Kultura for free, ale i nasza praca for free. Prekariusze - wszystko za darmo, ale nie na darmo - przynajmniej taką mamy nadzieję! Zapowiadamy darmowe wydarzenia w Warszawie.
Kategorie: Wszystkie | Kultura | Warszawa
RSS
poniedziałek, 30 lipca 2018

kadr z epizodu "Złota Pagoda" z filmu Paula Schradera "Mishima" (1985).


Yukio Mishima - pisarz odświeżony nam ostatnio przez wznowioną przez PIW "Złotą pagodę" to jeden z najbardziej okrutnych twórców XX wieku, co daje mu zadatki na historyczne mistrzostwo. Japończyk, który był świadkiem militarnego, ale i historycznego upadku swojego kraju na skutek II Wojny Światowej, którą Japonia poniekad sama na siebie sprowadziła - nigdy nie pogodził się z klęską swojego kraju, ale też nie do końca otrząsnął się z okrucieństwa, które w czasie wojny zobaczył. Odwrotnie niż w powojennych Niemczech, Włoszech, czy "przymusowych" sojusznikach z Europy Wschodniej (autorkatycznej Bułgarii, Rumunii, czy Węgier) - nie poczuwał się po wojnie do wielkiego żalu za to, że żyje i za to, że jest Japończykiem - demilitaryzację Japonii uznał za polityczna i społeczną klęskę, której w przyszłości pragnął zaradzić dokonując prawicowego coup d' etat, próbując przejąć dowóztwo nad bezczynną i praktycznie nieuzbrojoną japońską armią; coup d' etat, które okazało się całkowicie poronione - oprócz kilku wspólników zainteresowało głównie prasę - jako nieudany akt terroru.

Mishima, podobnie jak Géza Csásth (również wydany przez PIW, ale w 2016 roku) - był nie tylko pisarzem, ale... bandytą, osobą łamiącą prawo - i podobnie jak jego węgierski kolega uniknął penitencjarnej kary, bo wymierzył sobie inną sam - dokonując samobójstwa, zresztą w dniu nieudanego puczu. 

Można pokusić się o tezę, że Mishima był artystą totalnym, traktującym samobójstwo jak akt sztuki. Nie jest to motyw obcy kulturze - antyczny Herostrates spalił świątynię Artemidy - po to by zaistnieć - ale de facto był to czyn samobójczy, bo życia mu za niego raczej nie zaoszczęczono. Podobny motyw występuje w "Złotej pagodzie" - bo też i jest ona uwspółcześnionym mitem Herostratesa jest - pagoda, czyli ozdobny przyświątynny spichlerz, (widoczny na zdjeciu powyżej). W powieści Mishimy nie ma miejsca na buddyjski symbol, gdy młody mnich i kandydat na następcę opata dostrzega hipokryzję swojego mistrza, znikome oddziaływanie religii na duchowość społeczeństwa, czy inwazję barbarzyństwa. Mnich manewruje towarzysko między dwoma przyjaciółmi - niewinnym kolega z dzieciństwa i zesputym, poznanym na studiach kulejącym koledze, który wykorzystuje swoją niepełnosprawność do czerpania korzyści seksualnych podrywając koleżanki rozbudowaną wersją metody "na litość" (w filmie ów kolega niepełnosprawność symuluje). Bohater Mishimy sam ma wadę - jąka się i skreśla go to samego przed sobą i w jego wyobraźni - przed potencjalnymi dziewczynami. Receptą na rozwiazanie jego prywatnych problemów - jest - prywatna walka duchowa i polityczna ze światem.

Ze złota pagodą wiąże się dodatkowy motyw psychologiczny - ponieważ akcja powieści dzieje się na przedmieściach, a nie w centrum wielkiego miasta - życie towarzyskie koncentruje się na spacerach niedaleko zalesionej złotej pagody gdzie miejsce mają schadzki, podglądane akty sekualne, czy akty para-seksualne - jak próby stracenia dziewictwa. Za każdym razem do finalnego, spełnionego aktu seksualnego nie dochodzi - za co bohater obwinia religię, a w tym przypadku jej symbol, świecącą, dekoncentrującą i przez to wszechobecną złotą pagodę.

Akt bohatera - jakim jest rebelianckie, ale też chuligańskie podpalenie pagody - to cała rewolucja Mishimy - tak jak somiana jest podpałka użyta do zapalenia pagody - nieinny jest zapał Mishimy do (kont)rewolucji. 

W innym opowiadaniu Mishimy, małżeńska para dokonuje wspólnego seppuku.   

16:40, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 czerwca 2018

Umberto Eco w swoim "Supermanie w kulturze masowej" analizował fenomen sentencji odwracalnej, którą można cytować zarówno w formie pierwotnej, jak i zanegowanej - przy zachowaniu zarówno jej aforystycznego charakteru, jak i sensu logicznego. Eco podawał wręcz przykłady pisarzy takich jak Pitigrilli, którzy potrafili napisać dwie powieści na identyczny temat - z tym, że jedną z teza, a drugą z antytezą. Przykład: Od przybytku głowa nie boli. Co za dużo to nie zdrowo.

