Kultura for free, ale i nasza praca for free. Prekariusze - wszystko za darmo, ale nie na darmo - przynajmniej taką mamy nadzieję! Zapowiadamy darmowe wydarzenia w Warszawie.
Kategorie: Wszystkie | Kultura | Warszawa
RSS
niedziela, 26 czerwca 2016

Latem w Warszawie jest do dyspozycji kilkadziesiąt plenerowych kin wyświetlających filmy zupełnie za darmo, pod gołym niebem. Leniwiec, nasz wakacyjny stażysta codziennie będzie coś dla Was polecał. Zaczynamy od dzisiaj. Na tym blogu. Dziś - film "Zurbanizowani".

1. "Zurbanizowani". Kino "Pawilon",  w okolicach dawnego SEZAMU, obok wschodniego wyjścia ze stacji M2 metro Świętokrzyska.  Start o 21:00

Dokument ten jest finałową częścią trylogii o designie. Bohaterami będą architekci: Sir Norman Foster, Rem Koolhaas, Jan Gehl, Oscar Niemeyer, Amanda Burden, Enrique Peñalosa, Yung Ho Chang, Alejandro Aravena, Eduardo Paes, Rahul Mehrotra, Ellen Dunham-Jones, Ricky Burdett, James Corner, Michael Sorkin, Bruce Katz, Candy Chang, Edgar Pieterse.

Opis leniwca: Kto ceni broszury i książki Fundacji Bęc Zmiana!, przeżyje orgazm. 

Kolejne filmy leniwiec będzie dodawał na bieżąco, codziennie o 14:00. Śledźcie, lajkujcie na Facebooku, subskrybujcie kanał na YT, wykopujcie

13:38, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 czerwca 2016

"Córki dancingu" - to jeden z najoryginalniejszych filmów polskich ostatnich lat. Razem z "Baby Bump" otwierają nowy rozdział polskiego kina fantastycznego. "Córki..." to retro musical psychodeliczny, luźno korzystający z legendy o (warszawskiej) syrence. Piękne, młode ale krwiożercze syreny pojawiają się w PRL. Nauczyły się polskiego w plaży na Złotych Piaskach. Zatrudnione w dancingu, stają się żywymi maskotkami uatrakcyjniającymi koncert muzycznego tria. W syrenach rodzą się na raz kobiety, obywatelki i morderczynie. Ich natura walczy nie tylko z budzącymi się w nich emocjami, ale i z PRL-owską rzeczywistością.   

Ballady i Romanse napisały do filmu ścieżkę dźwiękową, korzystając m.in. z weselnego szlagieru Andrzeja Zauchy, "Byłaś serca biciem". Dziś zaprezentują ją na żywo - na Placu Defilad, o godzinie 21:30

Tak zapraszają organizatorzy:

Zapraszamy na jedyny taki dancing na Placu Defilad! Materiał z wydanej w pod koniec kwietnia płyty pt. „Córki Dancingu” zagrają siostry Barbara i Zuzanna Wrońskie, czyli Ballady i Romanse.

Organizator: Cafe Kulturalna w ramach cyklu wydarzeń „Kulturalna na Placu Defilad" 
Naszym partnerem w organizacji wydarzenia jest Jameson Irish Whiskey. 

WSTĘP WOLNY!

LINK

12:49, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 czerwca 2016

Szekspir w telewizji. Część III. „Koriolan”, czyli „Wire”

Żyć z noża czy z obligacji?

***

„Wire” odniosę do „Koriolana”, tragedii Szekspira o generale służącym dwóm ze sztandarowych haseł: ojczyźnie i honorowi. Ale nie jednocześnie. Koriolan nie chce, by jego wysiłek podjęty dla ojczyzny poprzez walkę z jej wrogiem został przywłaszczony przez polityków. Woli zawrzeć kontrakt z wrogiem po to, by wywalczyć własne prawa i zasady. Dla dobra kraju. I własnego.

O tym też opowiada z grubsza każdy sezon „Wire”. To serial o zginaniu lub niezginaniu karku. Wszelkie konflikty, jakie rozstrzygały się w dramacie i jakie doprowadzały szekspirowskiego bohatera do zguby wynikały z różnic definicyjnych. „Koriolan” był wszak oddanym dowódcą Rzymu, którego jednak buta poniosła. Nie chciał on dać się spacyfikować trybunom ludowym, nie chciał też podporządkowywać się dowódcom i rozkazom, ale chciał służyć krajowi tak, jak sam to widział.

„Wire” jest serialem o przekraczaniu. Wąska linia oddziela dobro od zła. Zasady, jakim rządzi się afroamerykańskie getto Baltimore oparte są na zasadach lojalności, posłuszeństwu przełożonym i kolegom w gangu, a także na bezwzględnym zakazie kontaktu z policją. Tak samo jest zresztą po drugiej stronie. W „Wire” w każdym sezonie kto inny jest tytułowym kablem, przewodem, łącznikiem. 

