Kultura for free, ale i nasza praca for free. Prekariusze - wszystko za darmo, ale nie na darmo - przynajmniej taką mamy nadzieję! Zapowiadamy darmowe wydarzenia w Warszawie.
Blog > Komentarze do wpisu

Westworld - czyli jesteśmy tym, co spierdolimy

Pradawna 

mądrość 

poniekąd

kosmiczna

 

Chuang-tzu śnił,

I śniąc, że jest ptakiem, pszczołą

i motylem,

Nie zrozumiał dlaczego miałby się czuć

czymkolwiek innym

Ezra Pound

(tłum. Leszek Elgenking, LNŚ 108)

 

"Westworld" opowiada o przebudzających się robotach (androidach, precyzując), które uświadamiają sobie kim są, co tracą, jak wiele wredni ludzie im czynią krzwydy. Dodatkowo, maszyny te, luźno oparte na postaciach z filmu Michaela Crichtona z 1973 roku (i autora książki "Park Jurajski") cierpią podwójnie, bo stanowią w tym akurat, wymyślnym przypadku, zabawki w parku rozrywki - żyją w tytułowym Westworld, czyli symulakrum Dzikiego Zachodu. Ludzie mianowicie mogą je zabić (męskie roboty), zgwałcić (żeńskie androidy) lub jedno i drugie, bez względu na płeć. Androidy są następnie regenerowane i przywracane do użytku i tak mogą umierać po sto razy, w zasadzie codziennie. Nie ma tego w serialu, ale w filmie wyjaśnione było po łebkach, że naboje robotów nie zabijają ludzi - roboty są więc de facto bezbronne. Broń ludzi to głównie rewolwery, bo przyjeżdżający do wystylizowanego na miasteczko z przełomu XIX i XX wieku ludzie wczuwają się w klimat epoki. Roboty też nie bardzo mogą się "przebudzić", bo w czasach ich akcji, które to realia mają wgrane w pamięci, nie ma przecież komputerów.  Niemniej jednak w bazie głównej, do której są zabierane w czasie regeneracji widzą co się z nimi dzieje, ale jest im to wymazywane z głowy. Do czasu aż Maeva Millay (Thandie Newton) nie wymusi na swoim opiekunie, Lutzu (Leonardo Nam), by jednorazowo pamięci jej nie kasował. 

Uff, napisałem to. Tak, brzmi to wszystki nieco bzdurnie, ale taka jest konwencja. "Matrix" też brzmi głupio z opisu, ale można przy nim pogłówkować. "Westworld" jest takim "Matriksem" w "Parku Jurajskim" - narracja jest po stronie robotów, czyli tak, jakby w "Parku..." widz był po stronie dinozaurów, a w "Matriksie" - po stronie maszyn przed dokonaną przez nie rewolucją. Architekt, konstruktor to oczywiście starszy biały mężczyzna po siedemdziesiątce Robert Ford (Anthony Hopkins, ale równie dobrze Richard Attenborough, czyli John Hammond lub Helmut Bakaitis, czyli Architekt, obaj ze wskazanych dwóch filmów).

Tak jak w ustalonych kultowych dziełąch, tak w "Westworld" o relacji człowiek-wynalazek człowieka decydują drobne, subtelne różnice. I tak człowiek pochodzący z natury odtwarza dawną naturę, ta go atakuje, po czym produkuje dalej sama siebie do momentu, kiedy nie zaatakuje sama siebie. Człowiek z kolei okazuje słabość poprzez swoją próżność, ale i współczucie. I tak Lutz ukazuje tu swoje człowieczeństwo wtedy, gdy umożliwia robotowi samoidentyfikację. Ale Lutz jest tu wyjątkiem, większość, o ile nie wszyscy pozostali z ludzi są tu potworami, przynajmniej w relacji wobec robotów. Nie ma mowy ani o współczuciu, ani o wdzięczności wobec robotów tylko o ich całkowitej eksploatacji. Ashley Stubbs (Luke Hemsworth) jak Robert Muldon w "Parku..." czy Agent Smith w "Matriksie" jest brutalnym treserem robotów i komandosem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo rządzących - w każdej chwili z innymi komandosami może przeprowadzić akcję ratowniczą i roboty odstrzelić. Inżynierowie Ford lub jego asystent Bernard Lowe (Jeffrey Wright) instalują w robotach programy i tyle ich interesuje (do czasu, ale to nieważne). Klienci (Ed Harris i Jimmi Simpson) chcą się po prostu dobrze bawić, choć ich podejście do sprawy różni stopień wrażliwości i zaangażowania w tę absurdalną westernową grę. Roboty im do tego celu służą, ale są też w pewnym stopniu obiektem badawczym.