Jest to oczywiście retoryka, czyli walka sił i argumentów, ale jest to też retoryka niepowiedzenia niczego, retoryka bez retoryki, punkt zero, gdzie nie jest się kwasem, ani zasadą, ani plusem, ani minusem, jest to Robert Musil i jego przekorny "Człowiek bez właściwości", który nie ma właściwości, bo nie pozwala ich sobie nadać. 

Michel Foucault jest autorem antytezy, że to nie ciało jet więzieniem duszy, ale... dusza jest więzieniem ciała. Trawestując kultowe otwarcie "Ubu Króla" Alfreda Jarry'ego potrafił na wstępie napisać że "rzecz dzieje się w Polsce, czyli wszędzie.

Idąc za wskazaną odwracalnością możemy mówić więc nie tylko o "Wahadle Foucaulta" Eco, ale o wahadle Eco Foucaulta, gdzie wahadłem Eco jest opisana przez niego zamienność tez, a Foucault jest przykładem. 

Foucault, autor licznych prac na temat form dokonywania opresji na jednostce przez społeczeństwo sam katował społeczeństwo swoimi licznymi esejami tak naszpikowanymi licznymi odwołaniami do literatury wysoce hermetycznej (Blanchot) lub wysoce ekstremalnej (de Sade, Bataille), wreszcie - wysoce szalonej (Raymond Roussel). W wywiadzie na temat tego ostatniego Foucault podkreśla fenomen i wielkość pisarza, po czym, gdy rozochocony dziennikarz porównuje twórcę "Locus solus" do Prousta, Foucault szydzi z niego niczym albatros z łucznika i tłumaczy, że owego podobieństwa nie ma. 

Jako że styl Roussela (1877-1933) nie jest zasadniczo przetłumaczalny na język polski, warto skoncentrować się na innym aspekcie zależności między Foucaultem a Rousselem.

Otóż Foucault na tezę, że nie należy oceniać prozy pisarza przez jego biografię podał antytezę - nie ma dzieła bez jego autora. By domknąć tę tezę - warto podać przykład aktualny - sam Foucault został przemielony przez włąsną maszynkę, w tym roku nominowana do Nike jest powieść reporterska "Foucault w Warszawie" - która analizuje fenomen Foucaulta przez pryzmat jego homoseksualizmu a koncentruje się na rocznym pobycie pisarza w PRL-u; pobyt skrócony przez tajne służby, które starały się skompromitować tezy pisarza kompromitując jego osobę - wyciąganymi rzekomymi skandalami homoseksualnymi, które dla Foucaulta wszak żadnym skandalami nie były - a w porównaniu z Bataillem, czy Sadem, o skandal nawet się nie ocierały - jak (Roussel nie ocierał się o Prousta).

Otóż sam Roussel krotochwilnie opowiadał w ilu to krajach nie był, na jakie podróże się nie zabierał, po czym puentował, że z żadnego z tych wyjazdów do swojej prozy nic nie przejął.

"Locus solus" Roussela opowiada o fikcyjnym odkrywcy i podróżniku, Cantarelu, a także o niesamowitym paru rozrywki, który on zaprojektował po to, by przypominał mu on o jego podróżach, spotkanych ludziach i związanych z nimi historiach. Narracja powieści jest pretekstowa - Cantarel przechadza się po swoim prywatnym parku i opowiada grupie gości, wśród których jest narrator o poszczególnych eksponatach. A te są na tyle wymyślne, że w zasadzie całe rozdziały powieści potrzebne są do tego, by je opisać - i tak ja doliczyłem się pięciu, a na dwóch, albo trzech ostatnich wymiękłem i czytałem już oczami bez udziału myśli (zdarza się tak Wam?).

Spośród wszystkich historii zebranych, a w zasadzie wymyślonych w "Locus solus" wymienię te pierwsze:

1. Federat - posążek dziecięcia z rośliną artemisia maritimia w dłoni, z Timbuktu (Mali, Sahara), królowa Dul-Serul, podróżnik ibn Battuta, echenoz.

2. potrójny relief związany z zasypanym przez burzę piaskową w XV w. bretońskim mieście Gloannic, a także z legendą armorykańską o tamtejszym królu Kerlaguezo - Koueermelenie.

3. baba do ubijania zębów w kształcie mozaiki z Gjortzem mającym w 1650 r. w Norwegii porwać Christel, małżonkę swego wasala, barona Skjeldempa - rękami rajtara Aaga. Aag schwytany i osadzony w jaskini czyta o Ulfrze, jej jedenastu braciach i polującej na nie makolągwie.

4. Ondyna, Piłat, Vyrlas aleksandryjski, Gilbert na minach Baalbelm, potrząsający nieparzystym sistrum oety Missira, karzeł Pizzighini, Atlas, Wolter i 5 miesięczny Wagner.  

 5. Przywrócone do życia rezurektyną i vitalium, odtwarzające w kółko ostatnie sceny z życia ożywione zwłoki, wśród których są: poeta Gerard Lauwerys, Mariadec Le Mao, aktor Lauze, Herbert Scellos (7 l.), rzeźbiarz Jezjech, Klaudiusz Le Calvez, piękność zza Kanału La Manche, Francois Charlez Cortez.

