władzę. Szczególnie uwidacznia się konflikt między kapitanem jednego ze statków a szantażującym go Corneliusem Hickey'em, który wie o próbie dezercji kapitana. Jarred Harris i Adam Nagaitis wyrastają na główną parę oponentów, a o ile dość statyczny Harris, który jest pomocniczym narratorem nie musi się starać o uwagę, bo ma ją na starcie, i jest dosyć rozpoznawalny (znany z "Dymu", "Sherlocka Holmesa", czy kilku brytyjskich filmów z lat 90. i 00.), to Nagaitis nic nie ryzykując szaleje na miarę Klausa Kinskiego w "Aguirre", czy Jacka Nicholsona w "Lśnieniu", a jego końcowa psychodeliczna parada śmierci w ostatnim odcinku to najbardziej porąbana scena w serialach w roku 2018. jest w "Terrorze" fabularny zwrot który jednoznacznie definiuje, czy serial obraca się będzie dalej w granicy kina realistycznego, czy czystego horroru, ale po jej przekroczeniu nie czuje się niesmaku - to zasługa lovecraftowskiego klimatu grozy, który udało im się osiągnąć.

Wyróżnienia: "Maniac" i "Znaki". Wybieraliśmy tylko te seriale, które zaczęły się w roku 2018 i nie były de facto kontynuacjami.

15:14, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 grudnia 2018

Piszemy o najważniejszych knigach A.D. 2018 - 8 pierwszych przeczytaliśmy. Dwie ostatnie mamy na półce. Kolejność przypadkowa, numeracja od 10 do 1 - by zachować suspens.



10. "Style radykalnej woli" Susan Sontag (1933-2004). Sontag wydawana w Polsce jest stopniowo, chociaż od jej śmierci minęło 14 lat, wciąż nie wydaliśmy jeszcze połowy z jej książek prozatorskich ("Benefactor", "The Way we Live Now" i "I, et cetera"). W esejach ujętych tutaj w zbiorze wydawnictwa Karakter, który zmonopolizował sontagowski polski rynek możemy poczytać o Bergmanie, Godardzie, wyprawie Sontag do Wietnamu Północnego, czy o innych sytuacjach.

 

9. "Złota pagoda" To wznowienie japońskiego pisarza - kontrrewolucjonisty i samobójcy uświadamia nam że PIW jest skarbem.

 

8. "Człowiek tygrys"Jedna z pierwszych powieści indonezyjskich nad Wisłą - opowieść o przedmiejskim Hamlecie. Tytułowy człowiek-tygrys to postać z wierzeń snutych tu przez Ma Muah, wiejską gawędziarkę, która twierdzi, że dusza tygrysa przekazywana bywa z pokolenia na pokolenie i główny bohater, Margio odziedziczył ją po dziadkach. Sny na Jawie!

 7. "Dwie siostry" Åsne Seierstad - Oriany Fallaci i Gitty Sereny już z nami nie ma - królowa pozostała więc jedna - Åsne Seierstad jest najlepszą żyjąca reporterką literacką, ewentualnie Swietłana Aleksiejeiwcz mogłaby się obrazić, ale po co. 



6. Wydany jeszcze przed "Głodem" "Księżyc" ukazuje się w Polsce dwa lata po wskazanym. I dobrze - dzięki "Księżycowi" możemy przekonać się... jak dobrą książką jest "Głód". 

5. Wydane dość niechlujnie reportaże Kopińskiej "Z nienawiści do kobiet" bronią się jednak same w sobie i dla siebie.

4. "Błoto słodsze niż miód" Małgorzaty Rejmer - ponieważ Rejmer jest najlepszą polską pisarką - a także jedyną "Nową Masłowską", która okazała się lepsza od samej Masłowskiej - jej reportaż o nieznanej nam Albanii a także o dyktatorze, Anwarze Hodży (odpowiedniku Tito, równie szalonym) można przeczytać jednym tchem - tym, który wydajemy z siebie po kopniaku otrzymanym przez strażnika w więzieniu Burelë.

