Kultura for free, ale i nasza praca for free. Prekariusze - wszystko za darmo, ale nie na darmo - przynajmniej taką mamy nadzieję! Zapowiadamy darmowe wydarzenia w Warszawie.
Kategorie: Wszystkie | Kultura | Warszawa
RSS
wtorek, 03 października 2017

Nie chcieliśmy polecać w ciemno, więc polecamy wystawę dopiero teraz, ale za to po obejrzeniu.

Oskar i Zofia Hansenowie, Forma Otwarta

Do 29.10.2017 w Muzeum nad Wisłą jest do obejrzenia wystawa Oskara i Zofii Hansenów "Forma Otwarta". Oskar Hansen (1922- 2005) i Zofia Hansen (1924- 2013) - znana para polskich architektów zaprojektowała m.in. Przyczółek Grochowski i Osiedle Rakowiec WSM.

Wzorując się na wielkopowierzchniowym budownictwie mieszkaniowym Le Corbusiera dążyli do tego, by przyszli mieszkańcy osiedla mieli wpływ na szacowany układ mieszkań, które mieli nabywać. Była to t.zw. architektura partycypacyjna  - niestety jej projekt nie powiódł się, bo mieszkania przydzielone zostały losowo.

W pokazanych w Muzeum nad Wisłą projektach widać przyświecające Hansenom idee- niektóre sprzeczne ze sobą  - z jednej strony Hansenowie opowiadali się za architekturą Formy Otwartej (polegającej m.in. na partycypacyjnym projektowaniu wnętrz i dowolnym ustawianiu n.p. ścian działowych) ale sprzeczną z tą ideą wydawała się ich wizja Linearnego Systemu Ciągłego - projektu czterech "liniowych miast rozciągających się przez całe terytorium Polski, od morza do Tatr". Trudno o bardziej totalną architekturę w której taki drobiazg jak ściana działowa nie miałby najmniejszego znaczenia, gdy - do jego realizacji zniszczona byłaby cała infrastruktura kraju i przebudowana od zera architektura. Hansenowie sprzeciwiali się odgórnemu narzucaniu rozwiązań architektonicznych - sami jednak takie rozwiązania projektowali.

Hansenowie niewątpliwie byli wizjonerami wykraczającymi poza stereotypowo rozumianą architekturę, ale i poza architekturę w ogóle. Wystawę Hansenów składającą się z modeli architektonicznych urozmaicają liczne bryły i projekty przypominające rzeźby abstrakcyjne, a także dokumentacja ich prac - m.in. (prawdopodobnie jedynego) zrealizowanego dzieła architektury partycypacyjnej, czyli domu, który Hansenowie zaprojektowali i zrobili sobie sami.

 

19:39, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »

Nie jesteśmy złymi ludźmi, ale czynimy zło.

John Rayburn (Kyle Chandler),

"Bloodline" 

 

To motto dobrze oddaje sens najlepszego serialu Netflixa, a przynajmniej pierwszego sezonu.  Gdy do szacownej rodziny florydzkich hotelarzy, Rayburnów, powraca po latach czarna owca, - przemytnik narkotyków Danny (nagrodzony za tę rolę Emmą fenomenalny Ben Mendelsohn, zdjęcie u góry) - po to, by przerwać niekontrolowana spiralę przemocy, zażegnać chaos i zagrożenie dla pozostałej rodziny - jego brat, stróż prawa, John będzie zmuszony posunąć się do ostateczności. 

Nieunikniony, ale zapowiedziany w motcie finał pierwszego sezonu na dobrą sprawę zamyka "Bloodline" w jego najlepszej, najbardziej dramatycznej formule, głównie dlatego, że usuwa swoją centralną postać, ale tak samo jak w "Narcos" śmierć Escobara nie oznacza zakończenia opowieści, tak i w tym przypadku Netflix otwiera nową opowieść - o czymś innym: o poszukiwaniu pokuty (lub o ucieczce przed nią), o potrzebie zrozumienia i samoakceptacji przez pozostałych bohaterów. A także o odnajdywaniu Danny'ego w sobie przez każdą wciąż żywą postać. I o klasowych podziałach w Ameryce ni  na świecie.

John w pierwszym sezonie wygląda na zupełnie niewinnego i nawet dobreo człowieka, który chcąc dobrze, zaplątany mimowolnie w rodzinne interesy by bronić najbliższych rodziny dopuszcza się zbrodni. Jego moralne poczucie winy widać na długo przed zbrodnią- ta ma charakter raczej spontaniczny. John od początku dawał sie czuć odpowiedzialny za niewesołą sytuację Danny;ego, za jego odrzucenie i pozostanie reszty rodziny w samozadowoleniu.

John i reszta rodziny to ameryka A, Dannywraz ze swoimi wspólnikami to Ameryka B.

Wymowa "Bloodline" w drugim i trzecim sezonie zmienia się. Okazuje się bowiem, że to,co było sugerowane, że dobrzy ludzie czynią złe rzeczy nie jest  taką prawdą - Jonh ma na sumieniu nie tylko brata, ale pewien styl życia, który można przyrównać do poczucia winy bogatego nad biednym w "The Square". Gdyby "Bloodline" zakończył się na jednym sezoie kwestia dosłownego rozliczenia win Johna pozostałaby otwarta. W dalszych sezonach John wraz z wtajemniczoną w jego wybór rodziną jeszcze bardziej zaplątue się w sieć zła - i szukając kozła ofiarnego pośród wykluczonych znajomych Danny'ego chce zasugerować niejako, że wyluczenie i problemy Ameryki B są jej wyłączną winą.  