Gdyby Michael Crighton napisał książkę Roussela, z parkiem na pewno coś by się zadziało, wymknąłby się spod kontroli, albo obrócił przeciwko jego stwórcy; gdyby Locus solus stworzył Poe, park na pewno samounicestwiłby się, albo dostarczył gościom chwil grozy. Ale tak nie jest. Burza w "Dekameronie", która integruje słuchaczy i bajarzy, czy okrutny sułtan słuchający opowieści Szeheready to łączniki znacznie atrakcyjniejsze; nawet wielokrotnie krytykowane za ich idiotyzm szalone animacje Terry'ego Gilliama rozróżniające skecze Monty Pythona wydają się fabularnie atrakcyjniejsze niż zupełne nic, które oferuje czytelnikom Roussel. Poza przeskokami między opisami eksponatów, które same w sobie są dość dziwaczne, fascynujące do pewnego stopnia, bo później już nużące - w akcji "Locus...." nie dzieje się absolutnie nic. Jednak mimo tego, że narracja jest monotonna, bo nudniejszej nie wymyślono, a bohaterowie nie przeżywają żadnych przemian, bo nic o nich nie wiadomo, to jednak same opisywane historie są na tyle odjechane, że dla nich tylko warto przymknąć oko na trącący myszką pretekstowy łącznik jakim jest całe to Locus solus. 

To, co interesuje Foucaulta w autorze "Locus solus" to kwestia... jego języka. I tutaj się z Foucaultem nie zrozumiemy zupełnie, bo najbardziej znany utwór Roussela nie jest napisany szczególnie finezyjnie, a sam post-strukturalistyczny filozof opiera swoje refleksje głównie na jego innych drukach i zapiskach (u nas znanych jako m.in. "Wrażenia z Afryki" i "Słoneczny pył"). To jak Roussel zabawia się językiem francuskim pozostanie więc dla nas niestety zagadką, bo naszą przygodę z nim na "Locus solus" zaczynamy i kończymy.

Na zdjęciu Raymond Roussel.

"Locus solus" Raymonda Roussela 2017, PIW,

"Szaleństwo a literatura" Michela Foucaulta, 2009, Aletheia

18:53, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 czerwca 2018



Program: 

Wtorek 26.06. REJS 

18.00 –  „Xie Yaohuan”, 2017, reż. Ma Chongjie, 118 min 

20.15 – „Moja wojna” (My war),2016,  reż. Oxide Pang, 124 min 

  
Środa 27.06. KULTURA 

18.00 – „Kwiaty rozkwitają w samotności” (Falling Flowers), 2013, reż. Huo Jianqi, 122 min 

20.15 – „Latający dom spokojnej starości” (Full Circle), 2012, reż. Zhang Yang, 106 min 

  
Czwartek 28.06. KULTURA 

18.00 – „Xuan Zang”, 2016 , reż.  Huo Jianqi, 121 min 

20.15 – „Wolf Totem”, 2015, reż.  Jean-Jacques Annaud,  121 min 

  
Piątek 29.06. KULTURA 

18.00 – „Syrena” (The Mermaid), 2016, reż. Stephen Chow, 93 min 

20.15 – „Młodzieńczy styl” (Young Style), reż. 2013, Liu Jie, 92 min 

  
Sobota 30.06. KULTURA 
18.00 – „W pogoni za Jackie Chanem” (Kung Fu Master), 2009, reż. Fang Gangliang, Jiang Ping, 88 min 

20.15 – „Sekret kodu na nieśmiertelność” (The Secret of Immortal Code), 2018 reż. Li Wei, Zhang Nan, 88 min 

***

Wstęp wolny, bez wejściówek, aż do zapełnienia sal.

Ponieważ wiele o filmach sami nie wiemy, podlinkowaliśmy je na strony Filmwebu. Tam, gdzie się dało.  

c.d.n.

Źródło: KinoKultura link

15:34, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 czerwca 2018

Instytut Cervantesa

ul. Nowogrodzka 22

godz. 19:00

Dziś, 18.06.2018 i za tydzień, w poniedziałek 25.06.2018

Mario Vargas Llosa to pisarz w Polsce na tyle popularny, że nie ma sensu, żebyśmy go promowali, z naszej perspektywy większy sens byłby, gdyby to noblista z Peru nas promował, wtedy nieco nobilitacji i na nas by spłynęło, albo gdyby nastąpiło wzajemne promowanie, przysługa za przysługę, wtedy mazowieckość zaprzyjaźniłaby się z arequipajskością. Natomiast tak się stało, że sześć lat temu założyliśmy blog o darmowych wydarzeniach w Warszawie i o czymś co jakiś czas napisać powinniśmy - jak choćby o wydarzeniu, które de facto już sie zaczęło, a my jak zwykle, zorientowaliśmy się w trakcie. 

Adaptacje filmowe Llosy nie są tak powszechnie znane jak jego książki, stąd konkluzja, że splendor płynący z niego nie jest aż tak zaraźliwy, jak moglibyśmy chcieć. Niemniej jednak dla tych, którzy na przykład "Świeta kozła", czy "Miasta pśów" nie czytali, obejrzenie ich filmowych adaptacji w Instytucie Cervantesa zawsze jakąś namiastkę tych literackich dzieł odda. 