W pierwszym sezonie „Wire” Koriolanów jest kilku. W środowisku ulicznych dilerów każdy, kto zadaje się z policją jest zdrajcą i musi zginąć. Ale co innego – walczyć z mafią, ale bez wsparcia policji. Takim samotnym buntownikiem jest tu ulubiona przez internautów postać – Omar Little (Michael Kenneth Williams). Homoerotyczny Robin Hood, w dodatku złodziej okradający dilerów, czyli poniekąd innych złodziei. Omar był kiedyś zapewne dilerem, ale będąc oszukanym – postanowił działać na własną rękę. Jego przeszłość jest nieznana, a to, co widzimy, to jego niezależność. Nawet homoseksualista w tym brutalnym świecie darzony jest respektem, bo mimo, że okrada „swoich”, czyli czarnych, nie sprzymierza się z policją. Walczy z systemem mafijnym wewnątrz samego systemu mafii, na swoich zasadach. Zdradził kolegów, ale jest człowiekiem honoru. Jak Koriolan.

Po stronie policji takim Koriolanem jest McNulty (Dominic West) – policjant, który nie zawaha się przed doniesieniem na własnego szefa do sędziego, czy prokuratora, albo samego burmistrza, byleby wywrzeć na nich jakąś reakcję – McNulty nie chce awansów – on chce być prawym policjantem – a żeby nim być musi być złym kolegą; trochę jak Serpico, ale z mniejszą skutecznością.

W pierwszym sezonie „Wire” honorowym zdrajcą jest też młody chłopaczek, Wallace (Michael B. Jordan), który najpierw odchodzi od współpracy z mafią, a później decyduje się na zeznawanie przeciw niej. 

W drugim sezonie „Wire” łącznikiem między przesiąkniętym korupcją światem dokerów, a światem honoru jest Polak, Sobotka. 

Oryginalny Koriolan, by krajowi dobrze się wiodło, postanawia opuścić „Rzym” sprzymierzając się z serdecznym wrogiem. Wyjeżdża. Przekracza granicę kraju, ale też dobra i zła po to, by zachować twarz. Tutaj Koriolan, to Polak – jest na obczyźnie, w USA, choć obczyzna to dla niego dom z dziada pradziada, praktycznie więc jest to jego kraj. Nieprzypadkowo – to chyba świadomy zabieg scenarzysty, a nie zbieg okoliczności – z polskim wątkiem wiążą się w „Wire” dwie skrajne siły – związki zawodowe pracowników portowych („Solidarność”!!!) i służby mundurowe - w tym przypadku policjanci ze sk**synowatym Walczakiem (generał J.?!!!). Stoczniowcy i służby mundurowe walczą o budowę... kapliczki w kościele, a symbolicznie o władzę i o dusze ludzi za pomocą Kościoła... W przypadku „Wire” utracony jest też Rzym, a w zasadzie jego dzielnica zwana Watykanem; tutaj symbolizowanym przez ołtarzyk w kościele, który chcą zafundować dokerzy (czytaj stoczniowcy) i policjanci (czytaj milicjanci) na raz. Rola ta sprowadza się do sporu Sobotki i Walczaka o to, kto ma pierwszeństwo w opłacaniu katolickiego Kościoła. Sobotka początkowo przedstawiony jest w opozycji do policjanta - starając się trzymać od policji z daleka, ale z czasem, gdy odkryje brudne interesy swoich partnerów, z "Grekiem" na czele ("Grek" tuszuje zbrodnię dokonaną na nielegalnych emigrantkach; woli załatwić sprawę po swojemu), tolerancja Sobotki pęka. Zacznie na wspólników donosić swoim dotychczasowym wrogom. 

Koriolan jest wrogiem własnego wizerunku - chce być honorowy, dumny. A jednocześnie zdradza. Tak samo czyni Sobotka. 

Koriolan przekracza granicę zdrady i musi ponieść za to karę, albo ze strony tych od których odszedł, albo ze strony tych, do których doszedł. Różnica między Rzymem i barbarzyńcami jest przekładalna. Sobotka pozostając człowiekiem honoru, przegrywa walkę o Rzym (kapliczkę, Kościół, Watykan), ale i swoje życie. 