Na następcę Danny'ego wyrasta trzeci brat, Kevin (Norbet Leo Butz)- życiowo niezaradny, śmieszno-smutny przegryw i pół-desperat przypominający postaci grane przez Philipa Seymoura Hoffmana, Williama H. Macy'ego, Johna C. Reilly'ego lub naszych aktorów kina moralnego niepokoju. To człowiek złamany. Nie wyszedł jego biznes z łodkami, toteż Kevin szuka innych sposobów od odbicia się od dna. Kevin podobnie jak Danny popada w tarapaty, w odróżnieniu od Danny'ego nieświadomie, ale poprzez swój oportunizm. Suma sumarum dochodiz jednak do tego, że zaczyna się trudnić dokłądnie tym samym, co Danny. Różnica jest taka, że pozostaje lojalny wobec rodziny, co jest wybaczalne.

I dzięki Davidowi właśnie "Bloodline" pozostaje kolejną historią z narracją o walce klas. 

John, wybrany syn hotelarzy to uosobienie klasy posiadającej, kto ma, ten mu będzie dane, a kto nie ma temu zabiorą to, co (mu się wydaje, że) ma.  Danny odchodząc z rodziny odszedł nie dla własnego kaprysu. Od lat oskarżany był przez ojca (zmarły w te wakacje Sam Shephard) o śmierć siostry, której nie zapobiegł w czasie nie do końca udanej kąpieli w oceanie. Ale ojciec sam święty nie był - John wiele lat po fakcie dotarł do nagrań z których wynikało, że Danny był przez swego antenata molestowany. Tymczasem Kevin wpada w biedę z przyczyn globalnego kryzysu ekonomicznego, ale nie odrzucając dziedzictwa swojej rodziny udaje mu się korzystać z portfeli zamożnych biznesmenów.

Daleko w tyle za braćmi nie pozostaje Diana. Jedyna (żywa) siostra trójki braci pozostaje oczkiem w głowie matki. O ile każdy z braci miał przynajmniej po jednym dziecku (John jest przykładnym ojcem, Kevin zostaje "późnym ojcem", a syn Danny'ego pojawia się w drugim sezonie, ale w trzecim częściowo zanika). Nie do końca idzie jej układanie sobie życia osobistego. Romansuje z zastępcą brata, Marco Diazem (Enrique Murciano), nie radzi sobie z alkoholem, pozoruje też wraz z Johnem przykładne życie rodzinne i asystuje przy tuszowaniu jego zbrodni.

Rozwijając wątek walki klas warto zwrócić uwagę na to, że los Danny'ego jako dziecka nie był do końca w jego rękach - jego wykluczenie wynikło z takiego, a nie innego wyboru i upodobania ojca. Milczące rodzeństwo niewiele pomogło. Także pozostający w tle Kubańczycy tragicznie spaleni w czasie pożaru łodzi na oceanie, kryminalista Latynos Ozzy (John Leguizzamo), czy kombinator Irlandczyk Eric O'Bannon (Jamie McShane) nie wyglądają na ludzi spełniających amerykański sen możliwy do wykonania w jednym pokoleniu bez względu na społeczne pochodzenie, rasę, czy majątek.

Reprezentacja nowego, latynoskiego szeryfa, Aguirre (David Zayas), czy czarnego prokuratora (Mario Van Peebles) przypomina, że świat jest momentami etnicznie zdemokratyzowany, ale głównie w administracji publicznej, a nie w biznesie. W tym ostatnim dominują biali w wieku emerytalnym - Beau Bridges (biznesmen mający pół Florydy) i Sissy Spacek (hotelarka, matka Rayburnów). 

Amerykański sen ma się źle. I choć hotel Rayburnów nie jest jakąś zapadł dziura symbolizująca upadek Ameryki, to już jakieś złe dzianie się, kryzys wzajemnego zaufania, czy koniec snu może zapowiadać.  Inna sprawa, że surowość z jaką Rayburnowie mówią swoim niepożądanym gościom "wynocha!" budzi pewien respekt -trzeba mieć niesamowicie wygórowane zdanie o sobie, żeby do tego stopnia wyzbyć się ogłady i odpychać od siebie ludzi. I tak właśnie postępuje Północ wobec Południa.

Podobnie jak odwrócenie ról biblijnych, gdzie jabłko podaje Adam, a mordercą jest Abel. Twórcy "Bloodline" nie mają złudzeń, to nie wykluczeni zabijają wybranych; to bogacze, uprzywilejowani bracia codzienne w pewnym sensie zabijają biednych, odrzuconych, a dzieje się tak z powodu poczucia winy lub niemożności zmiany w sytuacji, przesuwania granic.

17:46, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 października 2017

Zdjęcie użytkownika 4free.blox.pl.