Dzisiejsze "Święto kozła" (2005) to dzieło dalszego krewnego pisarza, Luisa Llosy, który wzbogacił kinematografię swiatową wybitną, a kręconą w Brazylii "Anakondą" (1997) z Jennifer Lopez i Johnem Voightem, a także "Specjalistą" (1994) z Sylvestrem Stallonem i Sharon Stone, a także "Snajperem" (1994) z Tomem Berengerem - kręconymw  Panamie, wszytskie te filmy kojarzy każdy, kto miał telewizor na przełomie wieków, leciały srednio raz na pół roku w godzinie największej oglądalności. Co do dzisiejszego filmu, to gra w nim Steven Bauer z "Człowieka z blizną" i z "Breaking Bada", a także Isabella Rossellini i Tomas Millian, którego radzimy sobie wyguglać za młodu, bo przystojnym aktorem był. 

Opis "kozła" pozwoloimy sobie uszczknać z filmwebu, bo wydaje się rzeczowy:

Santo Domingo (Republika Dominikany) rok 1992 - Urania Cabral powraca w rodzinne strony. Ledwie rozpoznaje w pogrążonym w letargu łysym i bezzębnym starcu sewgo ojca, Agustína Cabrala zwanego "Mózgiem", niegdyś Przewodniczącego Senatu i prawą rękę dyktatora Trujillo. Ale to było zanim wiele lat temu Agustín Cabral popadł w niełaskę. Urania wspomina zdarzenia sprzed 30 lat, opowiadając je ciotce i kuzynkom, które nie rozumieją dlaczego przez tyle lat nie kontaktowała się z nimi ani ze swoim ojcem. W końcu Urania wyjawia im straszliwy sekret, który zmusił ją do opuszczenia domu i rodziny i zniszczył jej życie. "La fiesta del Chivo" to również historia ludzi, którzy oddali życie walcząc z jedną z najkrwawszych dyktatur w historii Ameryki Łacińskiej. Oba wątki przeplatają się w filmowym kalejdoskopie miłości, nienawiści, przemocy i śmierci. [Arantha]

Za tydzień szykujcie się zaś na "Miasto psów" (1985) z Peru w reżyserii Francisca J. Lombardiego (nie gra nikt znany). 

13:07, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 czerwca 2018

Ziemowit Szczerek jeździ po Europie Wschodniej. Dosłownie i w przenośni.

11:47, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 czerwca 2018

Yukio Mishima (1925-1970), jeden z czterech - pięciu najbardziej znanych i cenionych pisarzy japońskich (obok Kawabaty Yasunariego, Oe Kenzaburo, Kobo Abego i Harukiego Murakamiego) to polityczny radykał, konserwatysta i spadkobierca tradycji kodeksu Bushido. Literacko - to niestarzejący się reprezentant awangardy, japoński mistrz egzystencjalizmu pożenionego ze strukturalizmem z Honsiu.

kadr ze zwiastuna filmu "Mishima" (1985) Paula Shradera. Ken Ogata - pierwszy z prawej jako Yukio Mishima.

Yukio Mishima to pisarz odświeżony nam w tym roku przez wznowienie "Złotej pagody" przez - wydawałoby się - umarłe wydawnictwo PIW. Pisarz, podobnie jak samo wydawnictwo, niczym kot Schrödingera  jawi nam się dziś jako żywy i martwy jednocześnie. Żywy - gdyż proza wiecznie żywą może być dla kogokolwiek, kiedykolwiek - w momencie sięgnięcia po książkę, czyli zawsze - martwy, bo istotą jego pisarstwa było ocieranie się o śmierć, przemijanie bądź totalne zniszczenie.   Żywy i martwy - bo poprzez odwoływanie sie do skrajnie konserwatywnej i prawicowej ideologii - wywoływał żywe upiory, zombie czasów odległych, ale jakże i bliskich.

Ową fascynację śmiercią łatwo byłoby pogodzić z traumą Japonii po klęsce Hiroshimy i Nagasaki - które postawiły Japonię przed faktem dokonanym - nie tylko karały ją one za zbrodnie wojenne, ale same takimi były, do dziś nienazwanymi i nieodpokutowanymi przez USA zbrodniami wojennymi lub wręcz zbrodniami przeciw ludzkości - o ile jednak w kontekście oryginalnej "Godzilli" - aluzja do apokalipsy wojennej wydaje się bardziej oczywista - tak u Mishimy przybiera ona bardziej indywidualny, a nawet indywidualistyczny charakter.

Mishima zawsze bowiem obiera sobie za bohaterów postaci skrajnie wyalienowane, odosobnione, a może i odrealnione i to je włąśnie - nie całe społęczeństwo - epicko zazwyczaj, uśmierca. Nie inaczej jest w jego opowiadaniu znanym pod każda nadwiślańską strzechą dzięki Literaturze na swiecie - "Umiłowanie ojczyzny" opowiada o mikro-przewrocie w Japonii w latach 30. i o oficerze, który nie chce dołączyć do coup d'État, ale nieszczególnie chce też strzelać do kolegów - decyduje się na epicką, samobójczą śmeirć przy użyciu noża tanto - nie sam w dodatku, ale za zgodą, wsparciem i aktywną rolą małżonki, która zabija się zaraz po nim. To - najabrdziej przejmujace z Mishimowych opowiadań - w którym uwaga, wzruszenie lub jakiekolwiek emocje czytelnika są przez Mishimę wymuszone, wyszarpane nożem tonto - zapowiada nie tylko jego radykalizm w literaturze, ale i własny koniec.