3. "Prymityw" - epicka opowieść o warszawskiej Pradze; Kołodziejczyk, który zachwycał już w realistycznej "Dysforii" i reportażach z "Polityki" tym razem jedzie po bandzie opisując Polskę A.D. 2018 przy założeniach, że rządząca partia zatrzymuje czas kalendarzowy, by zrównać się w wieczności z żołnierzami wyklętymi. Były premier Rajmund Błysk, minister wojny Antoni Maciołajtysiewicz, czy prezes partii Radosław Katyński - stanowią trzon tła politycznego, a pracownik zakładu pogrzebowego Jan Kwas, Wiktoria Wiedeńska i niejaki Haraburda - trójkąt miłosny stanowiący wątek główny tej właśnie transformacyjnej powieści łotrzykowskiej.

2. "Siwy dym". Trzaskający książkę za książką Szczerek urósł Twardochowi  jako najpoważniejszy zasadniczo, konkurent swojej generacji. Szczerek czyni też to co Kołodziejczyk - ale bardziej politycznie, mniej fabularnie.

1. "Królestwo" Twardocha. Kontynuacja już wystawionego w teatrze przez Demirskiego i Strzępkę "Króla" to tradycyjnie książka, którą wszyscy będą czytali w okresie międzyświątecznym. Nie żebyśmy pod tym względem byli inni niż wszyscy. 

20:15, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 grudnia 2018

1) Zapowiadany przez nas, nominowany do Europejskich Nagród Filmowych (jutro wyniki) "O ojcach i synach" Talala Derkiego wygrał tegoroczny Watch Docs. Werdykt jury: Karolina Bielawska, Gaetano Capizzi (założyciel i dyrektor Cinemambiente), Iveta Černá z Ji.hlava Międzynarodowego Festiwalu Filmów Dokumentalnych, Aleksandar Govedarica z Syndicado oraz Paweł Kasprzak (przewodniczący Obywateli RP): Głębokie przyczyny nienawiści, przemocy i wojny od zawsze fascynują myślicieli i nieustannie prowokują do pytań o to, co leży na mrocznym dnie ludzkiej natury. Za: bardzo mocne obrazy, staranny dobór bohaterów, bezkompromisowość w przedstawieniu ich historii i doniosłość pytań, jakie nasuwają – nagrodę WATCH DOCS 2018 otrzymuje Talal Derki za film „O ojcach i synach”.

Jury przyznało również dwa wyróżnienia:

- dla Sinead O’Shea za film „Matka wystawia syna na strzał”, (który - udało się - recenzowaliśmy przyp. 4free.blox.pl) „Za rzucenie światła na niewygasły konflikt, zasługujący na więcej uwagi świata i za imponujący wgląd w umysły, świadomość i relacje międzyludzkie będące zarówno źródłem, jak i ofiarami przemocy”

-dla Tima Wardle’a za film „Bliscy nieznajomi” „Za wykorzystanie niewiarygodnej, znakomicie opowiedzianej historii do zwrócenia uwagi na dręczące etyczne dylematy i wieczne pytania o to, co nas determinuje – los czyśrodowisko oraz o osobistą odpowiedzialność za każde życie”.

W trakcie festiwalu zostały też wręczone dwie nagrody projektu FUTURE DOCS. Swoją nagrodę w wysokości 10 000 złotych ufundowała Naczelna Rada Adwokacka, na rozwój projektu filmu dokumentalnego, w którym między innymi przedstawiona zostanie praca polskich prawników pro bono. Tę nagrodę odebrała fińska dokumentalistka Inka Achte na rozwój projektu „Ostatni wagon”, o kryzysie uchodźczym na polsko-białoruskiej granicy. Z kolei główna nagroda, w wysokości 5000 USD, powędrowała w ręce Magdaleny Pięty na projekt „Fabryka”.

Nagrodę specjalną im. Marka Nowickiego, dla wybitnych dokumentalistów za szczególne osiągnięciu w ukazywaniu praw człowieka w filmie, otrzymał w tym roku kongijski reżyser Dieudo Hamadi. 