Kawa, donat i szachy - czyli Twin Peaks wannabe

Premiera trzeciego sezonu "Miasteczka Twin Peaks" to najbardziej oczekiwany serialowy powrót od czasu "Z Archiwum X". Oba te seriale u progu lat 90. ustawiły poprzeczkę przyszłym produkcjom. Nie tylko przyciągnęły młodzież i kinomanów żądnych ekscytujących lub alternatywnych wrażeń, ale wytyczyły też nowy sposób prowadzenia narracji serialom w ogóle. Łączyła je tendencja do zjawisk paranormalnych. Po premierze "Twin Peaks" nie sposób było włączyć telewizora, by nie obejrzeć seriali naśladowniczych, od familijnych "Eerie Indiana", przez "Millenium" po "Zdarzyło się jutro" (z Kylem Chandlerem z niedługo przez nas omawianego "Bloodline"). Od tego niewiele brakowało, by razem z demonem Bobem, czy rodziną Peakoków na ekrany wysypały się z telewizorów wampiry z "Buffy" smoki z "Xen " i "Herkulesów", aż absurd osiągnął granicę pułapu.

Gdy formuła się wyczerpała, wektor telewizyjny na kilkanaście lat przechylił się w drugą stronę; różne C.S.I udowodniały, że Boga i diabła nie ma, duszy też, a do wytropienia bandyty wystarczy dobry komputer; naturalistyczne produkcje HBO rozkładały człowieka na czynniki pierwsze, udowadniając leniwcom niezaczytanym we Freudzie, że duszy nie ma - aż i ta formuła wyczerpała się i nastąpiła kolej na "Czystą krew" "Żywe trupy" i "Grę o tron", w tej ostatniej gdzie pomału następował zwrot od Szekspira z pierwszego sezonu ku walce zombie ze smokami w sezonie przedostatnim. Historia zatoczyła koło, świat "Twin Peaks" w sezonie 3 musi zaskoczyć czymś nowym. 

Tymczasem w "Twin Peaks" zjawiska paranormalne nie były jak w "Z archiwum X" absolutnie niezbędne do poprowadzenia głównej linii narracyjnej. W pierwszym i drugim sezonie "Twin Peaks" chodziło o sprawę śmierci Laury Palmer, którą prowadził agent Cooper (Kyle Maclachlan). Gdy okazało się, że Laurę zabił jej rodzony ojciec, Leeland (Ray Wise) uruchomiono kolejny wątek seryjnego mordercy Windoma Earle'a (Wenneth Wels), który jak się wyjaśniło był od zawsze nemezis agenta Coopera.

Ale na tym nie koniec - o ile Leeland działał pod wpływem, tajonych emocji skrytych pod płaszczykiem małomiasteczkowego burżua, tak Earle był czarnym charakterem od samego początku. Obaj byli też .... opętani, tak, opętani przez demona, Boba (Frank Silva).

Bob w miarę serialu stał się głównym złym przeciwnikiem, niezmaterializowanym, ale przechodzącym z człowieka na człowieka - by w ostatnim odcinku - we śnie Coopera przejść z Windoma w samego Coopera, a raczej w jego Doppelgangera.

W prequelu serialu, czyli w filmie "Twin Pekas - Ogniu krocz za mną" zbrodnia ukazana jest w skali 1:1, a na koniec Lynch serwuje cliffhangera -ukochana  Coopera Annie Blackburn (Heather Graham) zostaje postrzelona i znajduje się na granicy życia i śmierci.

 Tak więc u progu 3. sezonu "Twin Peaks" trzy zagadki zostaną nierozwiązane - co z Cooperem? Co z Annie? Co z Windomem?

Do tego dochodzą zniknięcie poprzedni agenci - Philip Jeffries (David Bowie), Chester Desomnd (Chris Isaal), a także Sam Stanley (Kiefer Sutherland) - wszyscy trzej widziani w "Ogniu krocz za mną".

 

Trzeci sezon "Twin Peaks" nie ułatwia rozwiązania dwóch z trzech zagadek - Widom i Annie w ogóle się nie pojawiają - te watki zostają urwane.

Lynch zastępuje Windoma - Doppelgangerem Coopera - MacLachlan pojawia się tu w mrocznej stylówce - z czarnymi soczewkami.

Lynch ściąga swoje ulubione Naomi Watts - jako żonę Coopera i Diane jako jego niewidzianą w pierwszych sezonach partnerkę (Cooper nagrywał jej się na dyktafonie; jej obecność była domniemana, Diane równie dobrze mogłaby nie istnieć).

We śnie pojawia się zarówno Laura, jak Leeland. Poza tym olbrzym

Co nam daje 3. sezon "T.P."?

-Davida Bowiego wskrzeszonego w postaci imbryka.

-Franka Silvę wskrzeszonego w postaci latającej kuli

-Poczciwego Dougiego Jonesa, czyli cierpiącego na całkowity zanik pamięci i echolalię agenta Coopera. Echolalię.

-Kadry inspirowane malarstwem anglosaskim, m.in Francisa Bacona: "Portrait of a Man

-Powrót wspomnianych: Coopera, Laury, Leelanda, Andy'ego, Lucy, a także Hawka, Shelly, Bobby'ego, Audrey Horne i braci Horne'ów, Dużego Eda, Sary Palmer, Jamesa, Normy, olbrzyma, szalonego psychologa, wreszcie Gordona Cole'a (sam Lynch).

-Nowa generacja - dzieci dzieci z pierwszych serii: Caleb Landry Jones, Amanda Seyfried, wspomniany; syn Andy'ego i Lucy Wally'ego Brando (Miachael Cera w stylówce Brando z "Dzikiego").

