Kultura for free, ale i nasza praca for free. Prekariusze - wszystko za darmo, ale nie na darmo - przynajmniej taką mamy nadzieję! Zapowiadamy darmowe wydarzenia w Warszawie.
Kategorie: Wszystkie | Kultura | Warszawa
RSS
czwartek, 22 lutego 2018

Zdjęcie użytkownika Bulgarski Instytut Kultury.

Bułgarski Instytut Kultury (Al. Ujazdowskie 33/35) zaprasza w sobotę 3.03.2018 o 19:00 na koncert solowy Theodossiego Spasova.

Oto zaproszenie organizatorów:

Z okazji 3 marca – Święta Narodowego Bułgarii, pod znakiem Europejskiego roku dziedzictwa kulturowego Bułgarski Instytut Kultury zaprasza na uroczysty wieczór pt. Jaka jest waga skarbów bułgarskich o wartości niematerialnej. Gość Specjalny: Theodosii Spassov (kawał/flet ludowy). Koncert solowy

"Theodosii Spassov, wirtuoz gry na archaicznym drewnianym instrumencie dętym, zasłynął z oryginalnego stylu muzycznego. Połączył wydobywane ze starych instrumentów tradycyjne bałkańskie rytmy, jazz i muzykę klasyczną, a do tego dodał elementy improwizacji. "Spassov wynalazł nowy gatunek muzyki" - napisał w 1995 r. "Newsweek". - Gram współczesną bułgarską muzykę z tradycyjnymi korzeniami i z nowoczesnymi wpływami - mówi sam mistrz" Gazeta Wyborcza 5.12.2001


WSTĘP WOLNY

16:04, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 lutego 2018

We wtorek 6.02.2018 o godz. 18:00 wernisaż  Arkadiusza Karapudy i Dawida Szafrańskiego w Galerii XXI. 

Oto jak wydarzenia zapowiadają organizatorzy:

 

Arkadiusz Karapuda
FRAGMENTY

Dawid Szafrański
Podgląd

Serdecznie zapraszamy na wernisaż 6 lutego 2018 r. o godz. 18.00

Galeria XX1
Al. Jana Pawła II 36, 00-141 Warszawa, www.galeriaxx1.pl
Wystawy czynne do 2 marca, wt., śr., pt. 11.00-17.00, czw. 13.00-19.00, sob. 11.00-15.00

Arkadiusz Karapuda – ur. w Żyrardowie (1981). Studia na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie (2002–2007). Dyplom z wyróżnieniem rektorskim w pracowni prof. Marka Sapetto (2007). Zajmuje się przede wszystkim malarstwem, badając relacje pomiędzy umownością a iluzją w obrębie szeroko rozumianej problematyki przestrzeni i miejsca. Stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2005, 2014) i laureat Nagrody Marszałka Województwa Zachodnio-pomorskiego na 24 Festiwalu Polskiego Malarstwa Współczesnego w Szczecinie (2012). Prowadzi Pracownię Rysunku na Wydziale Malarstwa ASP w Warszawie. Prodziekan ds. nauki i badań naukowych w macierzystej jednostce, w kadencji 2016-2020.

Na pierwszy rzut oka przedstawiany cykl prac Arkadiusza Karapudy wydaje się abstrakcją geometryczną. Jednak bystrzejszy widz szybko się zorientuje, że to wyłącznie wstępna, złudna ocena. Przedstawiane bowiem przez autora przedmioty już na poziomie wyboru motywów prezentują ostentacyjnie intelektualne postrzeganie rzeczywistości. Potwierdza się to następnie w kontinuum koncepcji, w układzie geometrycznie identycznych sekwencji, gdzie fragmenty układają się w całości, w symetrii poszczególnych ogniw zbioru, tak że w sumie całość cyklu okazuje się niewątpliwie abstrakcją geometryczną, ale złożoną z podpatrzonych w otaczającym świecie detali. Mamy do czynienia z fragmentaryzacją, lecz przeprowadzoną metodycznie, wybiórczo i kompleksowo. 
W prezentowanym cyklu za każdym wyjętym przez malarza z kontekstu urywkiem kryje się rzecz, której jest on, czy być mógłby, niewielką częścią; za fragmentem kryje się całość pozostająca niewiadomą, niepewną, choć domyślną. Autor tak dobiera swoje motywy, by ich przedłużenie poza krawędzią płótna nie było oczywiste, by stanowiło swego rodzaju zagadkę, jak wszystko, co ukryte poza zewnętrzem, by budziło w widzu wątpliwości, doprowadzało go do domysłów i poszukiwań i nigdy nie dawało całkowitej pewności co do pełnego rozwinięcia intencji autora.
Przyglądając się Fragmentom, dostrzegamy ich wysmakowaną geometrię, symetrię, rytmy i moduły, wyszukany koloryt, nietypowo zestawiany, (mono)chromatyzmy, odcienie, obserwujemy zastygłe, jak przystało na bohaterów tych płócien, cienie i światła, podziwiamy zniuansowanie powierzchni, ruchu pędzla, obecność zróżnicowanej faktury, dyskretnych impastów, linearność i bryłowatość, i całą grę przestrzeni, która wielokrotnie zaskakująco wprowadza nas w błąd. To nie jest proste malowanie, to dogłębnie przemyślany zamysł, wyważenie konstrukcji i refleksji, świadomość każdego efektu, to drobiazgowe dopieszczanie Fragmentów i fragmentów. To intelektualne mistrzostwo koncepcji i warsztatowe mistrzostwo wykonania. 
Przy całkowicie poważnym traktowaniu sztuki i kierujących nią idei artystycznych i pozaartystycznych, w malarstwie Karapudy jest wiele przewrotności. Artysta każe się nam domyślać rzeczy najważniejszej: całej reszty. Reszty? Bagatela! Wszystkiego.
(Krzysztof Lipka, „Czego jestem fragmentem?")