Źródło tekstu i zdjęcia: Watch Docs

***

2) Tegoroczna edycja Watch Docs nie zmieniła swojej formuły - do listy kin obsługujących festiwal, obok wieloletniego partnera, CSW i Muranowa - dołączyło kino Luna (podmieniający Antropos). Z 13 tegorocznych dokumentów konkursowych obejrzeliśmy 5 - poza "Matką..." żaden nic nie wygrał. Bywa i tak.

"Zbrodnia + kara" opowiadała o konflikcie wewnętrznym policjantów z NYPD, którzy wysyłani na ulice najsłynniejszego miasta świata mieli spisywać lub zatrzymywać czarnych ludzi, a także aresztować przynajmniej jedną osobę dziennie - czym niejako ilustrowali znane z "Wire" ze "stat' games", czyli grą statystyk.

Tym samym "Zbrodnia..." traktowała o politycznej sprawie, czyli o konflikcie prawicy i lewicy. Konserwatywne, a wręcz rasistowskie podejście władz policji do obywateli zostało zderzone z siłą woli postępowych policyjnych posterunkowych. Podobna polityka przedstawiona została w pozakonkursowym, ale najlepszym filmie jaki widzieliśmy, czyli "Skrajnej prawicy Adama Bhali Lougha. Lough ukazał bardzo sprawiedliwie podziały na skrajną prawicę i antyfaszystów w Ameryce - bohaterowie z obu frakcji mają chyba tyle samo czasu antenowego. Richard Spencer, autor terminu alt right a także antyfaszysta Daryle Lamont Jenkins przedstawiają niezrażenie swoje racje - będąc zarówno zastępczymi narratorami, jak i głosem zbiorowości. Tak starannie zachowana precyzja w rozłożeniu głosów może naturalnie być posądzana o symetryzm - dostrzeganie racji obu stron bez wskazywania moralnej przewagi żadnej z nich - jednak znamienne jest obranie sobie jako strategicznego epilogu incydentu w Charlottesville - gdzie kierowane przez dwudziestoletniego Jamesa Alexa Fieldsa Jr. wjechało w tłum antyfaszystów, zabijając trzydziestoletnią Heather Heyer. Ekipa Lougha była na żywo przy tym wydarzeniu rejestrując zarówno Spencera broniącego pomników konfederacji, jak i chcących je burzyć Jenkinsa. Puenta "Skrajnej prawicy" jest więc identyczna jak w ostatnich amerykańskich fabularnych filmach od "Uciekaj!" i "Green Roomu" przez "Imperium" po głośny film Spike'a Lee nominowany do najbliższej edycji Złotych Globów ("Czarne Bractwo. Blackkklansman") - t.j. dostrzeżenie siły prawicowej retoryki i przestrzeżenie przed jej eskalacją.

14:49, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 grudnia 2018

Dziś nominowany do Europejskiej Nagrody Filmowej dokument Talala Derkiego "O ojcach i synach".

"O ojcach i synach"

Środa 12.12.2018 godz. 20:00 kino Muranów

99' 2017 Niemcy, Syria, Liban reżyseria: Talal Derki zdjęcia: Kahtan Hassonmontaż: Anne Fabini produkcja: BASIS BERLIN Filmproduktion

Dzieci szkolone przez ojca na męczenników dżihadu.

Talal Derki – autor nagradzanego „Powrotu do Homs”, spędził ponad dwa lata filmując z narażeniem życia rodzinę syryjskiego islamisty związanego z Al-Kaidą. Powstały w rezultacie dokument ukazuje przerażający proces indoktrynacji dzieci, szkolonych by oddać życie w „świętej wojnie” z Zachodem. Ale kamera towarzyszy jego bohaterom nie tylko w trakcie spektakularnych szkoleń, rozbrajania niewypałów czy rosyjskich nalotów. Mimo drastycznego tematu i wyczuwalnej w filmie atmosfery zagrożenia Derkiemu udaje się też uchwycić chwile autentycznej bliskości ojca i synów. Nie dehumanizuje swoich bohaterów: stara się ich zrozumieć.