A teraz czas na wprowadzenie maszynki do mielenia - Michela Foucaulta - i wykorzystanie jego filozofii do tego serialu. "Westworld" jest symbolem opresyjnego świata i wszelkich odpowiedzialnych za nadzór nad nim instytucji - więziennictwa, psychiatrii, medycyny, a nawet nauk humanistycznych. Strażnicy (służba więzienna), klienci (badacz - jako psychiatra, ale i humanista), czy architekci (regenerujacy, a więc odpowiedzialni za medycynę) - jedyne co mają na celu, to sprawowanie nadzoru, sprowadzajac roboty na ziemię w ich wyskokach, uniformizując je i targetując. Ludzie symbolizują tu zachodnio rozumiany Rozum - a roboty - wschodnio pojmowane Szaleństwo. To oczywiście odwróćenie ról, jeżeli założymy, że do tej pory to robotyzacja oparta była na nauce, a pierwiastek ludzki a nie techniczny odpowiedzialny był za myślenie abstrakcyjne. 

Jak pokazywał jednak eksperyment z grą w go maszyny również nauczyły się myśleć abstrakcyjnie, a jak porównuje czasem literatura XX wieku ludzie stali się manekinami, robotami lub ludźmi wydrążonymi. Wpadając w tryb rozwojowy przez wiele lat oparty na opresyjnej edukacji, opresyjnej pracy, opresyjnym systemie zarządzania służbą zdrowia, opresyjnym systemie wojskowym, czy opresyjnym Kościele lub w przypadku zadzierania z prawem - z opresyjną służbą więzienia lub szpitalem zakmniętym; założenie, że jesteśmy ludźmi wolnymi jest dyskusyjne. Dyskusyjne nie tylko dla nas, ale dla 90 % świata, gdzie większość dóbr znanych i nam nie jest dostepna, dyskusyjnym dla 9 milionów ludzi - w większości dzieci - umierajacych z głodu, gdzie w kapitalistycznym świecie tylko śmierć z głodu jest pewna, a w komunistycznym sprawa nie ma się dużo lepiej. Dyskusyjnym w świecie, gdzie na wyprawę do Westworld stać by było promil społeczeństwa.

Wolność dla robota jest więc prawem do pomyłki, do odstępstwa od normy, do Szaleństwa. Szalonym będzie gest buntu, na który zdobędą się roboty w finale pierwszego sezonu, szalonym będzie znany z "Blade Runnera" i jego kontynuacji fakt, że nawet bunt robotów jest w jakimś sensie sukcesem człowieka, (w tym orzypadku Forda), który tak je zaprogramował, żeby idea buntu była dopuszczona a jego ostateczny wybuch miał być ostatecznym dowodem na rozwiązanie sofistycznej zagadki stworzenia przez Wszechmogącego kamienia, którego nie będzie mógł On podnieść.  Jest tu też motyw pigmalioński pożeniony z sukcesem Kaliguli, który chce zawołać ludzi do buntu i osiąga absurdalne zwycięstwo, gdy ginie na skutek pożadanego buntu. To Szaleństwo wyrywające się spod kontroli jest jednak jedynym dopuszczalnym. A roboty - symbolicznie - oczywiście żadnymi robotami nigdy nie były. To o nas. 

wtorek, 24 kwietnia 2018, juliancio.wodnik

Polecane wpisy