Kultura for free, ale i nasza praca for free. Prekariusze - wszystko za darmo, ale nie na darmo - przynajmniej taką mamy nadzieję! Zapowiadamy darmowe wydarzenia w Warszawie.
Blog > Komentarze do wpisu

Wahadło Eco Foucaulta

Umberto Eco w swoim "Supermanie w kulturze masowej" analizował fenomen sentencji odwracalnej, którą można cytować zarówno w formie pierwotnej, jak i zanegowanej - przy zachowaniu zarówno jej aforystycznego charakteru, jak i sensu logicznego. Eco podawał wręcz przykłady pisarzy takich jak Pitigrilli, którzy potrafili napisać dwie powieści na identyczny temat - z tym, że jedną z teza, a drugą z antytezą. Przykład: Od przybytku głowa nie boli. Co za dużo to nie zdrowo.

Jest to oczywiście retoryka, czyli walka sił i argumentów, ale jest to też retoryka niepowiedzenia niczego, retoryka bez retoryki, punkt zero, gdzie nie jest się kwasem, ani zasadą, ani plusem, ani minusem, jest to Robert Musil i jego przekorny "Człowiek bez właściwości", który nie ma właściwości, bo nie pozwala ich sobie nadać. 

Michel Foucault jest autorem antytezy, że to nie ciało jet więzieniem duszy, ale... dusza jest więzieniem ciała. Trawestując kultowe otwarcie "Ubu Króla" Alfreda Jarry'ego potrafił na wstępie napisać że "rzecz dzieje się w Polsce, czyli wszędzie.

Idąc za wskazaną odwracalnością możemy mówić więc nie tylko o "Wahadle Foucaulta" Eco, ale o wahadle Eco Foucaulta, gdzie wahadłem Eco jest opisana przez niego zamienność tez, a Foucault jest przykładem. 

Foucault, autor licznych prac na temat form dokonywania opresji na jednostce przez społeczeństwo sam katował społeczeństwo swoimi licznymi esejami tak naszpikowanymi licznymi odwołaniami do literatury wysoce hermetycznej (Blanchot) lub wysoce ekstremalnej (de Sade, Bataille), wreszcie - wysoce szalonej (Raymond Roussel). W wywiadzie na temat tego ostatniego Foucault podkreśla fenomen i wielkość pisarza, po czym, gdy rozochocony dziennikarz porównuje twórcę "Locus solus" do Prousta, Foucault szydzi z niego niczym albatros z łucznika i tłumaczy, że owego podobieństwa nie ma. 

Jako że styl Roussela (1877-1933) nie jest zasadniczo przetłumaczalny na język polski, warto skoncentrować się na innym aspekcie zależności między Foucaultem a Rousselem.

Otóż Foucault na tezę, że nie należy oceniać prozy pisarza przez jego biografię podał antytezę - nie ma dzieła bez jego autora. By domknąć tę tezę - warto podać przykład aktualny - sam Foucault został przemielony przez włąsną maszynkę, w tym roku nominowana do Nike jest powieść reporterska "Foucault w Warszawie" - która analizuje fenomen Foucaulta przez pryzmat jego homoseksualizmu a koncentruje się na rocznym pobycie pisarza w PRL-u; pobyt skrócony przez tajne służby, które starały się skompromitować tezy pisarza kompromitując jego osobę - wyciąganymi rzekomymi skandalami homoseksualnymi, które dla Foucaulta wszak żadnym skandalami nie były - a w porównaniu z Bataillem, czy Sadem, o skandal nawet się nie ocierały - jak (Roussel nie ocierał się o Prousta).

Otóż sam Roussel krotochwilnie opowiadał w ilu to krajach nie był, na jakie podróże się nie zabierał, po czym puentował, że z żadnego z tych wyjazdów do swojej prozy nic nie przejął.