Opis: Konrad Wirkowski.

Źródło tekstu i zdjęć: link

14:22, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 grudnia 2018

Niedziela 9.12.2018 godz. 16:00, kino Muranów 

W znanym Wam trzecim sezonie "Wire" policjant Bunny wyznacza mały placyk w Baltimore jako strefę wolnego handlu narkotykami, w której eksperymentalnie handel ma odbywać się bezpiecznie - przy wydawaniu za każdym razem świeżych strzykawek, bez przemocy i bez stresu.

Dokument Sinéad O’Shea - opowiada o północnoirlandzkim Derry, które, zamieszkiwane przez katolicką, irlandzką mniejszość, żyjącą w enklawie będącej w innej enklawie, czyli w irlandzkim mieście będącym w fragmencie Wielkiej Brytanii która znajduje się na wyspie Irlandii. To w Derry w 30.01.1972 miała miejsce krwawa niedziela, czyli agresja brytyjskiej policji kończąca się śmiercią 13 irlandzkich manifestantów (i śmiercią 14 kilka miesięcy później na skutek przewlekłych ran).

Z racji na przystąpienie Irlandii do UE rok później i póxniejsze otwarcie granic (Irlandia i Wielka Brytania nie należą do Schengen, ale przystąpiły do t.zw. III filaru w zakresie Schengen) - napięcia wynikające z rozdzielenia Irlandczyków na dwa kraje można było stopniowo osłabiać - granice państwowe rozmywały się w skali europejskiej w ogóle, więc walką o niepodległość jakiegoś regionu interesowała już mniejszą część ludzi niż uniwersalne zachowanie tożsamości narodowej. W 1998 r. za pośrednictwem Billa Clintona doszło do porozumienia wielkopiątkowego miedzy obiema stronami; obecnie 40 % ludności Irlandii to katolicy, a 20 i 15 % to kalwini ai anglikanie (2001 r.). - więc Irlandczycy o tożsamości katolickiej wcale nie są, jak się okazuje większością. 

Sytuacja w Derry opisana w filmie przypomina tę z 3. sezonu Wire - wygląda na to, że w niektórych częściach Derry policja nie pojawia się ww ogle, a władza należy do mafii i handlarzy narkotykowych pożenionych z odłamami IRA (Irlandzkiej Armii Republikańskiej). Ukazane - z racji na swoją przeszłość jako miasto o bardzo silnej tożsamości irlandzkiej. Według tego, co mówią w filmie główni bohaterowie filmu - członkowie jednej rodziny (matka, dwóch synói i ojciec w więzieniu) - w Derry rządzi klika, a osoby wykruszające się z niej lub działające wbrew są traktowani jak łamistrajkowie- strzałem w jedno lub dwa kolana (w zależności od stopnia przewinienia).

Mój problem z tym filmem to wiarygodność. Jeżeli jeden bohater mówi, że policja nie ma gdzieś wstępu - dobrze byłoby to czymś podeprzeć. Jeżeli mówi, że ktoś mu strzelił w kolano za coś i jest pokrzywdzony, wszystko co powie o swoim przeciwniku może być w części prawdą, ale wcale nie musi. Sama  O’Shea ma ambiwalentne podejście do opisywanej tu rodziny - nie pada o niej słowo "patologia", ale zainteresowanie się bronią jednego syna, przemoc, cwaniactwo i egocentryzm, a także więzienna przeszłość ojca budzą jej wątpliwości - O'Shea sama mówi, że zerwała z tą rodziną kontakt na parę lat- dzięki czemu film zawdzięcza najwdzięczniejsze momenty - kiedy faktycznie widzimy tych samych synów po latach już jako fizycznie odmiennych ludzi (jak w "Boyhood"), mających jednak wciąż podobne, buntownicze podejście do życia (Che Guevara na tatuażu lub na fladze- który pojawia się tu chyba za każdym razem w innym albo wrecz przeciwnym znaczeniu)