------------------------------------------------------------------------------------------

Dawid Szafrański, ur. 1980 w Gorzowie Wielkopolskim. Studia na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu w latach 2001-2006. Dyplom z wyróżnieniem na Wydziale Rzeźby i Działań Przestrzennych, obecnie pracuje jako Adiunkt w 7 Pracowni Rzeźby na Wydziale Rzeźby i Działań Przestrzennych Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu /kierownik pracowni prof. Jacek Jagielski /. W 2013 zrealizował pracę doktorską pt.: „Obiekt i obraz ruchomy – wzajemne przenikanie się obszarów a przestrzeń publiczna” /promotor – prof. Jacek Jagielski, recenzenci – prof. Sławomir Brzoska, prof. Ryszard Ługowski/. Realizowane prace i działania obejmują obszar społeczno-socjologiczny oraz problematykę współczesnych mediów. Zajmuje się rzeźbą, instalacją i video art.
Kurator i aranżer wielu wystaw indywidualnych i zbiorowych, organizator plenerów, warsztatów, członek Brygady Pigmaliona, Komisarz Studenckiego Biennale Małej Formy Rzeźbiarskiej im. prof. Józefa Kopczyńskiego /2015, 2017/. Laureat Medalu Młodego Pozytywisty – 2012. Założyciel i kurator Galerii Sztuki Współczesnej Magiel w Wielichowie – 2016. Obecnie mieszka i pracuje w Wielichowie i Poznaniu.

W realizowanych przeze mnie pracach artystycznych interesują mnie relacje między rzeczywistością, w której funkcjonujemy z obiektami, przedmiotami, znakami, a światem wirtualnym w którym wysuwam na pierwszy plan obraz ruchomy i jego ewolucję. Tworzone przeze mnie obrazy, kreowane sytuacje i anektowaną przestrzeń opieram na wspólnych kontekstach rzeczywistości świata mediów i ich relacji z człowiekiem. Realizowane przeze mnie obrazy wideo są dla mnie przestrzenią godną eksploracji zestawianą z obiektami realnymi. Jednocześnie przestrzenie ruchomego obrazu w odpowiednim zestawieniu treści stają się uzupełnieniem przestrzeni, w której są prezentowane. Granice ekranu − odtwarzanych projekcji nie ograniczają się tylko do wyznaczonych czterech linii tworzących kształt prostokąta, czy inny kształt. Wnętrze ekranu to świat, który podpowiada nam nasza wyobraźnia, oraz adaptacja języka obrazu ruchomego. 

(Dawid Szafrański) 

16:55, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 stycznia 2018

1. "Pamięć" Nadasa

książka 800 stronicowa, cegiełka o Węgrach sprzed sześćdziesięciu lat - o przedrewolucyjnym Budapeszcie, o emigracji do Berlina Zachodniego, ale również o epickiej, barwnej młodości z wątkami homoseksualnymi tak zmysłowo opisanymi, że sam Proust czytałby. 

2. "Diavolina" Gyorgy'ego Spiro

o Maksymie Gorkim z perspektywy służącej; rewolucyjny pisarz walczący z systemem klasowym sam pełni obowiązki dworzanina czerwonego cara, a na dodatek nie rezygnuje ze służby. Gorki i jego dwór ukazani są jako mikro-carska Rosja, reliktowa biała Rosja w czasach galopującej rewolucji. Sam Gorki czytałby. 

3. "Bierut. Kiedy partia była bogiem" Piotra Lipińskiego 

dość nowe spojrzenie na lidera partii, która wprowadziła w Polsce przymusową rewolucję i dokonała przy tym sporo złego - likwidując podziemie niepodległościowe z "żołnierzami wyklętymi" włącznie. Lipiński nie wybiela Bieruta - pisze, że nie poczuwał się za Polaka, ale za komunistę, stąd zarzuty o zdradę i antypolonizm sekretarza były nie tyle obraźliwe, co trafne - Bierut sam czytałby, co może nie jest reklamą, ale Herling-Grudziński może nawet też. 