-Nowe, ale stare gwiazdy: Tim Roth, Jennifer Jason Leigh, Jim Belushi, Robert Knepper, Tom Sizemore, Robert Forster.

-Magiczną zieloną pięść niszczącą demony.

-Żaboćmę.

-Demony nuklearne (poatomowi ludzi-cienie).

-Pożegnania; po wyprodukowaniu trzeciego sezonu zmarło troje aktorów, którzy w nim zagrali: Miguel Ferrer (agent Albert Rosenfield), Harry Dean Stanton (poczciwy przechodzień) i Catherine Coulson (kobieta z pieńkiem).

"Twin Peaks" nie został w tyle za innymi serialami - pokazał po latach, że taką dawkę psychodelicznych sekwencji zajmujących czasami po dwa-trzy odcinki na raz jest w stanie zaserwować tylko on, Lynch. Nikt inny nie zakończyłby serialu w przedostatnim odcinku, by na finał dać nieustanną, kilkudziesięciominutową sekwencję z oświetlonym reflektorami asfaltem pokrytym pasami drogowymi, widzianym przez przednią szybę samochodu (to nie jest żadne nawiązanie do "Zagubionej autostrady" Lynch w co drugim filmie pokazuje pustą szosę).

Lynch nie zawiódł; ani się nie sprzedał, ani nie oszalał. Udowodnił, że można stworzyć swoją własną kategorię opowieści do której nie ma sensu równać (od zewnątrz), ani przesadnie się od niej oddalać (patrząc od środka). Każdy odcinek kończy występem niezależnego zespołu i przypominającą Jarmuscha rozmową za każdym razem kogo innego, na temat zastępczy.

Opowieść o rozdwojonym, a w zasadzie fragmentaryzowanym i ponownie odnalezionym ego Coopera nie jest niczym więcej niż snem - ale jest to sen jedyny w swoim rodzaju, sen o Ameryce, sen o wolności, o walce dobra ze złem i o samotności. Ale też o żaboćmie, zielonej pięści, ludziach poatomowych i imbryku.

Czwartego sezonu raczej już nie będzie, ale gdyby Lynchowi przyszło do głowy przykazać potomnym by nakręcili "Twin Peks 4" za kolejnych 25 lat z żywymi jeszcze aktorami - #oglądałbym. 

20:39, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 września 2017

"Syn" - serial AMC z Piercem Brosnanem można oglądać niezależnie od jakichkolwiek wcześniejszych produkcji zarówno tej specyficznej stacji, znanej z serialu genialnego "Breaking Bad", popularnego "Walking Dead", docenianego Mad Men", czy specyficznego "Hell on Wheels", jak i bez znajomości westernu, czy poprzednich filmów Pierce'a Brosnana. Ale po co?

"Syn", adaptacja nominowanej do Pulitzera powieści Philippe'a Meyera, (którą zresztą recenzowaliśmy) to western, który wchodzi w buty zakończonego w zeszłym roku tasiemca "Hell on wheels", serialu, który ciągnął się jak tytułowa transkontynentalna sieć kolejowa budowana w drugiej połowie XIX wieku w USA. Główny bohater "H. o W.", Cullen Bohannon grany przez charyzmatycznego Ansona Mounta nie wabił być może samoistnie magnetycznym nazwiskiem aktora, znanego co najwyżej z pełnometrażowego filmu z Britney Spears, ale stworzył w zasadzie z niczego swoją legendę (dzięki odkrytej przez twórców charyzmie aktora i drugiemu planowi z Colmem Meaney'em na czele) pozwolił stacji na opowiedzenie całej historii w serialu od początku do końca, bez konieczności zerwania emisji, jak w przypadku wcześniejszej produkcji konkurencyjnej stacji kablowej, HBO - lepszej jakościowo, ale znacznie mniej dynamicznej produkcji zwanej "Deadwood", która w zasadzie się urwała, nawet nie w zakończeniu otwartym jak "Wire", ale w zawieszeniu, na szczęście bez cliffhangera jak kultowy urwany serial z lat 80. "Crime Story", na końcu którego główni bohaterowie (dwaj policjanci i dwaj gangsterzy) spadają do ocenu samolotem i nie widzimy czy giną, czy przeżywają (pierwszy sezon "Crime Story" zakończono wybuchem bomby atomowej, a bohaterowi przeżyli cóż więc przepłynięcie wpław do brzegu lub wyratowanie łodzią patrolu morskiego?)

"Syn" bez dygresji - jest serialem dość prostym, bo mówi o młodym Amerykaninie (Jacob Lofland, zdjęcie u góry) porwanym przez Komanczów i o tym samym, już starym (Brosnan, zdjęcie u dołu), który jest zupełnie innym człowiekiem, wielkopowierzchniowym latyfundystą chcącym się przebranżowić w magnata naftowego wbrew interesom lokalnej, meksykańskiej społeczności reprezentowanej przez familię Pedro Garcii (granego przez Carlosa Bardema, brata Javiera).  