Cała konstrukcja filmu - czyli domniemanie zamknięty dla policji dystrykt Derry, relacje IRA z dilerami narkotykowymi, a także szykanowanie ludzi dążących do normalności nie jest więc tutaj dość dobrze udokumentowane - bo główna rodzina w filmie do najnormalniejszych nie należy, co oczywiście nie tłumaczy, że należy strzelać w kolano, ale sama O'Shea pyta, czy właśnie ta trauma nie pomogła jednemu z braci (starszemu) uspokoić, się, nie wychylać, a być może właśnie ocalić życie - lepszy strzał w kolano niż w głowę. Nie traktowałbym więc "Matki..." inaczej niż jako eseju o próbie zrozumienia konkretnej jednej rodziny na tle konkretnych czasów w konkretnym społeczeństwie, ale wyciągnięte stąd wnioski byłyby raczej psychologiczne niż społeczne.

13:32, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 grudnia 2018

"Kiribati tonie" (2018) reż. Matthieu Rytz dziś o 20:00 w U-jazdowskim w Pracowni. 

Anote Tong - główny bohater tego dokumentu to prezydent Kiribati, liczącego 115 tys. osób państwa znajdującego się na 31 wyspach pacyficznych liczących 811 km² - największe z wysp to Wyspy Gilberta, Feniks i Line Islands. W ostatnich dekadach niskie te wyspy zagrożone są zatopieniem spowodowanym roztopieniem się lodowców podbiegunowych i globalnym wzrostem poziomu oceanów i mórz.    

Film Matthieu'a Rytza o tonących wyspach to - pod względem tematu, ale i bohaterów dzieło bardzo herzogowskie - jest w nim pewnego rodzaju absurd całej tej zewnętrznej, spadającej na człowieka sytuacji, a także niemniejsze szaleństwo ludzi, którzy na wyspie decydują się pozostać. Ulubiony przez monachijskiego reżysera subtelny zarys psychiki ludzi, którzy decydują się robić coś wbrew logice - jak chodzić za niedźwiedziami grizzly, wspinać się na pionowe skały, pozostawać pod wulkanem mimo ogromnego ryzyka śmierci, czy przetransportowywać łodź przez szczyt góry.

Tong walczący z ONZ-em o uwagę w zakresie globalnego ocieplenia jest najbardziej wiarygodną osobą w tym temacie - jego spotkania z papieżem, prezydentem Obamą, czy delegatami konferencji paryskiej ukazują, że mimo, że jest prezydentem mającym pod sobą mniej ludzi niż burmistrz Mokotowa, mimo, że jego głos nie jest słuchany, ale tylko słyszany, rozmawia dumnie z możnymi tego świata jak równy z równym. Staje przed dylematem wyprowadzki całej ludności wysp na potencjalnie zakupiony od innych państw (n.p. Australii) wysep lub części lądu. Nie chce być uchodźcą klimatycznym, ale staje przed sytuacją, kiedy w perspektywie stu lat jego ojczyzna przestanie istnieć. Wie, że poprawa sytuacji przemysłu wpływającego na zmiany klimatyczne może nie nastąpić, a nawet jeżeli nastąpi, wyspy i tak mogą zatonąć - ale nie traci nadziei na przetrwanie - ludzie są dla niego najważniejsi. Czy to film laurka? Może i tak, ale akie laurki też bywają potrzebne.

Dokument składa się również z historii zwykłych cywilów na Kiribati, ich codziennych trosk (poród dziecka) ale i specyficznych problemów (ogradzanie części przeciwpowodziowym murem z worków z piaskiem). Zdjęcia a także wizualizacje (projektu sztucznych wysp - za kilkaset miliardów lub ponad bilion jenów) robią dodatkowe wrażenie. 