Żywot Mishimy to - w literaturze żywot bez precedensu - przynajmniej w skali XX wieku - Mishima w ostatniej dekadzie życia, zasadniczo mody będąc, bo od 35 do 45 lat zradykalizował się dość znacznie każdy niedoszły fan Orba,a Putina, Kaczyńskiego, czy Pera Jimmiego Åkessona, który może tej jesieni nieco nabrudzić na jesieni 2018 roku na północy naszego kontynentu, smutny los radykała winien zapamiętać. Nieudany przewrót Mishimy - przedstawiony w filmie Paula Shradera (zdjęcie).

O "Złotej pagodzie" wkrótce.

cdn.

16:49, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 kwietnia 2018

Anna Cieplak to najgłośniejsza debiutantka 2017 roku, co daje jej jakąś 17 pozycję po Dorocie Masłowskiej i jej "Wojnie polsko - ruskiej". Rok po roku mieliśmy bowiem już takich męskich i żeńskich "drugich Masłowskich" niemnożka, a średnio jedno na rok. Jeżeli ktoś z Was pamięta kolejne Masłowskie, wyrecytuje z pamięci:

0. Pierwszą - Masłowską była sama Masłowska w 2002 z "Wojną polsko-ruską".

1. Pierwszym - drugim Masłowskim był w 2003 - Mirosław Nahacz - i powieść, która przeżyła jego samego, "Osiem cztery".

2. Ręka do góry, kto pamięta drugiego-drugiego Masłowksiego, czyli trzeciego Masłowskiego, Radka Wysockiego i jego "Human-Tumana" z 2004 roku? 

3. Trzecią drugą (czwartą) Masłowską była w 2004 - Agnieszka "Paris London Dachau" Drotkiewicz.

4. Czwartą drugą (piątą) Masłowską była Marta Syrwid z "Czkawką" (również 2004).

5. Nie jest tak, że piątym... drugim Masłowskim (szóstym) nie był Szczepan Twardoch z "Obłędem rotmistrza von Egerna" (2005)... bo był!

6. Szóstym drugim Masłowskim był w 2006 Jakub Żulczyk z knigą "Zrób mi jakąś krzywdę".

7. Radek Wypiór, ów zapomniany dziś literat, wwindował się na stanowisko kolejnego, siódmego już, o ile się nie pomyliliśmy, drugiego Masłowskiego, a nie przeszkodziła mu w tym "Kronika okresu wypowiedzenia" (2007). 

8. Dziewiątym Masłowskim lub ósmym drugim Masłowskim był także Jakub Małecki z "Błędami" (2008).

9. Dziewiątą, bla, bla - drugą Masłowską była - i to zdecydowanie - Małgorzata Rejmer z legendarną "Toksymią" (2009), do której jednak mało kto dziś się odwołuje, bo zawsze woli powiedzieć n.p. o ...

10... Dziesiątej drugiej Masłowskiej, Kai Malanowskiej (pomogą w tym jej "Drobne szaleństwa dnia codziennego", 2010

11. Nie jest tak, że dwunasta (jedenasta, dziesiąta, dziewiąta, ósma, siódma, szósta, piąta, czwarta, trzecia, druga) Masłowska to nie Dominika Dymińska z "Mięsem" (2012)... bo to właśnie ona.

12. "Nocne zwierzęta" (2013) Patrycji Pustkowiak dały jej tytuł dwunastej drugiej Masłowskiej ex aequo z dwunastym Masłowskim, Ziemowitem "Przyjdzie mordor i nas zje" Szczerkiem.

13. Małgorzata Halber nie stałaby się trzynastą "drugą Masłowską" bez "Najgorszego człowieka na świecie" (2015).

14. "Dysforia" (2015) dała Marcinowi Kołodziejczykowi status czternastego "drugiego Masłowskiego".

15. "Atlas Doppelganger" (2015) dały Dominice Słowik tytuł piętnastej "drugiej Masłowskiej", a...

16. "Jak pokochać centra handlowe" (2016) uczyniły Natalię Fiedorczuk szesnastą"drugą Masłowską.

...I tak doszliśmy do Cieplak, siedemnastej już "drugiej Masłowskiej. Jakoś się nieszczególnie utrzymali wcześniejsi "drudzy Masłowscy", łącznie z samą Masłowską. Osobowości literackie przeniosły się w dużej mierze do internetu lub wręcz na fanpejdże internetowe Łukasza Najdera, Jakuba Wencla, Marcina Orlińskiego , czy Jasia Kapeli. I tak jak kino podumiera na rzecz seriali, tak drukowana / pdf-owana kniga odchodzi na rzecz internetów. 