 "Syn" jest serialem skrzyżowania kultur: amerykańskiej, meksykańskiej i autochtonicznej. Stary Eli jest tym właśnie skomplikowanym przedsiębiorcą, który z bogatym życiorysem zachowuje się tak, jakby całe życie pracował w banku a jego domeną było wysysanie pieniędzy, dreeeeeeeeeeeeeeeeeeeenaż - jak to prawił - H.W. Plainview (D.D Lewis) w "Aż poleje się krew". Gdy bohater tego właśnie, najlepszego póki co filmu amerykańskiego w XXI wieku (na równi z "To nie jest kraj starych ludzi") nakazał swoim pracownikom dzień przerwy po śmierci kolegi przygniecionego wiertłem - wykazał się tyleż współczuciem, co cynicznym wyrachowaniem,, na który nie zdobył się jego ubogi  krewny, Borowiecki (Daniel Olbrychski) w "Ziemi obiecanej" Wajdy 33 lata wcześniej. 

Eli McCullogh to wcielenie zła - bliżej mu do Borowieckiego niż do Plainview, skłonny jest bowiem eksterminować całą lokalną społeczność (czyt. Garciów) po to, by wydobyć ropę - on jednak motywuje swoje działania w zasadzie rasowo - dzięki czemu obraz jest jaśniejszy - Eli to nazista w skali mikro. Ludobójstwo, które kończy sezon 1 jest w książce zawarte we fragmencie początkowym - serial idzie nieco innym torem - sugeruje, że Eli ma powody do wdzięczności i przyjaźni dla lokalnej społeczności - ta ratuje go przed najazdem Meksykanów zza południowej granicy - tu efekt jest pozorowany -  skurwysyństwo bohatera musi być jeszcze większe.

Naturalnie powoduje to w widzu efekt wymiotny - taki nazista nie powinien być już głównym bohaterem - to wszak nie "Łaskawe". W oryginale zachowany jest kontrast - Eli opowiada sam o sobie jako o młodym , mając już 100 lat - do radia. O starym opowiada syn, Peter (Henry Garrett), który stawia ojca w negatywnym świetle. Tak czy inaczej stary Eli nie mówi sam o sobie jako o starym Elim - toteż do jego późniejszej chronologicznie postaci zachowany jest narracyjny dystans. Nie zmienia to faktu, że w równoległym wątku młodego Eliego mimo, że Komancze ukazani są jako gwałciciele i mordercy kobiet - Eli staje się ich dzieckiem i wychowankiem - pomimo porwania - bo zaprzyjaźnia się z ich niesamowitym wodzem (Zahn McClarnon - znany z drugiego sezonu "Fargo"). Eli jest więc nazistą nienawidzącym Meksykanów, ale ceniącym Komanczów - no cóż nazista to nazista - Hitler mówił, że szanuje Słowian w postaci Bułgarów, ale co z tego, skoro zabił kilkanaście, a może kilkadziesiąt milionów innych Słowian - Polaków i Rosjan? Zatem Eliego podobnie, tłumaczyć nie trzeba -to źlak.

W książce figuruje również wątek prawnuczki Eliego - w serialu nieobecnej; zamiast niej operuje wnuczka - Eli narodzony w latach 30. XIX wieku, syn w latach 60. wskazanego, a wnuczka na przełomie XIX i XX - w książce prawnuczka urodzona  jest w latach 20. XX wieku - niby się wszystko zgadza, ale Brosnan i tak jest za młody na 80-latka w 1916 r..  

***

Seriale i filmy westernowe zawsze oglądam z jakimś takim zgrzytem zadowolenia pod tytułem guilty pleasure - western to wszak końska opera, kicz nad kicze, nie cenię ani koni, ani oper, dlaczego więc mam cenić oderwanych od pługa kowbojów, którzy zamiast pójść na studia i szukać pracy w mieście błąkają się po polach i strzelają sobie w czoła kto-pierwszy-ten-lepszy? Otóż może nie z tęsknoty za pierwotnymi instynktami, ale w poszukiwaniu korzeni pierwotnego zła, narodzin trwających lub figurujących co jakiś czas niezmiennych, bezwzględnych układów. W książce Eli mówi - nie jest to być może zbyt aktualne- nikt nigdy nie zdobył żadnej ziemi legalnie. I o ile może nie dotyczy to rzeczywistości w naszym pokoleniu, ani w naszym kraju to i kilka pokoleń wstecz - a nuż. A jeżeli przełożymy to na władzę - raz daną, której nie odda się nigdy - nic wyjaśniać już nie trzeba. 

01:26, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 września 2017

Zdjęcie użytkownika Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski.

Lato mija, czas więc na wysyp wernisaży, imprez filmowych i jesieni koncertowej. Zaczynamy od tego pierwszego - od przedwczoraj nowa kolekcja Zachęty, dziś o 19:00 otwarcie wystawy "Tamam Shud" Alexa Cecchettiego w Zamku U-jazdowskim. Wystawę można nazwać kryminalną, jako że odwołuje się do prawdziwej australijskiej zagadki detektywistycznej z lat 40. - przy ciele niezidentyfikowanego mężczyzny odnaleziono tytułowe hasło "Tamam Shud",  w języku perskim oznaczające imiesłów "zakończony", zaczerpnięte z poematu "Rubajjatowie" Omara Chajjama z przełomu XI i XII wieku. Nieliczne egzemplarze tej księgi, m.in. takie z wydartymi kartkami, były poszlakami w sprawie, ale do dziś jej nie wyjaśniono. Wikipedia rozwija ciekawie niektóre wątki tej zagadki- my pozostaniemy przy samej jej idei - Alex Cecchetti uwspółcześnia ją przenosząc ją do XXI wieku; tworzy zarazem dwuletni projekt literacko - muzyczno - performersko - wystawienniczy. Konceptem głównym interaktywnej powieści jest to, że jej narrator nie żyje, co nie przeszkadza mu dalej prowadzić śledztwo we własnej sprawie. To się nazywa zaangażowanie. 