4. "Kolej podziemna" Colsona Whiteheada

Zwłaszcza rozdział o Karolinie Południowej, gdzie zbiegli czarni niewolnicy żyją na wolności, ale dostają pracę jako aktorzy grający czarnych niewolników w muzeum niewolnictwa w skali 1:1. Baudrillard czytałby. 

5. "Wzgórze psów" Jakuba Żulczyka

Zybork jako Polska odzyskana od Prusów Książęcych, Mazury jako kolejna scena zbrodni, a Żulczyk... Żulczyk czytałby.

6. "Mikrotyki" Pawła Sołtysa

PSL-owiec czytałby.

7. "Rzeczy, których nie wyrzuciłem" Marcina Wichy.

Skoro nie wyrzucił, to i my nie wyrzucimy. Esej o wymiarze wanitatywnym. Kohelet czytałby.

8. "Ma być czysto" Anny Cieplak

Powieść współczesna młodej dziewczyny z Krytyki Politycznej to dla jednych antyreklama,  dla innych styl życia. Jaś Kapela czytałby.

9. "Locus solus" Raymonda Roussela (1877-1933)

Jedyna książka nieżyjącego autora. Opis życia autora zdawał się ciekawy - książka-parabola o życiu jako cyrku i o cyrku jako życiu. Do przeczytania na czarną godzinę. Fellini czytałby.

10. "Wiosna" Karla Olvego Knausgårda

w przerwie między epicką sagą "Moja walka" Knausgard wydaje w Polsce tetralogię o porach roku. A my kupujemy ją na zapas. Zważywszy na twórcę oryginalnej "Mojej walki" Korwin-Mikke czytałby.

16:47, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »

środa, 31.01.2018 godz. 19:00, Wałbrzyska 3/5 Narodowy Instytut Audiowizualny 

"Jestem mordercą" Macieja Pieprzycy to drugi w osattnim czasie, po "Czerwonym pająku" Marcina Koszałki kryminał osadzony w PRL i traktujący o seryjnym mordercy. O ile "...pająk" traktował o postaci wzorowanej na Karolu Kocie, zwanym przez opinię publiczną wampirem z Krakowa, to "...morderca" oparty jest na historii  Zdzisława Marchwickiego, wampira z Zagłębia.

Co odróżnia te filmy to narracja i miejsce.

O ile Koszałka kręcił film w Kafkowsko ukazanym, gęsto zasianym budynkami, Krakowie, na wąskich, pozbawionych drzew ulicach, wydobywając z nich jakiś nieopisany, dziejowy mrok i grozę (czesto przy użyciu mgły), to Pieprzyca w całej makabrycznej historii (Marchwickiego skazano za 14 zabójst, Kota za dwa) dodaje prowincjonalnego uroku  śląskich opłotków z okolic Zagłębia i Katowic - nie mogło też zabraknąć sielskiej sceny z krztuszącym się precelkiem Gierkiem (którego kuzynka miałą paść ofiarą seryjnego mordercy właśnie). 

"Pająk" opisywał też całą sprawę z perspektywy "Zbrodniarza, kóry ukradł zbrodnię" (filmu z lat 60. właśnie), czyli oszusta podajacego się za mordercę dla wiecznej sławy - "Morderca" opowiedziany jest klasycznie, jako milicyjna opowieść o dylematach śledczego w dobie czasów kina moralnego niepokoju, czyli lat 70. 

Dzisiejszy pokaz urozmaici sam reżyser, który przybędzie na seans i porozmawia z Kają Klimek i z publicznością.   

15:11, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 stycznia 2018

1)

Wystawa Marii Anto w Zachęcie prezentuje jej twórczość głównie z lat 60. i 70. XX wieku. Absolwentka warszawskiej ASP była postacią wielowymiarową: aktywną malarką, żoną i matką, intelektualistką, postacią bardzo towarzyską, członkinią tzw. bohemy. Już w czasie studiów wyrobiła swój bardzo charakterystyczny styl zawierający w sobie wątki surrealistyczne, metaforyczne oraz elementy sztuki naiwnej. W swym bardzo aktywnym życiu uciekała od schematu wyzwolonej artystki i matki Polki jednocześnie. Już jako studentka założyła rodzinę i prowadziła dom. Uwielbiała organizować przyjęcia oraz opiekować się swymi dwiema córeczkami. Nie należała więc do grupy artystek samotniczek rezygnujących z konserwatywnych ról przypisywanych kobiecie na rzecz kariery artystycznej. Maria Anto znajdowała w cudowny sposób czas na ogrom pracy malarskiej, plenery, organizację wystaw jak i na „pielęgnowanie ogniska domowego”. Była bardzo ciekawą i postępową kobietą nawet jak na dzisiejsze czasy nie wspominając o surowej rzeczywistości PRL-u w którym artystce, kobiecie znacznie ciężej było się „przebić” w środowisku artystycznym. Co prawda nowy, powojenny ustrój zrównywał wszystkich obywateli bez względu na płeć, wysyłając przedstawicielki płci pięknej na przysłowiowe traktory jednak w praktyce bywało bardzo różnie. Już na etapie egzaminów wstępnych na uczelnie artystyczne kobiety były dyskryminowane ponieważ pojawiało się podejrzenie , że zarzucą karierę artystyczną po urodzeniu dzieci. Wizja łączenia roli matki, żony i artystki nie mieściła się wtedy w głowie.