16:21, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 listopada 2018

ZBRODNIA + KARA

piątek 7.12.2018 godz. 18:00 U-jazdowski Kino

poniedziałek 10.12.2018 godz. 18:00 kino Muranów

112' 2018 USA reżyseria: Stephen Maing zdjęcia: Stephen Maing montaż: Maing, Eric Daniel Metzgar produkcja: Ross Tuttle, Eric Daniel Metzgar

Najnowszy dokument Stephena Mainga to kronika przełomowego procesu wytoczonego nowojorskiej policji przez dwanaścioro funkcjonariuszy. Sygnaliści postanawiają położyć kres nękaniu niewinnych obywateli, w szczególności Afroamerykanów i Latynosów, które służy zawyżaniu policyjnych statystyk i pompowaniu miejskiego budżetu. Reżyser nie koncentruje się na prawniczych zawiłościach związanych ze sprawą. Zamiast tego filmuje swoich bohaterów na ulicach, posterunkach i w radiowozach – w codziennych sytuacjach, które mówią najwięcej o dramatycznej decyzji, jaką zdecydowali się podjąć. Kamera w zegarku czy ukryty mikrofon pomagają zrozumieć, jak aparat policji próbuje wyeliminować „zdrajców” z własnych szeregów.

Tekst: Tadeusz Strączek

Źródło całego tekstu i zdjęcia: link

18:31, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »

"W ostatniej chwili" / "Under The Wire" 

piątek 7.12.2018 godz. 18:45 kino Luna

sobota 8.12.2018 godz. 18:00 kino Muranów

93' 2018 Wielka Brytania reżyseria: Chris Martin zdjęcia: Steve Organ montaż: Dudley Sargeant produkcja: Arrow Media

13 lutego 2012 roku dwoje dziennikarzy przedostało się do oblężonego Homs, by dokumentować losy ludności cywilnej zamkniętej w piekielnej pułapce. Słynnej korespondentce wojennej Sunday Timesa, Marie Colvin, towarzyszył fotoreporter, Paul Conroy. Ich do końca wiernym sprzymierzeńcem stał się syryjski tłumacz Wa’el. W swoim filmie Chris Martin odtwarza dramatyczne losy tej straceńczej misji. „W ostatniej chwili” to elektryzujące dokumentalne kino akcji i hołd złożony wyjątkowym jednostkom. Gotowym poświęcić dosłownie wszystko, by zachodni świat znał całą straszną prawdę, gdy syryjski reżim znów będzie twierdzić, że ostrzeliwuje tylko terrorystów.

Tekst: Maciej Nowicki

Źródło tekstu i zdjęcia: link

18:14, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 listopada 2018

"Out" Denisa Parrota nagrodzony w konkursie Wolny Duch i "Tacy po prostu jesteśmy" Johana Karrento nagrodzony w konkursie dokumentalnym to dwa dokumenty zaangażowane społecznie, nazwałbym je oddolnymi, bo ukazują tematy wybrane przez autorów i są niezależne z ducha.

"Out" (zdj. powyżej) poza wstawkami video do jednego nagrania audio, a także poza montażem i wyborem filmów składa się z kilkunastu krótkich filmików, które nagrali sami ludzie dokonujący na żywo, najczęściej przed rodziną coming outów (t.j. wyznań o swoim homoseksualizmie / biseksualizmie / transseksualizmie). Same wyznania poruszają, choć zamysł autora wydaje się dość minimalistyczny. Inicjatywa autora filmu nie była zbyt duża, bo  film pozostawia nas tylko z samymi coming-outującymi osobami, bez komentarzy, czy napisów (nie licząc napisów końcowych).

"Tacy po prostu jesteśmy" jest z kolei dokumentem w pełni autorskim, dotyczącym problemu hazardu na Wyspach Alandzkich (podlegająca fińskiej administracji zaludniona głównie przez Szwedów Ålandia). Johan Karrento sam pojawia się w kadrze (jak na zdjęciu), przy czym wydaje się postacią dość osobliwą, komentuje cały film z off-u i mógłby spokojnie przy anonimowości pozostać, ale jego postać pojawia się w filmie i jest "ciałem obcym"; autor sam mówi do kamery, ale ze słuchawkami w uszach, widoczny tylko w cieniu po zachodzie słońca, albo tyłem do kamery i kojarzy się bardziej z nieobecnym duchem, żyjący we własnym świecie Gordonem Colem z Twin Peaks niż z typowym telewizyjnym dziennikarzem.