Podzielona na rozdziały książka pisana i tworzona jest na żywo lub interaktywnie, wystawa jest jedynie jednym z jej rozdziałów (epizodem 6). Czy będzie to bardziej wystawa-scenografia, czy perforamns - w którym obrazy odgrywane będą na żywo, przekonamy się już dzisiaj. Dla urozmaicenia wieczoru możemy spodziewać się koncertu i występu aktorskiego. 

Szczegóły: link

14:51, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 31 sierpnia 2017

Dziś wstęp wolny do Zachęty - od wczoraj prezentowana jest tam wystawa "The Best Gallery. Nowości w kolekcji", na której prezentowany jest m.in. pomysł kolektywu zwanego Grupą Azorro - stworzenia najlepszej galerii. Zachęta prezentuje nowości swojej kolekcji i zachęca zapewne nieco autotematycznie do spojrzenia na wystawę jako na wystawę o wystawach.   

Artyści wystawy: Grupa Azorro, Karolina Breguła, Stefan Gierowski, Elżbieta Jabłońska, Jerzy Jarnuszkiewicz, Koji Kamoji, Anna Molska, Tomasz Osiński, Katarzyna Przezwańska, Konrad Smoleński, Olga Wolniak, Ewa Zarzycka.

Inną wystawą do obejrzenia jest malarstwo Austriaczki Marii Lassnig (1919-2014). 

Źródło zdjęcia: Zachęta.

17:48, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 sierpnia 2017

Jako, że lato trwa głównie symbolicznie, na papierze, pozostaniemy przy celulozie, ale skoncentrujemy się na rozpoczynającej się de facto jesieni literackiej i na związanych z nią najważniejszych nagrodach literackich.

5. Man Booker Prize

Pewniakiem jest „Kolej podziemna” Colsona Whiteheada. Fakt, że jako jedyna jest przetłumaczona na polski zachęca do wyłonienia właśnie jej. Do 2015 r. restrykcyjne brytyjskie przepisy, zabraniały przyznać nagrodę książce spoza Wspólnoty Narodów. Dwa lata temu przepisy bookerowe zliberalizowały się i rozszerzyły na powieść wydaną w kraju anglosaskim stąd choćby nagroda z 2015 r. dla jamajskiej „Krótkiej historii siedmiu zabójstw” Marlona Jonesa. „Kolej podziemna…” to jedna z zaledwie pięciorga powieści amerykańskich, która zdobyła w Ameryce jednocześnie dwie równorzędne nagrody literackie: Pulitzera i National Book Award - może być pierwszą jak do tej pory powieścią nagrodzoną TRZEMA najważniejszymi anglosaskimi nagrodami - cztery poprzednie nie miały na to szans ze względu na to, że zostały napisane przed zmianą przepisów. Może, ale nie musi – konkurencja jest niemała – choćby sam legendarny łowca nagród, Boba Fett literatury, Paul Auster („4…3…2…1”) lub wytrawna graczka Roy Arundhati (Bookera już ma za „Boga rzeczy małych” z 1997r.). W Polsce najbardziej znana i rozpoznawalna jest być może Zadie Smith – nominowana jeszcze w 2005 roku za „O pięknie” (Nagrodę skradł jej wtedy John Banville).

4. Nagroda Fundacji im. Kościelskich.

Tutaj krótkiej ani długiej listy nie ma. Ale młodych zdolnych małolatów jest sporawo – od lewa do prawa. Krytyka Polityczna mogłaby zaproponować skandalizującą i bulwersującą tylko tych, co jej nie czytali Dominikę Dymińską („Mięso”); jej czytelnicy zapewne już się niczym nie bulwersują.  Centrum reprezentują reprezentanci pokolenia późnych trzydziestolatków, koledzy Twardocha z Bandy Czworga – Orbitowski-Szostak-Żulczyk a prawą stronę Wojciech Engelking.

3. Nagroda Angelusa.

Krótka lista nie jest taka krótka bo liczy 14 pozycji. Operują na niej m.in. Monika Sznajderman i Witold Szabłowski, ale wrocławska ta nagroda w Polsce jeszcze nigdy nie pozostała, dotychczas zabierali ją najczęściej Ukraińcy (3 nagrody) lub Węgrzy (dwie nagrody). Wzbogacili się o nią również: Czech, Białorusinka, (noblistka Swietłana Aleksiejewicz), Niemiec, Słowak, Chorwat i Rumun. Zaskoczeniem jest brak Zachara Prilepina za głośny „Klasztor” -książka ta mimo wydania jej w 2016 r. nie figurowała nawet na długiej liście z 67 pozycjami.

 2. Nagroda Nike.

Póki co 20 kandydatów, ale poza nominowanymi bardziej widoczny jest ten, który nominowany nie jest… Bez nominacji obszedł się pewniak, Szczepan Twardoch („Król”). Pozbawieni Starka już po pierwszym sezonie do kolejnych przechodzą m.in. „Wykluczeni” Domosławskiego i „Mięso” Dymińskiej, ale nagroda powędruje pewnie do kogoś mniej znanego młodym, n.p. do wielokrotnie nominowanego Matywieckiego lub Kronholda.