W trzecim sezonie – jest dużo niedopowiedzeń, z których wynika, że gotową do policyjnych zeznań jest centralna, negatywna postać całego serialu – Stringer Bell, "String" (Idris Elba). Czy za cenę odejścia z branży decyduje się zdradzić kolegów? Tego nie wiemy do końca  – nie wiadomo bowiem, czy wspominana przez policjantów deklaracja lojalności nie jest fałszywką (prawdopodobnie jest). Stringer tak, czy inaczej chce jednak wyjść z branży narkotykowej do "czystego" biznesu i wyprawszy brudne pieniądze zarabiać jako przedsiębiorca, a może nawet - gdyby udałoby mu się dogadać ze skorumpowanym senatorem - w polityce. Po rozmowie z przyjacielem - szefem, okazuje się, że ten widzi ich branżę jako nieoczyszczalne, jednoznaczne zło, ale dobry biznes; nie daje koledze żadnego innego wyjścia. String próbuje gdybać, lawirować, postępować zgodnie ze swoim stylem, za co spotyka go kara.

Łącznikiem między światem honoru, a światem polityki jest tu komendant "Bunny" (Robert Wisdom), który w wyznaczonym przez siebie dystrykcie legalizuje sprzedaż, posiadanie i zażywanie narkotyków (sic!)– nie tylko po to, by zmniejszyć statystyki, ale też po to, by zobaczyć, w jaki sposób wpłynie to na inną przestępczość – zabójstwa, kradzieże, gwałty, etc. ... i z niemałym zaskoczeniem odkrywa, że obniży to owe statystyki w sposób znaczny!

Bunny jak Koriolan przekracza więc granice moralne na własnych zasadach i... to go gubi. Paradoksalnie jednak Bunny zachowuje twarz - postępuje zgodnie z sumieniem - pozwaljąc na mniejze zło ogranicza większe, a o to chodzi w narzucanej mu, ale mimowolnie przyjętej  "grze statystyk". Bunny zmniejsza statystyki, ale odchodzi od prawa. Przy okazji okazuje się też, że morderstwa dokonywały się i tak, ale oderwane od przyczyny, same dla siebie, a metody zbrodni nawet zostały polepszone (ciał ofiar pozbyto się w bardziej staranny sposób, dlatego w jednym roku statystyki były male, ale po wykryciu ciał - wróciły do normy). 

„Koriolan” opowiadał o tym, jak człowiek postępuje wbrew własnemu krajowi po to, by ratować uniwersalne wartości. Niewolny od ambicji i próżności, jest jednak w największej mierze człowiekiem honoru; niewolnikiem honoru. Honoru którego nie posiadają jego przyjaciele, a – paradoksalnie – posiadają go... wrogowie.

W czwartym sezonie Koriolanem walczącym o lepsze są: nauczyciel Pryzbylewski "Prezbo" (Jim True-Frost) i ten sam komisarz, który wcześniej legalizował narkotyki, Bunny. Tutaj odchodzą oni od równych reguł szkolnych po to, by umożliwić szansę na rozwój tym którzy byliby go stanowczo pozbawieni. Nie można ani o "Prezbo", ani o komisarzu powiedzieć, by kierowali się czym innym niż walką o lepszą przyszłość dla swoich podopiecznych , a jednak ich (zwłaszcza Bunnyego) postępowanie nie spotyka się z akceptacją przełożonych. Ich zdaniem idealiści odeszli od odgórnych zasad. Tymczasem Prezbo i Bunny uważają się właśnie za ludzi zasad. Zasad, które sami stworzyli. Jak Koriolan.

Wreszcie w sezonie 5 – poświęconym w dużej mierze prasie – starszy, doświadczony, powolny dziennikarz (Clark Johnson) sprzeciwia się młodemu japiszonowi (Tom McCarthy), który chce robić karierę tempem ekspresowym - zmyślając newsy.

Walcząc o dziennikarskie standardy, stary wyga sam traci pracę, poniekąd samemu z niej odchodząc, a jednak nie zgina karku – jak Koriolan, który mówi swoim: wy mnie wyrzucacie? Nie, to ja odchodzę. Moralnie wygrywa, ale jego metoda odchodzi do przeszłości.

Trzy ostatnie sezony „Wire”, traktują też o polityce, w związku z pojawiającą się postacią Tony’ego Carcettiego (Aidan Gillen), prawnika startującego najpierw w wyborach o tytuł majora (czyli burmistrza) Baltimore, na końcu – o fotel gubernatora.

Dążenia Carcettiego wydają się dosyć przejrzyste. Chce on oczyścić miasto z korupcji, wywrócić bezład polegający na manipulowaniu statystykami przez tych samych, dobrze obstawionych ludzi. Tymczasem nie jest to możliwe - trzeba być posłusznym gubernatorowi, który domaga się "statystyk". Carcetti zaciska zęby, poprawia statystyki na papierze po to, by przeczekać ten etap w swoim życiu, a później.... wystartować w wyborach na gubernatora! Czy traci swój idealizm po to, by później powrócić do swoich zasad, już z silniejszej pozycji, skuteczniej? Znów gra na swoich zasadach łamiąc solidarność z egoistycznymi, skorumpowanymi poprzednikami. A może staje się jednym z nich? 