"Locus solus" Roussela opowiada o fikcyjnym odkrywcy i podróżniku, Cantarelu, a także o niesamowitym paru rozrywki, który on zaprojektował po to, by przypominał mu on o jego podróżach, spotkanych ludziach i związanych z nimi historiach. Narracja powieści jest pretekstowa - Cantarel przechadza się po swoim prywatnym parku i opowiada grupie gości, wśród których jest narrator o poszczególnych eksponatach. A te są na tyle wymyślne, że w zasadzie całe rozdziały powieści potrzebne są do tego, by je opisać - i tak ja doliczyłem się pięciu, a na dwóch, albo trzech ostatnich wymiękłem i czytałem już oczami bez udziału myśli (zdarza się tak Wam?).

Spośród wszystkich historii zebranych, a w zasadzie wymyślonych w "Locus solus" wymienię te pierwsze:

1. Federat - posążek dziecięcia z rośliną artemisia maritimia w dłoni, z Timbuktu (Mali, Sahara), królowa Dul-Serul, podróżnik ibn Battuta, echenoz.

2. potrójny relief związany z zasypanym przez burzę piaskową w XV w. bretońskim mieście Gloannic, a także z legendą armorykańską o tamtejszym królu Kerlaguezo - Koueermelenie.

3. baba do ubijania zębów w kształcie mozaiki z Gjortzem mającym w 1650 r. w Norwegii porwać Christel, małżonkę swego wasala, barona Skjeldempa - rękami rajtara Aaga. Aag schwytany i osadzony w jaskini czyta o Ulfrze, jej jedenastu braciach i polującej na nie makolągwie.

4. Ondyna, Piłat, Vyrlas aleksandryjski, Gilbert na minach Baalbelm, potrząsający nieparzystym sistrum oety Missira, karzeł Pizzighini, Atlas, Wolter i 5 miesięczny Wagner.  

 5. Przywrócone do życia rezurektyną i vitalium, odtwarzające w kółko ostatnie sceny z życia ożywione zwłoki, wśród których są: poeta Gerard Lauwerys, Mariadec Le Mao, aktor Lauze, Herbert Scellos (7 l.), rzeźbiarz Jezjech, Klaudiusz Le Calvez, piękność zza Kanału La Manche, Francois Charlez Cortez.

Gdyby Michael Crighton napisał książkę Roussela, z parkiem na pewno coś by się zadziało, wymknąłby się spod kontroli, albo obrócił przeciwko jego stwórcy; gdyby Locus solus stworzył Poe, park na pewno samounicestwiłby się, albo dostarczył gościom chwil grozy. Ale tak nie jest. Burza w "Dekameronie", która integruje słuchaczy i bajarzy, czy okrutny sułtan słuchający opowieści Szeheready to łączniki znacznie atrakcyjniejsze; nawet wielokrotnie krytykowane za ich idiotyzm szalone animacje Terry'ego Gilliama rozróżniające skecze Monty Pythona wydają się fabularnie atrakcyjniejsze niż zupełne nic, które oferuje czytelnikom Roussel. Poza przeskokami między opisami eksponatów, które same w sobie są dość dziwaczne, fascynujące do pewnego stopnia, bo później już nużące - w akcji "Locus...." nie dzieje się absolutnie nic. Jednak mimo tego, że narracja jest monotonna, bo nudniejszej nie wymyślono, a bohaterowie nie przeżywają żadnych przemian, bo nic o nich nie wiadomo, to jednak same opisywane historie są na tyle odjechane, że dla nich tylko warto przymknąć oko na trącący myszką pretekstowy łącznik jakim jest całe to Locus solus. 

To, co interesuje Foucaulta w autorze "Locus solus" to kwestia... jego języka. I tutaj się z Foucaultem nie zrozumiemy zupełnie, bo najbardziej znany utwór Roussela nie jest napisany szczególnie finezyjnie, a sam post-strukturalistyczny filozof opiera swoje refleksje głównie na jego innych drukach i zapiskach (u nas znanych jako m.in. "Wrażenia z Afryki" i "Słoneczny pył"). To jak Roussel zabawia się językiem francuskim pozostanie więc dla nas niestety zagadką, bo naszą przygodę z nim na "Locus solus" zaczynamy i kończymy.

Na zdjęciu Raymond Roussel.

"Locus solus" Raymonda Roussela 2017, PIW,

"Szaleństwo a literatura" Michela Foucaulta, 2009, Aletheia

środa, 27 czerwca 2018, juliancio.wodnik

Polecane wpisy