2)

Tymczasem nasza bohaterka radziła sobie w tej ciężkiej rzeczywistości doskonale. Jej obrazy są tajemnicze, bajkowe, ale jednocześnie pełne zmysłowości. Występują w nich zarówno motywy realistyczne, czasem nawet brutalnie nowoczesne takie jak trakcje elektryczne, kominy fabryk czy silosy ale także postaci zwierząt o ludzkich cechach, pięknych syren czy dziwnych hybryd budzących lekki niepokój i ciekawość zarazem ( tak jak np.: „Sowa” z 1969 roku. - patrz ilustracja 1).

W jej pracach widać także dobrą znajomość sztuki dawnej. Inspiracją dla portretów są n.p. renesansowe, pozowane portrety włoskie. Całą swoją twórczość zresztą Anto nazywała „autoportretem totalnym”.

Jej twórczość można podzielić na trzy podstawowe grupy : portrety, pejzaże / głównie miejskie, industrialne/ oraz na wizerunki fantastyczne / syreny, hybrydy zwierząt i ludzi / wszystkie o mocnym zabarwieniu psychologicznym. Według tego podziału skomponowana jest zresztą wystawa w warszawskiej Zachęcie. Poza malarstwem i rysunkami artystki znajdziemy na wystawie także garść pamiątek i dawnych fotografii głównie z lat 60 i 70. Możemy także zapoznać się z katalogiem jej pierwszej wystawy w gmachu Zachęty w 1966 roku. Dla starszych widzów jest to odświeżenie wizerunku zmarłej w 2007 roku artystki. Natomiast dla naszego pokolenia / do którego autorzy bloga 4free z Prekariuszem Leniwcem na czele mają wątpliwy zaszczyt się zaliczać/ jest to odkrycie Marii Anto na nowo.

Zachęcamy Was gorąco do wizyty na tej wystawie zwłaszcza, że czasu pozostało już bardzo niewiele. Ekspozycja trwa do 4 lutego 2018. W czwartek 1.02.2018 wstęp wolny.

Anna Marciniak (tekst gościnny)

1) Maria Anto, "Sowa", 1969

2) Maria Anto, "Białowieża po roku", 1974

03:49, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 stycznia 2018

środa, 17 stycznia 2018, g. 18:00

Pokaz filmu „Muzeum przy Szosie” z okazji Dnia Kultury Rumuńskiej

"Muzeum przy Szosie", reż. Anca Damian
Z okazji Dnia Kultury Rumuńskiej,
Rumuński Instytut Kultury w Warszawie 
zaprasza na projekcję filmu 
Ambasada Rumunii, ul. Chopina 10, Warszawa

Organizatorzy o wydarzeniu:

Film opowiada historię Muzeum Rumuńskiego Chłopa, jeden z wiodących muzeów sztuki popularnej i tradycji w Europie, który został uznany za „Europejskie Muzeum Roku" w 1996 roku.
Założone w 1906 roku, muzeum zostało ponownie otwarte w 1990 roku. W czasach komunizmu w budynku mieściło się muzeum reprezentujące krajową partię komunistyczną.

Zapraszamy!

Film w języku rumuńskim, z napisami angielskimi
Wstęp wolny na podstawie dokumentu tożsamości

Źródło: link



15:27, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 stycznia 2018



Dziś o 18:00 w Zachęcie w ramach wystawy ormiańskiego artysty, Sarkisa (ur. 1938) film innego Ormianina, Peleshiana (yr. 1938). 

"Pory roku" (Vremna goda), reż. Artavazd Peleshian, ZSRR, 1975, 27 min

Film jest efektem współpracy pomiędzy armeńskim reżyserem Artavazdem Peleshianem a operatorem Michaiłem Wartanowem. Jest to esej filmowy o pasterzach w Armenii. Pozbawiony dialogów obraz ukazuje sprzeczności, ale i harmonię pomiędzy człowiekiem a naturą. Ścieżkę dźwiękową stanowią Cztery pory roku Vivaldiego. Siegiej Paradżanow uważał Peleshiana za geniusza filmowego, a Pory roku za jeden z najlepszych dokumentów w historii kina. 