Zamknięciem koriolanowskiego wątku jest motyw końcowy McNulty;ego – który w ostatnim sezonie powraca w roli głównej, wcześniej nieco odsunięty na bok. Tutaj McNulty znowu nadużywa swoich przywilejów i wykracza poza standardy policyjne po to, by umożliwić w ogóle zbiurokratyzowanej policji pozyskanie środków na walkę z przestępczością. McNulty wymyśla fikcyjnego seryjnego mordercę, a pieniądze przeznaczone przez miasto na nadgodziny dla policjantów i oddziały przyznawane mu przez burmistrza (już Carcettiego), przeznacza na zaległą walkę z narkotykowymi bossami i żołnierzami mafii. Skutecznie. Niestety afera wychodzi na jaw...

Z dodatkowych ciekawostek warto napomknąć, że "Wire" narodziło gwiazdy. Idris Elba to Luther, ale i kandydat na nowego Bonda, M.K. Williams znany był później jako Chulky w "Boardwalk Empire", Dominic West - rozbił bank nagrodzonym workiem Złotych Globów 1. sezonem "Affair". Aidan Gillen to przyszły Littlefinger, drugi po Tyrionie ulubieniec publiki z "Gry o tron". To nie koniec - Tom McCarthy, grający w "Wire" w wątku o dziennikarzach, został tegorocznym laureatem Oscara za scenariusz "Spotlight" własnej reżyserii (Oscar główny, ale nagroda poszła dla producenta) o dziennikarzach-idealistach rozpracowujących nadużycia Kościoła katolickiego w Bostonie. 

01:30, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 czerwca 2016

Pierwszy sezon „Vinyla”, zakończony jeszcze przed szóstym sezonem „Gry o Tron”, zniknął trochę w jej cieniu. Warto jednak wrócić do tego o czym on opowiada. Pośród tegorocznych serialowych "debiutów" jak na razie nie ma on sobie równych.

„Vinyl” to osadzony w latach 70. serial o samych ... latach 70. O ich muzyce, o rynku muzycznym, o producentach i znanych, prawdziwych muzykach, jacy w tym czasie wypływali. Wszystko to, co docierało do nas z Ameryki w tej dekadzie to (poza filmami) właśnie muzyka, a także specyficzny styl ubierania się i czesania, spodnie dzwony, kolorowe koszule, niesforne fryzury. To wszystko w serialu jest. Ale to tylko moda, nic więcej. Trochę tak, jakby twórcy "Vinyla" zapomnieli, że 70. to znacznie więcej... Traktować ten ciekawy czas w ten sposób to tak, jakby cenić Biblię za idealnie cienki papier do robienia skrętów. 

Samemu będąc z dekady późniejszej nie mogę mówić, bym wspominał te lata z sentymentem, czy nostalgią, bo nie mogę wspominać ich w ogóle. Jednak, gdy oceniam same filmy hollywoodzkie z tamtych lat, stwierdzam, że właśnie przełom lat 60. i 70. to jedyny okres, który mnie w kinie tak naprawdę interesuje – jako okres właśnie.  Ponadczasowe filmy z lat poprzednich – o ile właśnie dlatego dobre, że ponadczasowe, wybijały się pomimo swoich czasów – tak te z lat 70. - właśnie dzięki nim.

Dlaczego? Zanim napiszę o "odrodzeniu" kina w latach 70. – muszę powiedzieć o jego śmierci, a skoro o jego śmierci – o wcześniejszym życiu.

Kino amerykańskie miało się wbrew pozorom całkiem dobrze w latach 40. kiedy to święciło tryumfy kino noir, które w dość poważny sposób opisywało rzeczywistość. Podobnie seria powojennych dramatów zaangażowanych społecznie, pokroju filmu o alkoholizmie: "Stracony weekend", czy powojennych "Najlepszych lat naszego życia". Zupełnie nieznośnym jednak był kodeks Hayse'a*, który choć działał wcześniej, to zaczął się odbijać na jakości filmów dopiero po dość dłuższym okresie, spowodowanym w dużej mierze przestojem i wyczerpaniem się sposobów jego omijania w granicach prawa.