1. Literacka Nagroda Nobla

To najważniejsza nagroda. W zeszłym roku (nie) odebrał jej Bob Dylan, w tym roku czas zapewne na jakąś pisarkę; Joyce Carol Oates może  pomarzyć, bo Amerykanom dwa razy z rzędu nie dadzą; może więc Kanadyjka Atwood?

15:07, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 sierpnia 2017

"Syn" Philippa Meyera to opowieść o trzech światach - o Komanczach, o białych najeźdźcach i o Meksykanach - można rzec potomkach najeźdźców przemieszanych z tubylcami, Kreolach.

Ale można spojrzeć na to jak na trójpodział władzy, na władzę wykonawczą, która daje siłę, autorytet i broni konserwatywnych wartości, na władzę ustawodawczą, która decyduje o procedurach, stanowi o literze prawa i rozwija kraj, a także na władzę sądowniczą, która będąc pomiędzy dwiema pozostałymi rozstrzyga o ewentualnych sporach.

A także na podział lewica-prawica-centrum.

Jak widać magia trójek jest fascynująca.

Paradoksem jest, że Komancze, mimo, że ukazani jako lud pierwotny, zajmują tu stanowisko radykalnie lewicowe - kojarzą się z bohaterką "Pokotu" Agnieszki Holland, czy "Prowadź pług..." Olgi Tokarczuk - Duszejko - walczą o swoje dawne terytoria, nie przebierają w środkach - zabijają białych, gwałcą ich kobiety i porywają dzieci (a później wcielają ich do swoich szeregów, jak otomańscy Turcy janczarów).

Pierwszy wątek, osadzony początkowo w latach 40. XIX wieku to właśnie wątek takiego janczara pośród Komanczów, Eliego MacCulogha. Eli jako stulatek udziela wywiadu radiowego w latach 30. XX wieku i stąd znamy przebieg jego historii (przypomina to wątek z "Małego Wielkiego Człowieka", a także filmowej adaptacji, gdzie też ponad stuletni biały wychowany pośród Czejenów opowiadał współczesnemu dziennikarzowi swoje życie). Eli nie jest jednak bohaterem niepewnym, lawirującym, moralnie zwichniętym, czy targanym wątpliwościami - jego ewolucja ma charakter na tyle psychologicznie uzasadniony, że nie budzi wewnętrznego zgrzytu, czy rozłamu, a długowieczność uzasadnia lu b wygłusza paradoks jego dwukrotnej, wewnętrznej transformacji, obrotu o 180 stopni.

 Wtóry wątek, dzienniki Petera McCulogha to spojrzenie  krytyczne na amerykańskie podboje. Peter jest wyrzutem sumienia swojego ojca, przez całe życie odrzuca wartości ojca, by pod koniec odrzucić również jego dziedzictwo. Peter jest centrystą pod tym względem, że dąży do porozumienia z Meksykanami, których stary Eli nienawidzi, już bardziej szanując Komanczów. Wątek imperializmu amerykańskiego nie istnieje jako wątek główny w powieści - młody Eli w swoim autonomicznym ojcem dopiero dohrzewa i zdany jest na los; informacje o starym Elim - w dziennikach Petera są od razu skomentowane i ocenione przez nieprzychylnego mu syna.

W trzecim wątku, Janet - prawnuczka Eliego i wnuczka Petera - okazuje się najbardziej konserwatywną postacią. Młody Eli konserwatywny nie był - porwanie przez Komanczów nie było wszak jego decyzją, a asymilacja wynikła bardziej z chęci przetrwania i młodego wieku niż z wolnego wyboru.

"Syn" Philipp Meyer [Czwarta Strona, 2016]

18:39, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 czerwca 2017



Dziś o 18:00 w U-jazdowskim cztery polskie dokumenty wyprodukowane po 1989 r. reprezentujące różne spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość.  Między innymi "Arizona" Ewy Borzęckiej. 

Oto materiał organizatorów:

Po projekcji odbędzie się dyskusja panelowa z udziałem krytyczki literackiej Karoliny Felberg-Sendeckiej, dr Jadwigi Hučkovej (UJ) oraz dr Łukasza Jasiny (Polski Instytut Spraw Międzynarodowych).
​F​ilmowy program towarzyszący wystawie Późna polskość. Formy narodowej tożsamości po 1989 roku.
Kurator i moderator spotkań: Michał Oleszczyk, Wydział Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego 

„Przestawianie zwrotnicy wyobraźni”i „Nas nie dogonią.Przestrzenie ucieczki”to dwa panele dyskusyjne,w trakcie których zastanowimy się, czy transformacja roku 1989 otworzyła przestrzenie azylu, czy raczej uruchomiła mechanizmy ucieczki. Pretekstem do rozmowy będą filmy dokumentalne i dokumenty kreacyjne na różne sposoby podejmujące temat przemian świadomości wczesnokapitalistycznej, emigracji, konsumeryzmu i kryzysu tożsamości.