14:32, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 stycznia 2018



Czarnowidztwo to nie tylko polska domena, jak się okazuje. Oryginalnie brytyjski serial, a w  zasadzie seria jednoodcinkowych, niepowiązanych aktorsko, ani fabularnie odcinków wieszczy, że cywilizacja cyfrowa może rozwinąć zagrożenia tak, jak przewiduje Wojciech Orliński, do niedawna felietonista pesymistycznego, reporterskiego dodatku do "Gazety Wyborczej", z którego generalnie wynika -że świat zdąża ku zagładzie. Nawet jednak Orliński okazał się dla"Dużego Formatu" zbyt kassandryczny- z poderżniętymi żyłami czytelnicy nie sięgną po kolejny poniedziałkowy numer pisma. Każdy pesymizm jest jednak w zasadzie optymistyczny o ile przewiduje, że może być gorzej - zakłada bowiem, że wystąpi jakaś stopniowalna przemiana. 

Odcinek "Metalhead" (S04e05) jest pod tym względem pesymizmem spełnionym - ludzkość wyginie unieszkodliwiona przez napędzane energią słoneczną drony, które wykończą wszystkich ludzi, bo nie będą im już potrzebni. Dron "Metalheada" nawet nie lata, jest tak tu nazywanym psem, czyli dość szybko biegającą puszką, która jednak może dotrzeć wszędzie, w mieście jest niezniszczalna, a jedynie w lesie może się chwilowo zgubić, ale i tam człowiek nie przetrwa zbyt długo. 

Zabawne, że gdyby dla Netflixa pisał Europejczyk ze strasznie starej części świata, z kontynentalnej Europy, a najlepiej z jej środkowego wschodu - w jakimś odcinku pojawiłyby się różne marki dronów - a te toczyłyby ze sobą walkę o to, kto jest lepszą marką i prowadziłyby wojny poradziwszy sobie bez ludzi. 

Tymczasem streściwszy w trzech zdaniach poprzednie sezony: zagrożeniem technologicznym ze strony postępującej informatyzacji są śmiertelne narzędzia: zabójcze, mechaniczne pszczoły, żołnierze z wgranymi do mózgu zmienionymi obrazami przeciwników ukazywanych jako orkowie; zagrożeniem jest przeniesienie do wirtualności ludzkiej świadomości, która zamiast nieśmiertelnego raju może pozyskać nieśmiertelne piekło (wieczną pustkę, wieczne cierpienie, wieczną samotność it.d). Poza zagrożeniami są też pewne - złudne co prawda nadzieje, jak w najlepszym chyba odcinku, bardzo Spike Jonze'owkim, czy Charlie Kaufmanowskim "San Junipero" (S03e04) gdzie ludzie mogli żyć ciągle jako we śnie, w chmurze snów, do której każdy mógł się podłączyć, i pozostać w niej, nawet po śmierci - nie uciekając jednak od problemów typowo ludzkich - niemożności porozumienia z innym człowiekiem czy od samotności. Na koniec same uniwersum - przenoszona świadomość, zapamiętywana i nagrywana w głowie rzeczywistość, odtwarzanie cudzego życia i umieszczanie go w androidzie, czy szpiegowanie każdej działalności ludzkiej na komputerze - i szantażowanie nią przez komputer lub bota (albo rzeczywistego hakera, to nie jest dopowiedziane) - to pomysły z sci-fi, które są na wyciągnięcie dłoni lub wciaż pozostają abstrakcyjne, tak, czy inaczej pobudzają wyobraźnię.

Chyba najbardziej wciągający odcinek, samograj "Shut up and dance" (s03e03) sąsiaduje w "Black Mirror" z odcinkiem subtelnym i psychologicznym o relacjach międzyludzkich, "Arkangel" (s04e02), gdzie technologie informacyjne tylko przedłużają ludzkie zachowania. Odcinki będące zamkniętymi dziełami samymi w sobie figurują obok takich, które odwołują się do różnych dzieł kultury (bliżej nieokreślone seriale sci-fi z lat 60.-70. w stylu "Star Treka") lub do poprzednich odcinków "Black Mirror". Serial przedstawia też alternatywne, oderwane od rzeczywistości formy zarabiania - jak życie z internetowych lajków lub napędzania mocy elektrycznej korporacji mechanicznie wytwarzaną energią elektryczną. Parki rozrywki - w których poluje się na mordercę w zamkniętej grze, albo skazuje się na śmierć jego wirtualną kopię - zbliżają ideę niektórych odcinków do "Westworld", ale twórcy podkreślają, że nie oglądają serialu HBO, żeby się nim nie sugerować. 

Na koniec "Black Mirror" a kwestie prekarne. Czy technologia informacyjna zapobieże umowom śmieciowym czy brakowi ubezpieczenia społecznego? Jak we wspominanym zarabianiu lajkami lub napędzaniem energii - przygotowuje ludzi również na kapitalistyczne wykluczenie - system został zaprojektowany przez system. Wykluczeni nie maja lajków i żyją jak bezdomni; w korporacji można być robotnikiem napędzającym system, gwiazdą lub jurorem w telewizji - jak nie: sprzątaczem, pogardzanym jak podczłowiek. 