Uściślijmy. Kodek Hayse'a miał bezpośrednie przełożenie na jakość filmów hollywoodzkich i nie ulega to żadnej wątpliwości, ale przez jakiś czas filmowcy jakoś sobie nie tyle z nim, co ze swoimi filmami radzili. Dopiero po dwudziestu latach nastąpiło zmęczenie i kryzys, w związku z którym od początku lat 50. do drugiej połowy lat 60. dobrych amerykańskich filmów było stosunkowo niewiele – na tle wcześniejszych i późniejszych lat, a filmy wybitne z tego czasu można policzyć na palcach dwóch rąk, a może i ręki jednej: "Dwunastu gniewnych ludzi" Lumeta, filmy Kubricka, niektóre Hitchcocka, czy Billy'ego Wildera.

Europa w tym czasie prześcigała Amerykę, to Brytyjczycy wymyślili Bonda – niepoprawnego politycznie, łajdackiego, hedonistycznego bohatera, który cynicznie i niepoprawnie politycznie traktował kobiety, gejów, a bywało i, że obcokrajowców; zabijał w służbie swojemu krajowi, w dodatku wiódł życie playboya, zmieniał kobiety, kraje, drinki i samochody. Uosabiał amerykański tryb życia – ale jako agent brytyjski dbał o pozory manier i traktował swoją pracę serio.

Bond – będący brytyjską parodią Amerykanina był zarazem prototypem bohatera kina akcji, jak i kina bezrefleksyjnego, ale jakże satysfakcjonującego masy.

I nagle buch! – koniec lat 60. "Swobodny jeździec", "Nocny Jeździec" i "Absolwent" - filmy łamiące obyczajowe normy, ukazujące ludzi zagonionych w swojej normie i przełamujących samych siebie. Kolejne filmy takie jak "Narkomani" Schatzberga ukazujące tytułowy problem społeczny od jednej strony a "Francuski łącznik" – od drugiej, podobnie "Serpico" prawiący o korupcji policji, "Sieć" i "Pieskie popołudnie" o korupcji mediów, a "Rozmowa" i "Wszyscy ludzie prezydenta" – o korupcji polityki.

Wszystkie oscarowe filmy z tej dekady to praktycznie niepowtarzalne perełki. Ojcowie chrzestni, „Francuski łącznik”, „Annie Hall”, „Łowca jeleni”, "Rocky", „Lot nad kukułczym gniazdem” - nie ma w tym szeregu filmu średniego, czy przestarzałego, to po prostu klasyki. Nawet w filmach mniej spektakularnych takich jak „Strach na wróble”, „Narkomani”, czy „Serpico” (wszystkie z Alem Pacino) – czuć było zaangażowanie społeczne, bohaterów nieszablonowych, aktorów wcale nie modeli, ale wyglądających na zwykłych ludzi (Jack Nicholson, Dustin Hoffman, Gene Hackman, Al Pacino i Robert De Niro to – moim zdaniem piątka najlepszych aktorów w ogóle – wszyscy wypłynęli na przełomie poprzedniej i na początku tej dekady. Ich filmy zaczęły nie tylko przechodzić z marszu do klasyki kina, ale stały się filmami kultowymi, wielokrotnie oglądanymi, cieszącymi oko i ucho, nie z powodu eskapizmu, przestarzałej metody uszczęśliwiania widowni nieszczęsnymi musicalami, ale pokazywania im sytuacji ekstremalnych, ale też tych z ich własnego życia.

Co do estetyki, czyli buntowniczej formy lat 70, to jej istota wynikała z zerwania z manieryzmem. Przemiany obyczajowe, które dopiero co zaszły w Ameryce, inspiracja Nową Falą i neorealizmem włoskim, a także kinem psychologicznym Bergmana, czy Bunuela to główne przyczyny odrodzenia kina USA. Kino po zapadnięciu się w sobie i ściganiu własnego ogona w nieznośnych musicalach lat 60. powróciło do drogi eksperymentu i oddziaływania społecznego – nieskrępowane już kodeksem Hayse'a. Otwarcie "Maratończyka" to celna diagnoza zmęczenia wieczną wojną - reakcja także na Wietnam, który powracać będzie w wielu filmach, przez "Taksówkarza" (Travis to weteran z misji na Półwyspie Azji Południowo-Wschodniej), "Oswobodzenie" (wyprawa rzeczna to aluzja do Wietnamu) aż po opus magnum lat 70., czyli "Czas Apokalipsy" z kultową muzyką Doorsów.

"Ulice nędzy", czy"Ojciec chrzestny" niezależnie od siebie prawiły o przestępczości, ale i o upadku człowieka, czy to wśród nizin społecznych i ludzi pozbawionych perspektyw, czy u szczytu bogactwa i władzy. Filmy te opisywały rzeczywistość, na zmianę dodawały jej majestatu i turpizmu.