Cieplak próbuje częściowo ten ewenement uchwycić - tworząc z "Ma być czysto" coś w rodzaju przedłużenia internetu na papier. Akurat my czytaliśmy "Ma być..." właśnie w epubie i skakanie z wątku do wątku i wyodrębnianie wątków hiperłączami tworzyło z knigi coś w rodzaju skromniejszej wersji dawnego "Bloku" Sławomira Shutego. W "Ma być..." tymczasem niewiele się dzieje - nikt nikogo nie zabija, nie ma żadnej aborcji, eutanazji, transgersji, czy wątku LGBT, zasadniczo mamy do czynienia ze średnio patologiczną rodziną jednej dziewczyny i już z zupełnie normalsową rodziną drugiej. Wątki się mieszają. Julka ma rodzinę dzieloną - mieszka wraz z ojcem i jego nową narzeczoną, raz z matką. Oliwka wychowuje się z ojczymem, matka pracuje w Niemczech. Dzieciaki (de facto) nieco ćpają, ale bez przeginek, popijają bronki, parzą się (ale bez LGBT, więc nic nowego), trochę opuszczają się w nauce, ale bez żadnej, jako się rzekło patologii. Na skutek zbiegu okoliczności i pewnych kumulacji jednej dziewczynie zaczyna wieść się nieco gorzej i trafia na moment do poprawczaka, ale jak rzekliśmy - są to mimo wszystko dziewczyny "z klasą", żadna lumpiarnia. Cieplak bardziej pokazuje pewien oceaniczny dryf, utrzymywanie się w pionie, mimo zalewania przez falę, niż jawne zatoniecie. Nie wiadomo czemu książka de facto służy.

I tu mimo wszystko dochodzimy do konkluzji, dlaczego Cieplak jest siedemnastą "drugą Masłowską". Wychodzi na to - i mówimy to z niesmakiem, bo styl wydawał nam się zawsze mniej wart od treści - ze Cieplak broni mimo wszystko język, czyli styl właśnie. Co ona odjaniepawla w materii werbalnej, to nawet my nie....

Tego nie da się opisać i warto zacytować. Najlepiej całą książkę na raz, bo nie jest długa; stąd też i nasz ranking 10 książek 2017, w którym Cieplak właśnie operuje. Odświeżcie sobie - tutaj.   

 

02:31, juliancio.wodnik , Kultura
Link Komentarze (1) »
wtorek, 24 kwietnia 2018

Kwartał nam minął, a i kwiecień się powoli odinstalowuje, czas więc na zaś sprokurować listę 10. najlepszych książek 2018 roku. 

1. "Człowiek-tygrys" Eki Kurniawana

Zaczniemy od książki indonezyjskiej autora w Polsce już wydawanego ("Piękno to bolesna rana"). Po wystawie "Gotong Rojong" w CSW to kolejny kontakt Polaków z kulturą największego kraju muzułmańskiego, a zarazem państwa tysiąca wysp i wielu kultur i religii. W "Człowieku - tygrysie" najważniejsze będą jednak zamiast religii, kultury, czy polityki Indonezji relacje rodzinne -  a także towarzyszące im szlachetne uczucia jak zazdrość, nienawiść, gniew, pycha i nieczystość. "Człowiek-tygrys" opowiada o morderstwie dokonanym przez młodego chłopaka na swoim starszym sąsiedzie, a zarazem ojcu jego sympatii; w bliżej nieokreślonych slumsach, czy mniejszym miasteczku, gdzie życie podlega zarówno rytmowi prac wiejskich, jak i drobnemu handlowi, czy opiece nad rodziną.   

Relacje, które Kurniawan stopniowo odsłania i do których powraca od kilku stron i z różnych  punktów czasowych (przed, w trakcie, po , przed, w trakcie, po- i tak w kółko, coraz bardziej zataczając kręgi) są dosyć proste - bo dotyczą: bohatera, jego znienawidzonego ojca, prześladowanej matki, a także sąsiadów - Anwara Sadata (zbieżność nazwisk z egipskim prezydentem przypadkowa). Poneważ ojciec bohatera umiera, a na scenę wkracza absztyfikant matki, którego zresztą Margio w pierwszej scenie żywcem zagryza - dylematy i wybuchy bohatera przypominają siłą rzeczy szekspirowskeigo "Hamleta".  

Dość istotne są w "Człowieku-tygrysie" folklorystyczne motywy ukazujące specyfiję snów na Jawie: tysiącgłowy potwór Brahala, czy Kreszna (jawajski odpowiednik Kryszy). Tytułowy człowiek-tygrys to postać z wierzeń snutych tu przez ma Muah, wiejską gawędziarkę, która twierdzi, że dusza tygrysa przekazywana bywa z pokolenia na pokolenie i główny bohater, Margio odziedziczył ją po dziadkach. Po opłotkach Jawy wałęsają się też dzikie psy ajaki, które warto sobie wygooglać, bo są pocieszne. 

***

Polecamy inną książkę z tworzącej się listy top 10.:

(2.) Susan Sontag "Style radykalnej woli".  

pozostałe książki wkrótce: 3.  Kopińska. "Z nienawiści do kobiet" /4. "Księżyc" Martina Caparrosa /5.  Åsne Guldahl Seierstad "Dwie siostry" /6. "Moja walka" tom. 6 / 7.  Yukio Mishima (1925-1970 "Złota pagoda (wznowienie) / 8. -10 wkrótce wymyślimy.