Świat "Black Mirror" mimo technologicznej głębi wydaje się jednak intelektualnie ubogi - co nie jest zarzutem, bo zakłada, że pieniądz dobry wypierany jest przez pieniądz gorszy - to samo będzie dotyczyło bitcoinów i innej formy internetowej waluty. Społecznictwo, zaangażowanie, czy szlachetność mogą naturalnie występować dalej pod warunkiem klasowej nieświadomości i akceptowania reguł rynku. Konsekwencją jest to, że wszelkiej maści przestępcy ponoszą karę, czy systemową, czy zaprogramowaną przez internetowych mścicieli - karani są hejterzy, internetowi podglądacze treści pedofilskich, mordercy, czy porywacze. Doceniani są ci, którzy poddają się systemowi choć naturalnie i w ich przypadku może nastąpić nieplanowana śmierć, którą da się zatuszować lub nazwać wypadkiem przy pracy. 

"Black Mirror", na koniec kreuje rzeczywistość w której można za pomocą technologii informatycznych spróbować obalić lub trwale usunąć polityka, a maszyna lub program mogą stanąć z nim w szranki - zdaniem serialu - chwilowo jednak bezskutecznie, ale czas pokaże. Liczne znane twarze drugiego planu przewijają się przez serial, fani "Gry o tron" rozpoznają Tobiasa Menziesa, Donalda Sumptera, czy Jerome'a Flynna; w pierwszym sezonie wystąpili Rory Kinnear, czy Dniel Kaluuya (znany z zeszłorocznego "Uciekaj!), w drugim pojawił się Domghnall Gleeson (nowe "Gwiezdne wojny") i Jon Hamm z "Mad Men". Sezon 3 wzbogaciły Bryce Dallas Howard ("Osada" i "Jurrasic World"), Alice Eve ("Chłód nadchodzi nocą"), Mackenzie Davis ("Blade Runner 2049) i Kelly Macdonald ("Trainspotting" i "Zakazane imperium). Obecny sezon zamyka obsada: Jesse Plemmons ("Breaking Bad", "Fargo 2"), Rosemarie DeWitt ("Siostra mojej siostry")  Owen Teague ("Bloodline") Andrea Riseborough ("Birdman") i Joe Cole ("peaky Blindes").

kadr pochodzi ze zwiastuna serialu, z odcinka "Crocodile" (S04e03)



02:52, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 stycznia 2018

Historia dwóch podróży


„Biały świat według Daliborka” Vita Kluska to dzieło sztuki, dokument, który wyszedł poza ramy kina, wyszedł z kina w ogóle, przeszedł się na spacer, przespacerował Mostem Poniatowskim przez Marsz Niepodległości, wrócił pod rodzinny blok, stanął przy otwartej klatce schodowej, zalogował się na smartfonie, urządzeniu sztucznej inteligencji, mądrzejszej niż my sami; wszedł na portal randkowy i zapytał internetową partnerkę, czy skoro mieszka niedaleko, blok dalej, to czy nie wyjdzie na papierosa?

Dalibork staje się czymś więcej niż 90 minutami w kinie; to współczesny esej na temat wszystkiego poza tymi 90 minutami w kinie; na temat całej naszej egzystencji, kondycji współczesnego świata. Tak jak dziesięć lat temu Polska zaczytywała się w “Dużym Formacie” i w “Gottlandzie” Mariusza Szczygła, jego zezującym spojrzeniem oceniając sąsiadów z Czech i Moraw, a zarazem budując alternatywną wizję dziejów - z przerzutem całej nacji na inny kontynent w celu ucieczki przed światową wojną; tak dziś winna popatrzeć na człowieka o skrajnych poglądach politycznych z morawskiego miasta w filmie Klusáka. Dalibor wsłuchuje się w świadectwo pani Lisowej, ocalałej z Auchwitz, po czym mówi jej w twarz: “Na temat Holocaustu są różne opinie. Liczby są zawyżone”.

Klusák stawia przed naszymi twarzami lustro i mówi - wszyscy stajemy się Daliborkami może już wszyscy jesteśmy Daliborkami - kilkanaście lat temu za negowanie Holokaustu karano grzywną i śmiercią publiczną. Dziś na różnych formach prawicowych odchyleń robi się na tym politykę, zbija kapitał polityczny i wyrywa wybory. Uchodźców nie przyjęto - ani za PiS-u, ani za Platformy. Polityczna poprawność nie istnieje - są tylko różne formy trollingu - w sieci i poza nią. Zrównoważone poglądy wyszły z mody. Zmusza się najbardziej zasiedziałego użytkownika Netflixa, czy apolitycznego kinomana do zabrania głosu w sprawach polityki tylko po to, by stwierdził, że jego słuszne poglądy to nudne komunały, które nikogo już nie interesują.