Kino musi jednocześnie pokazywać rzeczywistość, jak i lekko ją odmieniać. Możliwe, że zbyt poważna, depresyjna tematyka filmów lat 70. spowodowała odwrót w stronę kina Nowej Przygody, eskapistycznego, ale za to pełnego akcji, przygód i nie tak znowu głupiego scenariusza, czy nudnych bohaterów; przy całym sceptycyzmie wobec "Szczęk" i "Gwiezdnych wojen" nie sposób odmówić bohaterom skomplikowanych - jak na kino akcji tożsamości, czy prymatu inteligencji i siły woli nad szczęściem, czy fizycznymi cechami. Ta psychologiczna siła pojedynku człowieka z rekinem, czy zmaganie się Luke'a z własnym ojcem – to tonacja, którą kino rozrywkowe zawdzięcza podwyższonym standardom kina lat 70.

Dzisiaj w "Transformersach", "Szybkich i wściekłych", czy w "Niezniszczalnych" Stallone'a nie może być mowy o gdybaniach robota nad własną tożsamością (jak w "Łowcy androidów" – "T4", czyli czwarta część "Terminatora" to wyjątek). Jeszcze Oscarowy "Rocky" – ze Stallone dbał o ukazywanie bohatera jako sympatycznego chłopaka z nizin, ale wspomniany Vin Diesel, czy Punisher: War Zone wolą napierdalać przeciwnika niż rozprawić się z nim w sposób inteligentny, psychologiczny.

Filmy retro, które odwołują się do lat 70. w sposób jawny – to mistrzostwo gatunku."Monachium" – jeżeli jest dobre, to dzięki "Dniowi szakala", "American Gangster" – dzięki "Serpico", "Marsylski łącznik" dzięki "Francuskiemu łącznikowi", wszelkie filmy biograficzne osadzone w tych latach: "Lovelace", "Badaasss", „Teksańska masakra” stanowią bezpośrednią aluzję do "Głębokiego gardła", czy "Sweet Sweetback Baadasssss song". Remaki horrorów są często zakorzenione właśnie w postawieniu sprawy w sposób taki, jak w filmach z tamtych lat.

"Vinyl" mówi głównie o muzyce, a także o ikonach popkultury tamtych lat, przy czym raczej o nich nie mówi, tylko o nich wspomina. Andy Warhol, Elvis Presley i t.d. to takie znaczniki. Jednak to, czego temu serialowi brakuje, to wielkości - ujęcia naprawdę ważnego tematu w sposób epicki* (*kalkując z amerykańskiego slangu). To, co udaje się "Vinylowi" mimo jego monotonii, to zachowanie atrakcyjnej fabularnie klamry - jest morderstwo w pierwszym odcinku, to i musi być w ostatnim. O ile pomysł ten zawiódł twórców "House of Cards" (wiceprezydent - morderca to jednak zbyt tandetne rozwiązanie), to w "Vinylu" jest to OK, bo główny bohater nie jest politykiem, ani postacią rzeczywistą. W "Vinylu" sprawdza się aktorstwo Bobby'ego Cannavale'a w roli Richiego Finestry - producenta muzycznego ukazanego jak gracz giełdowy w "Wilku z Wall Street", czy jak zarządca tytułowego "Kasyna" w poprzednich dziełach Scorsesego (odpowiedzialnego za pilot serialu). To celny skrót myślowy - każdy muzyk uważa po cichu swojego wydawcę za bandytę (casus "Jesteś bogiem" i postaci granych przez Piotra Nowaka i Arkadiusza Jakubika). 

C.d.n. ...

*kodeks Hayse'a (od istniejący w Hollywood w latach 30.-60. XX wieku 

13:37, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »

Spotkanie z Martinem Caparrosem ("Głod") w niedzielę 12.06.2016 roku o 14:00 w namiocie obok Pałacu Szustra w ramach Big Book Festival. Wstęp wolny.

01:47, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »

Dominika Nasadko, IV rok

Robert Jankowski

Valeriya Matselskaya IV rok

Ada Lewicka (po lewej u góry trawestacja sztuki Yerbossyna Meldibekova)

Grzegorz Pieniak II rok.

ASP, W-wa 2016, fot: 4free.

***

Nie, nie mamy prawa do publikowania zdjęć obrazów. Ale czy artyści mają prawa do trawestowania Meldibekova? Czy Bóg istnieje? Może nie, więc nikogo nie ukarze. 

01:13, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 czerwca 2016

Jakiś czas temu rzuciliśmy sucharem, że nasz blog powstał po to, by sławić prozę Karla Ovego Knausgårda... A przy okazji pisać o darmowych wydarzeniach w Warszawie. Nie byliśmy jednak daleko od prawdy. Już wkrótce premiera literacka czwartego tomu norweskiej sagi w polskim tłumaczeniu. Najlepszą próbą opisania fenomenu prozy Norwega jest... bezpośredni kontakt z samą prozą. Streszczenie, czy przybliżenie treści "Mojej walki..." musi być komiczne.