15:30, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 października 2018

Dokument - sylwetka, czyli dokument hagiografia. 

Tegoroczna edycja WFF niespodziewanie zaowocowała hagiografią. Ronni Kahn, australijska działaczka i twórczyni organizacji OzHarvest, zajmuje się walką z marnowaniem żywności. Jak pamiętamy z "Głodu" Caparrosa - rocznie marnuje się od 1/3 do połowy żywności na każdym etapie jej przygotowywania - od zbiorów, przez transport, przetwarzanie, magazynowanie i funkcjonowanie w sklepach po żywność marnowaną przez klientów. Walcząc z głodem i niedożywieniem, które kosztuje rocznie 9 milionów istnień ludzkich - w większości dzieci  - to dane potwierdzone - Kahn przyczynia się do postępujących zmian.

Ronni zobrazowana jest w filmie - jako się rzekło - jako święta. Pełna cech charyzmatycznych takich jak upór, poświęcenie, zdolności przywódcze i bezinteresowność niewolna jest od mikro-wad takich jak... upór, poświęcenie, zdolności przywódcze i bezinteresowność. He. He. Oczywiście, upór to upierdliwość, poświęcenie to zatracanie siebie, zdolności przywódcze to apodyktyczność a bezinteresowność to hipokryzja, ale przypudrowane PR-em brzmią ładniej.

Trochę śmieszkuję, bo Kahn to w gruncie rzeczy postać pozytywna i przyczynia się do dobra - Australia - jak dowiadujemy się z przebiegu filmu - dzięki Kahn i OzHarvest znosi regulacje nakazujące korporacjom handlowym wyrzucanie przeterminowanej żywności - w zamian przejmuje je do swoich punktów charytatywnych, gdzie lokalna ludność może nadające się do jedzenia niesprzedane produkty wziąć za darmo.

Gdyby obraz Dana Goldberga był mniej tendencyjny, czyli w tym przypadku PR-owski, a pokazywał inne aspekty pracy Kahn, albo jej samokrytycyzm, czy też poświęcenie anonimowych wolontariuszy, może byłby bardziej prawdziwy. Pozostaje jednak o tyle cenny, że sam program zero waste w ogóle opisuje i przedstawia, że o marnowaniu jedzenia mówi i o głodzie co nieco też napomina. Ratują go smaczki - delikatna ironia bohaterki, jej pewne fantazje (by nie rzec kaprysy) - jak malowanie wszystkiego na żółto i utożsamienia tego koloru z jej fundacją; jak korporacyjne procedury oglądane z boku, czy tez dyktowane PR-em firm zabiegi językowe polegające na łagodzeniu negatywnego przekazu it.d., czy epizodziki z nurkami śmietnikowymi z których pomocy Kahn korzysta, by kontrolować procedury firm. 

"Nie marnuj jedzenia" nie wybija się ponad film poprawny, nie obrażający nikogo, czy promocyjny właśnie - dobrze odrabia lekcję, ale nic więcej - plus za temat, za zdjęcia, za lokalizacje na kilku kontynentach (Afryka, Europa, Australia), czy za barwną bohaterkę. Minus - za brak inicjatywy reżysera. 

17:56, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 138
| < Marzec 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Facebook
Filmy o prekariacie
Idea 4free
Knigi
Leniwiec
Precenzje 4free
Recenzje 4free z 2012 roku
Recenzje 4free z 2013 roku
Recenzje 4free z 2014 roku
Recenzje 4free z 2015 roku
Recenzje 4free z 2016 roku
Recenzje 4free z 2017 roku
Recenzje 4free z 2018 roku
Seriale
Teksty gościnne
Wystawy
Za darmo raz w tygodniu
Zawsze za darmo