„Biały świat według Daliborka” to przepis na kino zrealizowany według mistrzowskiej recepty znanej nam z “Z punktu widzenia nocnego portiera” - ukazać zagrożenie nadciągającego totalitaryzmu z perspektywy jednostki. “Dalibor różni się od legendarnego, kultowego i we wszech leksykonach omawianego filmu Kieślowskiego małym detalem. Jest lepszy.

Osadzić bohatera o prawicowych poglądach, negującego Holokaust, chcącego rozstrzeliwać uchodźców i szydzącego z genderu prosto w samym centrum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu - to właśnie dzisiejszy świat. To Trump z palcem na guziku atomowym, to środkowa Europa ze znikomym odsetkiem imigrantów chcących przybyć stricte do niej, to Brexit, 9 milionów ludzi umierających z głodu rocznie i uczucie faszystowsksiej ulgi po po zamachu terrorystycznym, gdy nasze neonazistowskie poglądy na temat islamskich uchodźców (sam Hitler dogadywał się z muzułmanami, więc zawstydziłby się porównaniem) mogą zostać usprawiedliwone wymówką o zagrożeniu terroryzmem. Dalibork wydaje się na tyle osobliwym przypadkiem, że uogólnianie jego cech na cały ruch neonazistowski wydaje się pewnym nadużyciem, ale uogólnienie cech Daliborka na cały nasz świat - już jest bardziej usprawiedliwione. Dalibork to człowiek dość osobliwy - wspominając choćby o jego kanale video na You Tube. Unikalność Daliborka - przemieszanie osobistej wrażliwości z brutalnością wyrażaną w poglądach - jest nie tylko przypadkiem każdego skrajnego prawicowca, ale charakterem człowieka w ogóle.  Jak każdy z nas Dalibork chce zaistnieć w mediach społecznościowych sądząc, że kogoś to obchodzi. Gdy człowiek sam sobie wydaje się nieważny, chce, by uwzniośliły go jego poglądy. 



„Najbrzydszy samochód świata” Grzegorza Szczepanika to z kolei opowieść o pewnej rodzinnej więzi, która zostaje przeniesiona nierozerwalnie w sferę symboli zamkniętych epok. Oba filmy opowiadają jednocześnie o podróży współczesnych Słowian, matki i syna, do dawnych hitlerowskich obozów pracy / obozów koncentracyjnych.

„...samochód” - nagroda publiczności 17. Watch Docs, festiwalu o prawach człowieka to nagroda dla polskiego kina dokumentalnego, ale też dla jego bohaterów, Bogdana i Kazimiery Różyckich. Na pierwszy rzut oka wyglądają na emerytopwaną parę, jednak po czasie okazuje sie, że to - tak jak w Daliborku - również bedzie opowieść o matce i synu. 

Bogdan Różycki nigdy nie był za granicą Polski, Kazimiera - tylko w czasie wojny; na robotach w Niemczech, w fabryce Volksvagena. Ideą filmu jest to, by syn pojechał z matką do współczesnych Niemiec - na nowo do tej samej fabryki Volksvagena. Po co? Po to, by skonfrontować się z historią. Zapewne.

Nie ukrywajmy - zarówno Szczepanik, jak i Klusek wyprawy swoim bohaterom zapewnili sami. O ile jednak autorzy różnych gorszych, czy lepszych dokumentów od słynnych z mięsnego jeża "Pocztówek z wakacji", po dokumenty Herzoga - fundują swoim bohaterom prawdziwe wakacje w rodzaju Egiptu, amazońskiej dżungli it.d - Słowiańscy reżyserzy poniesieni fantazją zabierają turystów do obozów pracy, tudzież śmierci. War Zone Tours - o tym programie pisał niedawno Artur Domosławski - zamiast fundować turystom podróż przyjemną, organizuje się im podóż hardkorowo nieprzyjemną. O ile jednak Klusek zabiera Daliborka do Auschwitz, by konfrontować neonazistę ze zbrodniami nazistów - po to, by przetestować jego poglądy, ale by je ocenić - czemu Szczepanik zabiera tak naprawdę Różyckich do niemieckiej fabryki? By uzasadnić współczesną koniunkture gospodarczą Niemiec jej niewolniczo-zbrodniczymi nazistowskimi zabiegami? By zrónwnać Trzecią Rzeszę z Niemcami A.D. 2018? Im dłużej się nad tym zastanawiać, tym więcej można "...Samochodowi" i jego autorowi zarzucić odnośnie subtelnej,a le jednak manipulacji. Bronia się wiec w filmie bohaterzy - pokazani z sympatią. Ale po co podóż taka w ogóle ma miejsce to pytanie, któe lepiej zostawić bez odpowiedzi. 