A skoro musi być komiczne - nie bylibyśmy jednak sobą, gdybyśmy nie porwali się z motyką na słońce, "Moją walkę" niejako opisując.

O tomie pierwszym można by było teoretycznie napisać przed tomem drugim, ale po co? W tej prozie nie chodzi o chronologię. Także po lekturze pierwszych dwóch tomów - może trochę na wyrost - ale polecamy lekturę Norwega w konstelacji dowolnej.

"Moja walka. Księga II" koncentruje się na wychowywaniu dzieci i ukazuje ten proces w sposób martyrologiczny. Ojcostwo (rodzicielstwo) jest kwestią cierpiętniczą, a z perspektywy pisarza usiłującego wygenerować choćby i godzinę z życia dla siebie - jak n.p. na wyjście do kawiarni i spędzenie kilkudziesięciu minut z książką w ręku - jest to nieustanna mordęga. Walka o czas prywatny to desant aliantów na Normandię - egoizm pisarza dokonuje inwazji na plażę Francji zdobytej uprzednio przez egoizm rodzica. Walka o wycinek czasoprzestrzeni to walka z ofiarami. Walka katów z ofiarami.

Rodzicielstwo prekariusza- pisarza generującego zyski nie 8 godzin dziennie 5 razy w tygodniu, ale wtedy, kiedy przychodzi na to literacka faza - to brzmi jak wyzwanie. Przełamanie fazy literackiego kryzysu to rzecz niemniej trudna niż przełamanie szyku Saracenów. Z kolei złamanie pióra po tym, jak już zaczęło się żyć z pisania, to rzecz nie łatwiejsza niż przełamanie Durandala przez Rolanda.

Knausgård jest mistrzem epiki, tak jak kowboje bywali mistrzami hipiki. Współczesny kontekst czyni z niego pisarza-hipstera, ale bardziej - interpretatora naszych czasów. Perspektywa tego, że gdzieś jest taki Knausgård piszący sobie w Sztokholmie lub  na Tromoy'i jest kojąca. Tak jak Dude i Sobczak grając w kręgle byli symbolami reaganowskiej Ameryki w wydaniu Las Vegas, tak Knausgård pisząc o sobie jest obywatelem europy doby Angeli Merkel tudzież innych jej przywódców (Prodiego? Barroso?). Norweskość jego prozy świadczy o europejskości tak jak las vegasowość Dude'a to jego kalifornijskość, czy amerykańskość. Poprzez wyspę Tromoy'ę Knausgård ukazuje całą Norwegię, cały Zachód. Spływający na kraj Hamsuna zysk z wykorzystania platform wiertniczych daje komfortowej Skandynawii pisarza dostatku, Ikeę literatury. Tak jak w szwedzkim sklepie ukazanym w "Podziemnym kręgu" jako symbol konsumpcjonizmu, tak w jego prozie jest wszystko co najlepsze do poskładania w postmodernizmie, greusowski design idei, jak i stabilizacja w niestabilności.

17:33, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »

W naszej redakcji zagościł szczerbak. Inicjatywa zatrudnienia przedstawiciela rodziny Megalonychidae /Bradypodidae może nam się kiedyś w przyszłości odbić czkawką. Internet nie zapomina. Nie jest to też familia wpływowa, a dotychczasowa działalność leniwcowatych nie przyniosła jeszcze nikomu splendoru. Ale nie ma rady - trzeba dać człowiekowi szansę. Leniwiec bardzo nalegał - kto nie zacznie kariery jako jutuber przed 30., raczej nie zacznie jej w ogóle. Uznajmy więc występ leniwca na naszych łamach za gościnny. Nie odcinamy się od niego, ale też przesadnie nie przyznajemy. 

Leniwiec poleca dwa wydarzenia: Akademię Otwartą i Big Book Festival

15:40, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 czerwca 2016

Nowym Czytelnikom uświadamiamy, a starym przypominamy, ze na 4free nie robimy przeklejek wydarzeń z Facebooka, a posty mamy autorskie. Na potwierdzenie wrzucamy przeklejkę. Zapraszaamy na przegląd prac studentów AP p.t. Akademia Otwarta.

Święto Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie
Koncerty, wystawy, otwarte pracownie

10/06/2016 (piątek)
Dziedziniec ASP w Warszawie, Krakowskie Przedmieście 5

16:00 OTWARCIE WYSTAWY PODSUMOWUJĄCEJ ROK AKADEMICKI 2015/2016

Wystawy towarzyszące 25. Międzynarodowemu Biennale Plakatu w Warszawie
17:00 Underground Images – School of Visual Arts, New York (Sala Senatu)
18:00 Wierzchołek papierowej Wieży Babel. Międzynarodowe Biennale Plakatu w Warszawie w latach 1966–2014 (Galeria Salon Akademii Wejście od ul. Traugutta)

19:00 Otwarta Akademia w Kaplicy: wystawa „Autoportrety – Reinkarnacja” grupy studenckiej Kaplica (wejście przez fosę przy budynku Wydziału Grafiki).