12:15, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »

Pradawna 

mądrość 

poniekąd

kosmiczna

 

Chuang-tzu śnił,

I śniąc, że jest ptakiem, pszczołą

i motylem,

Nie zrozumiał dlaczego miałby się czuć

czymkolwiek innym

Ezra Pound

(tłum. Leszek Elgenking, LNŚ 108)

 

"Westworld" opowiada o przebudzających się robotach (androidach, precyzując), które uświadamiają sobie kim są, co tracą, jak wiele wredni ludzie im czynią krzwydy. Dodatkowo, maszyny te, luźno oparte na postaciach z filmu Michaela Crichtona z 1973 roku (i autora książki "Park Jurajski") cierpią podwójnie, bo stanowią w tym akurat, wymyślnym przypadku, zabawki w parku rozrywki - żyją w tytułowym Westworld, czyli symulakrum Dzikiego Zachodu. Ludzie mianowicie mogą je zabić (męskie roboty), zgwałcić (żeńskie androidy) lub jedno i drugie, bez względu na płeć. Androidy są następnie regenerowane i przywracane do użytku i tak mogą umierać po sto razy, w zasadzie codziennie. Nie ma tego w serialu, ale w filmie wyjaśnione było po łebkach, że naboje robotów nie zabijają ludzi - roboty są więc de facto bezbronne. Broń ludzi to głównie rewolwery, bo przyjeżdżający do wystylizowanego na miasteczko z przełomu XIX i XX wieku ludzie wczuwają się w klimat epoki. Roboty też nie bardzo mogą się "przebudzić", bo w czasach ich akcji, które to realia mają wgrane w pamięci, nie ma przecież komputerów.  Niemniej jednak w bazie głównej, do której są zabierane w czasie regeneracji widzą co się z nimi dzieje, ale jest im to wymazywane z głowy. Do czasu aż Maeva Millay (Thandie Newton) nie wymusi na swoim opiekunie, Lutzu (Leonardo Nam), by jednorazowo pamięci jej nie kasował. 

Uff, napisałem to. Tak, brzmi to wszystki nieco bzdurnie, ale taka jest konwencja. "Matrix" też brzmi głupio z opisu, ale można przy nim pogłówkować. "Westworld" jest takim "Matriksem" w "Parku Jurajskim" - narracja jest po stronie robotów, czyli tak, jakby w "Parku..." widz był po stronie dinozaurów, a w "Matriksie" - po stronie maszyn przed dokonaną przez nie rewolucją. Architekt, konstruktor to oczywiście starszy biały mężczyzna po siedemdziesiątce Robert Ford (Anthony Hopkins, ale równie dobrze Richard Attenborough, czyli John Hammond lub Helmut Bakaitis, czyli Architekt, obaj ze wskazanych dwóch filmów).

Tak jak w ustalonych kultowych dziełąch, tak w "Westworld" o relacji człowiek-wynalazek człowieka decydują drobne, subtelne różnice. I tak człowiek pochodzący z natury odtwarza dawną naturę, ta go atakuje, po czym produkuje dalej sama siebie do momentu, kiedy nie zaatakuje sama siebie. Człowiek z kolei okazuje słabość poprzez swoją próżność, ale i współczucie. I tak Lutz ukazuje tu swoje człowieczeństwo wtedy, gdy umożliwia robotowi samoidentyfikację. Ale Lutz jest tu wyjątkiem, większość, o ile nie wszyscy pozostali z ludzi są tu potworami, przynajmniej w relacji wobec robotów. Nie ma mowy ani o współczuciu, ani o wdzięczności wobec robotów tylko o ich całkowitej eksploatacji. Ashley Stubbs (Luke Hemsworth) jak Robert Muldon w "Parku..." czy Agent Smith w "Matriksie" jest brutalnym treserem robotów i komandosem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo rządzących - w każdej chwili z innymi komandosami może przeprowadzić akcję ratowniczą i roboty odstrzelić. Inżynierowie Ford lub jego asystent Bernard Lowe (Jeffrey Wright) instalują w robotach programy i tyle ich interesuje (do czasu, ale to nieważne). Klienci (Ed Harris i Jimmi Simpson) chcą się po prostu dobrze bawić, choć ich podejście do sprawy różni stopień wrażliwości i zaangażowania w tę absurdalną westernową grę. Roboty im do tego celu służą, ale są też w pewnym stopniu obiektem badawczym.

A teraz czas na wprowadzenie maszynki do mielenia - Michela Foucaulta - i wykorzystanie jego filozofii do tego serialu. "Westworld" jest symbolem opresyjnego świata i wszelkich odpowiedzialnych za nadzór nad nim instytucji - więziennictwa, psychiatrii, medycyny, a nawet nauk humanistycznych. Strażnicy (służba więzienna), klienci (badacz - jako psychiatra, ale i humanista), czy architekci (regenerujacy, a więc odpowiedzialni za medycynę) - jedyne co mają na celu, to sprawowanie nadzoru, sprowadzajac roboty na ziemię w ich wyskokach, uniformizując je i targetując. Ludzie symbolizują tu zachodnio rozumiany Rozum - a roboty - wschodnio pojmowane Szaleństwo. To oczywiście odwróćenie ról, jeżeli założymy, że do tej pory to robotyzacja oparta była na nauce, a pierwiastek ludzki a nie techniczny odpowiedzialny był za myślenie abstrakcyjne. 