„Praca”  (reżyseria: Jairus McLeary & Gethin Aldous) to dokument o eksperymentalnym programie terapii grupowej w kalifornijskim więzieniu Folsom. Grupa ochotników z wolności spotyka się z odsiadującymi długiw wyroki więźniami i poza pomocą pomocnych terapeutów zdani są na siebie – każdy z nich może dokonać rozrachunku z własnym życiem i zmierzyć się ze swoimi problemami. Ponieważ program jest dopiero wdrażany w jednym, jedynym więzieniu– jego efekty długotrwałe nie mogą być zbadane na szeszą skalę, ale w tym przypadku zaobserowano 100 % brak recydywy – wypuszczani wieźniowie (kilkudziesięciu w momencie wyprodukowania filmu), którzy odbyli tę terapię nie wracali już na przestępczą drogę.

Ponieważ czterodniowa terapia to mało, twórcy dokumentu postanowili zamknąć opowieśc w ramach kilku przemieszanych historii. Dwóch - wyróżniających się ludzi z wolności i dwóch więźnió przeżywa moment oczyszczenia. Co ciekawe dość charakterystyczni, wyróżniający się więzień i wolny - nie mają swoich pieciu minut - samoświadomość zdobywają za to bohaterowie pozostający w cieniu, jeden człowiek z wolności (w polskiej koszulce), który zahukany przez ojca, niemogący sie odnaleźć w życiu dochodzi do sedna swojego problemu, podobnie jak pewny siebie kryminalista, który pozwala sobie na pożądaną przez sumienie, ale wypartą pozornie oschły charakter, żałobę po siostrze.

Dokument ten mógłby być reklamówką programu - ale - podobnie jak "...Samochód" ożywiają go ludzie - co widać w scenei bójki - gdy człowiek z wolności podśmiewa się z twardego kryminalisty, że jest "wrażliwy", za co ten chce dać mu w zęby. 

Czego mi brakuje w "Pracy", co jest oczywiście wadą niejako kina gatunku, a nie samego filmu - to tego, że daje głos niejako sprawcom, może ich nie usprawiedliwia, ale ukazuje ich ludzka stronę - podczas gdy - oczywiscie w przyapdku, gdy mowa o sprawiedliwie osądzonych - nie ma mowy o ofiarach (gdy mowa o winnych przemocy) lub innych poszkodowanych. W trtlogii penitencjarnej "Bad boys / bad girls / Bad boy" Janusza Mrozowskiego jeden z wieźniów mówi n.p. że (w domyśle - w więzneinu nie jest tak źle, bo) można odpocząc, przystanąć, parę rzeczy przemyśleć". Ta systemowa wada kina gatunkowego jakim jest kino penitencjarne jest to, że oceniani są głównie samce alfa, podczas, gdy wykluczeni są nazwijmy "samce beta". Wyjątkiem jest oczywiście człowiek z wolnosci w polskiej koszulce  - któy wuydaje się od początku osobą wrażliwą i niepsującą do więźniów - to co filmowi się duaje to to, że nikt go nie ocenia, a wieźniowie wspierają jego, a on ich. I w tym ponadnaturalnym, ponadklasowym momencie porozumienia samców alfa i beta film zaskakuje i osiąga moment katharsis,w tym gatunku nie tak znowu oczywistym.

 Watch Docs wygrało głosami jury chińskie "Jeszcze jutro" Jiana Fana, o którym wkrótce. 

02:26, juliancio.wodnik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 grudnia 2017



wtorek 19.12.2017 godz. 18:00 Zachęta

Ordos 100, reż. Ai Weiwei, Chiny, 2012, 61 min

Ordos 100 to projekt stworzony przez pracownię architektoniczną Herzog & de Meuron oraz chińskiego artystę  Ai Weiweia. Twórcy zaprosili do realizacji tego przedsięwzięcia sto pracowni architektonicznych z 27 krajów świata. Projekt zakładał stworzenie zupełnie nowej dzielnicy miasta Ordos w chińskiej Mongolii Wewnętrznej. W ramach głównego założenia urbanistycznego autorstwa Ai Weiweia, każda z pracowni miała zaprojektować tysiącmetrową willę. Kuratorzy i projektanci odwiedzili Ordos trzykrotnie, po raz pierwszy w 2008 roku. Plan ukończono, jednak projekt do dzisiaj nie został zrealizowany.

Na dokument składają się wywiady z zaangażowanym w projekt architektami oraz relacje z wizyt terenowych na miejscu inwestycji. Film jest krytyczny wobec współczesnej architektury, w której wizjonerstwo zostało wyparte przez skupianie się na rynku, inwestorach i ekonomii. 

"Ordos 100". Pokaz filmu towarzyszący wystawie Mariana Bogusza

15:43, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 136
| < Luty 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28        
Zakładki:
Facebook
Filmy o prekariacie
Idea 4free
Knigi
Leniwiec
Precenzje 4free
Recenzje 4free z 2012 roku
Recenzje 4free z 2013 roku
Recenzje 4free z 2014 roku
Recenzje 4free z 2015 roku
Recenzje 4free z 2016 roku
Recenzje 4free z 2017 roku
Seriale
Wystawy
Za darmo raz w tygodniu
Zawsze za darmo