"89 mm od Europy"  reż. Marcel Łoziński, 12' 

"Arizona" (na zdjęciu) reż. Ewa Borzęcka, 46' 

"Mięso (Ironica)" reż. Piotr Szulkin, 26'

"Człowiek z reklamówką" reż. Jakub Polakowski, 21'

Wstęp wolny

13:30, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 czerwca 2017

"Księga szeptów" Varujana Vosganiana dostała jesienią zeszłego roku wrocławską nagrodę  Angelusa za najlepszą książkę wydaną w Polsce w 2015 roku. Gdy wydały ją Książkowe Klimaty, usłyszało o niej wąskie grono czytelników, jednak udział w konkursie Literackiej Nagrody Europy Środkowej znacznie spopularyzował powieść, wynikiem czego było nie tylko zwycięstwo główne, ale i nagroda czytelników.

Vosganian, urodzony w Rumunii w 1958 r. jest Ormianinem i o tym kaukaskim narodzie właśnie opowiada. W "Księdze szeptów" miesza się ze sobą kilka historii, każda związana z innym pokoleniem, z innymi bohaterami i miejscami. Najstarszym wątkiem jest wątek dziadka pisarza od strony matki, który osobiście przeżył rzeź Ormian w 1915 roku. Sama rzeź, która mogła pochłonąć nawet półtora miliona ofiar to jedno z największych ludobójstw w historii, odpowiedzialność za nią ponosiło Imperium Osmańskie, a za spadkobierców zbrodni uważa się Turcję, chociaż Turcja jest w tej ocenie bardziej sceptyczna. Vosganian sugeruje temat rzezi jeszcze w pierwszym rozdziale, później na prawie sto stron zarzuca ten temat, przenosząc akcję w lata swojej młodości, do czasów zabójstwa Kennedy'ego i ormiańsko-rumuńskich na nie reakcji, które sam pamięta. Wspomina też (najmniej) o rodzicach, o czasach wojny i komunizmu w Rumunii, do której doby Caucescu. Jego wspomnienia są sielskie, sensualne - ale raczej niewinne - Vosganian pisze o zapachach i smakach dzieciństwa, o n.p. zapamiętanym przez siebie nugacie sprzedawanym na bazarze.  

Ów nugat właśnie jest dla mnie największym problemem. Lektura o doznaniach dziecka na wspomnienie tego właśnie smakołyku wydaje mi się sama w sobie niepotrzebna. Sielskośc dzieciństwa to temat szalenie naiwny i oklepany, na siłę poetycki - w najgorszym tego słowa rozumieniu - celowo kontrastowany z surowością stylu reporterskiego z kolejnych rozdziałów.

Vosganian wraca oczywiście do rzezi - opisuje całe owo historyczne wydarzenie w odpowiednim, poszerzonym historycznie kontekście, przedstawia dziesiątki nazwisk ówczesnych możnowładców, którzy milczeli, albo buntowników, którzy postanowili działać. I tak ciekawszym z rozdziałów jest ten o mścicielach, którzy postanowili odpłacić Turkom za ich zbrodnie, organizując udane zamachy, m.in. na byłego ministra spraw wewnętrznych Imperium Osmańskiego w czasach popełnianych zbrodni. Pisze tez o uchodźcach i państwach przyjaźnie do nich nastawionych - t.j. o Rumunii właśnie.

Vosganian w jakimś sensie oddaje sprawiedliwość swoim rodakom - pokazuje ich jako naród bez państwa, który do 1991 r. i do rozpadu ZSRR niepodległością cieszył się nie aż tak znowu długo, mimo tego, że Armenia uznawana jest za pierwszy chrześcijański kraj świata. Nie pisze oczywiście o tym, o czym wspomina polski reporter, Wojciech Górecki w "Toaście za przodków", czyli o okupowaniu przez Armeńczyków azerskiego Górskiego Karabachu - ale też nie jest to z założenia książka o  wszystkim - o współczesnej państwowości Armenii wszak Vosganian nie pisze prawie w ogóle.

"Księga szeptów" wydaje się ważna z perspektywy warszawskiego prekariatu jako powieść o godności w dobie upodlenia, o przetrwaniu w czasach apokalipsy. Vosganian daje małemu narodowi nadzieję na przetrwanie w czasach wojen, totalitaryzmów i wielkich systemów. Pokazuje, że pomoc uchodźcom to miły i ważny gest na arenie międzynarodowej, a dla samych uchodźców - ratunek przed rzezią. "Księga..." jest interesująca jako lekcja historii, ale w materii samej literatury, czy nowych tropów filozoficznych, albo narracyjnych pomysłów - 4ree trochę żałuje, że nagrody nie zdobyła Kristina Sabaliauskaite za "Silvę rerum" - powieść o XVII-wiecznym Wilnie, w którym Litwinka odnajduje wiele współczesnych tematów, jak  homoseksualizm, feminizm i wielokulturowość Rzeczpospolitej, czy krytyczne spojrzenie na Kościół.

20:07, juliancio.wodnik , Kultura
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 133
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Facebook
Filmy o prekariacie
Idea 4free
Knigi
Leniwiec
Precenzje 4free
Recenzje 4free z 2012 roku
Recenzje 4free z 2013 roku
Recenzje 4free z 2014 roku
Recenzje 4free z 2015 roku
Recenzje 4free z 2016 roku
Recenzje 4free z 2017 roku
Seriale
Wystawy
Za darmo raz w tygodniu
Zawsze za darmo