Jak pokazywał jednak eksperyment z grą w go maszyny również nauczyły się myśleć abstrakcyjnie, a jak porównuje czasem literatura XX wieku ludzie stali się manekinami, robotami lub ludźmi wydrążonymi. Wpadając w tryb rozwojowy przez wiele lat oparty na opresyjnej edukacji, opresyjnej pracy, opresyjnym systemie zarządzania służbą zdrowia, opresyjnym systemie wojskowym, czy opresyjnym Kościele lub w przypadku zadzierania z prawem - z opresyjną służbą więzienia lub szpitalem zakmniętym; założenie, że jesteśmy ludźmi wolnymi jest dyskusyjne. Dyskusyjne nie tylko dla nas, ale dla 90 % świata, gdzie większość dóbr znanych i nam nie jest dostepna, dyskusyjnym dla 9 milionów ludzi - w większości dzieci - umierajacych z głodu, gdzie w kapitalistycznym świecie tylko śmierć z głodu jest pewna, a w komunistycznym sprawa nie ma się dużo lepiej. Dyskusyjnym w świecie, gdzie na wyprawę do Westworld stać by było promil społeczeństwa.

Wolność dla robota jest więc prawem do pomyłki, do odstępstwa od normy, do Szaleństwa. Szalonym będzie gest buntu, na który zdobędą się roboty w finale pierwszego sezonu, szalonym będzie znany z "Blade Runnera" i jego kontynuacji fakt, że nawet bunt robotów jest w jakimś sensie sukcesem człowieka, (w tym orzypadku Forda), który tak je zaprogramował, żeby idea buntu była dopuszczona a jego ostateczny wybuch miał być ostatecznym dowodem na rozwiązanie sofistycznej zagadki stworzenia przez Wszechmogącego kamienia, którego nie będzie mógł On podnieść.  Jest tu też motyw pigmalioński pożeniony z sukcesem Kaliguli, który chce zawołać ludzi do buntu i osiąga absurdalne zwycięstwo, gdy ginie na skutek pożadanego buntu. To Szaleństwo wyrywające się spod kontroli jest jednak jedynym dopuszczalnym. A roboty - symbolicznie - oczywiście żadnymi robotami nigdy nie były. To o nas. 

piątek, 20 kwietnia 2018

"Dziedziczki" to bodaj pierwszy film z Paragwaju jaki (przynajmniej za naszej kadencji) trafia do polskich kin i jest to kino w stylu dość "Gutkowym" - kameralne, oszczędne w środkach artystycznych, niezależne do bólu, w dodatku o bardzo niefilmowych bohaterkach.

Chela wraz z Chiquitą stanowią parę dam, które pozyskały wiele lat temu posiadłość, na którą ich nie stać. Od wielu lat żyją w małym dworku, który popada w zapomnienie, a żeby opłacić czynsz sprzedają różne kosztowności. Jednocześnie opłacają służącą, co pokazuje, że ich stosunek do pogarszającej sytuacji materialnej nie zmienia ich dawnych, klasowych przyzwyczajeń. W pewnym momencie, trochę przez przypadek Chiquita oskarżona zostaje o defraudację i trafia do więzienia. Chela po raz pierwszy w życiu zostaje sama.

"Dziedziczki" rozgrywają się nieśpiesznie. Konwencja kina LGBT jest dość specyficzna, bo relacji kobiet w zasadzie (z powodu aresztowania) nie widać. W Cheli, która na początku wydaje się osobą wygaszoną, mało kontaktową i wwwnętrzne martwą zaczyna odradzać się życie.

Sytuacja przypomina "Madame de Sade" Yukio Mishimy - kobieta oczekująca na  wolności na  swoją drugą połówkę pomarańczy jest jej lojalna dopóki ta jest uwięziona, ale w momencie, gdy może nastąpić uwolnienie- będzie ono dotyczyło również uwolnienia od relacji. Na skutek dość nieoczekiwanej fuchy, którą wynajduje Chela - zostając szoferką swoich koleżanek - poznaje znacznie młodszą od siebie, cieszącą się męskim zainteresowaniem Angy.

Relacje między kobietami w "Dziedziczkach" są na tyle niewyraźne (między Chiquita a Chelą) lub subtelne (między Chela a Angie), że w zasadzie określanie ich jest da fabuły tak samo ważne i znaczące jak postępy śledcze w kryminale, czy zwroty akcji w thrillerze.

15:28, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 137
| < Sierpień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Zakładki:
Facebook
Filmy o prekariacie
Idea 4free
Knigi
Leniwiec
Precenzje 4free
Recenzje 4free z 2012 roku
Recenzje 4free z 2013 roku
Recenzje 4free z 2014 roku
Recenzje 4free z 2015 roku
Recenzje 4free z 2016 roku
Recenzje 4free z 2017 roku
Recenzje 4free z 2018 roku
Seriale
Teksty gościnne
Wystawy
Za darmo raz w tygodniu
Zawsze za darmo