KONCERTY na dziedzińcu

18:30 Maja Koman
19:30 Blue Deep Shorts
20:30 MIKROMUSIC

WSTĘP WOLNY!

OTWARTE PRACOWNIE
KRAKOWSKIE PRZEDMIEŚCIE 5
Grafika 11–19/06 10:00–18:00
Malarstwo/Rzeźba 11–16/06 10:00–18:00

WYBRZEŻE KOŚCIUSZKOWSKIE 37/39
Konserwacja i Restauracja Dzieł Sztuki/Rzeźba/Zarządzanie Kulturą Wizualną
11–19/06 12:00–18:00
Scenografia 11–19/06 12:00–18:00
LUSTRO II – Spektakl Sceny Plastycznej KUL i Wydziału Scenografii ASP w Warszawie/ Reżyseria, scenariusz, scenografia – Leszek Mądzik/ 10 czerwca 20:30 / Aula/ Wstęp wolny!

MYŚLIWIECKA 8
Wzornictwo 12–19/06 12:00–20:00
Otwarcie wystawy, pokaz mody 11/06 19:00
Konferencja „Porozumienie. Projektowanie dla gospodarki.” 15/06 11:00–22:00
Architektura Wnętrz 11–19/06 10:00–18:00

SPOKOJNA 15
Sztuka Mediów 11–19/06 10:00–20:00
Święto Wydziału – koncerty, pokazy, warsztaty 10/06 18:30

Patronat medialny: CZWÓRKA – POLSKIE RADIO, CO JEST GRANE 24, METROCAFE.PL, ART&BUSINESS, ARTINFO.PL, AKTIVIST, ASPIRACJE, O.PL.

Akademia Otwarta jest tradycyjną cykliczną, imprezą plenerową towarzysząca wystawie organizowanej na zakończeniu roku akademickiego Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. 
We wszystkich budynkach uczelni sale i pracownie są zamieniane w galerie prac studenckich, które można odwiedzać przez cały dzień. Zaprezentowanych zostanie kilka tysięcy prac. Zwiedzający mają możliwość bezpośredniego spotkania z młodymi twórcami oraz ich opiekunami – profesorami akademickimi. Dla krytyków sztuki i kolekcjonerów to okazja do obserwacji procesu dydaktycznego w pracowniach oraz wypatrywania interesujących twórców najmłodszego pokolenia. Wystawa w takiej formie ma już w warszawskiej ASP kilkudziesięcioletnią tradycję. 
Na wszystkie koncerty, wystawy i imprezy wstęp wolny.

Informacje dla prasy i akredytacje do strefy prasowej na koncert: Katarzyna Błesznowska-Korniłowicz, katarzyna.blesznowska@asp.waw.pl, 515 063 768

Źródło: link

Facebook wydarzenia: link

17:03, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »

Wyświetlam wall 4.jpg

W piątek 10 czerwca o 22:30 wystartuje w Pałacu Szustra Big Book Festival - tam też będzie trwał i widniał. W odróżnieniu od Targów Książki - wstęp na wydarzenie wolny. Na otwarcie - jedyne wydarzenie - CASTING na Hamleta: Hamlet#Casting (A może 1066#Hastings?).

Organizatorzy przewidują ponad 50 spotkań w nieco mniej niż 50 godzin. To sporawo.

Z największych pisarzy stawią się Ed Vulliamy, autor wydanej przez Czarne "Ameksyki", Kristina Sabaliauskaite, litewska pisarka, autorka przetłumaczonej w zeszłym roju "Silvy Rerum", powieści dziejącej się w XVII-wiecznym Wilnie, a także Martin Caparros - autor tegorocznej, wielkiej antologii reporterskiej "Głód". Ze znanych pisarzy zagranicznych gościć będzie również Boris Akunin.

Pałac Szustra, Morskie Oko. 10-12. czerwca 2016.

Szczegółowy program TUTAJ

17:01, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 125
| < Czerwiec 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
Facebook
Filmy o prekariacie
Idea 4free
Knigi
Precenzje 4free
Recenzje 4free z 2012 roku
Recenzje 4free z 2013 roku
Recenzje 4free z 2014 roku
Recenzje 4free z 2015 roku
Recenzje 4free z 2016 roku
Wystawy
Za darmo raz w tygodniu
Zawsze za darmo