Kultura for free, ale i nasza praca for free. Prekariusze - wszystko za darmo, ale nie na darmo - przynajmniej taką mamy nadzieję! Zapowiadamy darmowe wydarzenia w Warszawie.
Blog > Komentarze do wpisu

SYN - serial (18 + )

"Syn" - serial AMC z Piercem Brosnanem można oglądać niezależnie od jakichkolwiek wcześniejszych produkcji zarówno tej specyficznej stacji, znanej z serialu genialnego "Breaking Bad", popularnego "Walking Dead", docenianego Mad Men", czy specyficznego "Hell on Wheels", jak i bez znajomości westernu, czy poprzednich filmów Pierce'a Brosnana. Ale po co?

"Syn", adaptacja nominowanej do Pulitzera powieści Philippe'a Meyera, (którą zresztą recenzowaliśmy) to western, który wchodzi w buty zakończonego w zeszłym roku tasiemca "Hell on wheels", serialu, który ciągnął się jak tytułowa transkontynentalna sieć kolejowa budowana w drugiej połowie XIX wieku w USA. Główny bohater "H. o W.", Cullen Bohannon grany przez charyzmatycznego Ansona Mounta nie wabił być może samoistnie magnetycznym nazwiskiem aktora, znanego co najwyżej z pełnometrażowego filmu z Britney Spears, ale stworzył w zasadzie z niczego swoją legendę (dzięki odkrytej przez twórców charyzmie aktora i drugiemu planowi z Colmem Meaney'em na czele) pozwolił stacji na opowiedzenie całej historii w serialu od początku do końca, bez konieczności zerwania emisji, jak w przypadku wcześniejszej produkcji konkurencyjnej stacji kablowej, HBO - lepszej jakościowo, ale znacznie mniej dynamicznej produkcji zwanej "Deadwood", która w zasadzie się urwała, nawet nie w zakończeniu otwartym jak "Wire", ale w zawieszeniu, na szczęście bez cliffhangera jak kultowy urwany serial z lat 80. "Crime Story", na końcu którego główni bohaterowie (dwaj policjanci i dwaj gangsterzy) spadają do ocenu samolotem i nie widzimy czy giną, czy przeżywają (pierwszy sezon "Crime Story" zakończono wybuchem bomby atomowej, a bohaterowi przeżyli cóż więc przepłynięcie wpław do brzegu lub wyratowanie łodzią patrolu morskiego?)

"Syn" bez dygresji - jest serialem dość prostym, bo mówi o młodym Amerykaninie (Jacob Lofland, zdjęcie u góry) porwanym przez Komanczów i o tym samym, już starym (Brosnan, zdjęcie u dołu), który jest zupełnie innym człowiekiem, wielkopowierzchniowym latyfundystą chcącym się przebranżowić w magnata naftowego wbrew interesom lokalnej, meksykańskiej społeczności reprezentowanej przez familię Pedro Garcii (granego przez Carlosa Bardema, brata Javiera).  

 "Syn" jest serialem skrzyżowania kultur: amerykańskiej, meksykańskiej i autochtonicznej. Stary Eli jest tym właśnie skomplikowanym przedsiębiorcą, który z bogatym życiorysem zachowuje się tak, jakby całe życie pracował w banku a jego domeną było wysysanie pieniędzy, dreeeeeeeeeeeeeeeeeeeenaż - jak to prawił - H.W. Plainview (D.D Lewis) w "Aż poleje się krew". Gdy bohater tego właśnie, najlepszego póki co filmu amerykańskiego w XXI wieku (na równi z "To nie jest kraj starych ludzi") nakazał swoim pracownikom dzień przerwy po śmierci kolegi przygniecionego wiertłem - wykazał się tyleż współczuciem, co cynicznym wyrachowaniem,, na który nie zdobył się jego ubogi  krewny, Borowiecki (Daniel Olbrychski) w "Ziemi obiecanej" Wajdy 33 lata wcześniej. 

Eli McCullogh to wcielenie zła - bliżej mu do Borowieckiego niż do Plainview, skłonny jest bowiem eksterminować całą lokalną społeczność (czyt. Garciów) po to, by wydobyć ropę - on jednak motywuje swoje działania w zasadzie rasowo - dzięki czemu obraz jest jaśniejszy - Eli to nazista w skali mikro. Ludobójstwo, które kończy sezon 1 jest w książce zawarte we fragmencie początkowym - serial idzie nieco innym torem - sugeruje, że Eli ma powody do wdzięczności i przyjaźni dla lokalnej społeczności - ta ratuje go przed najazdem Meksykanów zza południowej granicy - tu efekt jest pozorowany -  skurwysyństwo bohatera musi być jeszcze większe.

Naturalnie powoduje to w widzu efekt wymiotny - taki nazista nie powinien być już głównym bohaterem - to wszak nie "Łaskawe". W oryginale zachowany jest kontrast - Eli opowiada sam o sobie jako o młodym , mając już 100 lat - do radia. O starym opowiada syn, Peter (Henry Garrett), który stawia ojca w negatywnym świetle. Tak czy inaczej stary Eli nie mówi sam o sobie jako o starym Elim - toteż do jego późniejszej chronologicznie postaci zachowany jest narracyjny dystans. Nie zmienia to faktu, że w równoległym wątku młodego Eliego mimo, że Komancze ukazani są jako gwałciciele i mordercy kobiet - Eli staje się ich dzieckiem i wychowankiem - pomimo porwania - bo zaprzyjaźnia się z ich niesamowitym wodzem (Zahn McClarnon - znany z drugiego sezonu "Fargo"). Eli jest więc nazistą nienawidzącym Meksykanów, ale ceniącym Komanczów - no cóż nazista to nazista - Hitler mówił, że szanuje Słowian w postaci Bułgarów, ale co z tego, skoro zabił kilkanaście, a może kilkadziesiąt milionów innych Słowian - Polaków i Rosjan? Zatem Eliego podobnie, tłumaczyć nie trzeba -to źlak.

W książce figuruje również wątek prawnuczki Eliego - w serialu nieobecnej; zamiast niej operuje wnuczka - Eli narodzony w latach 30. XIX wieku, syn w latach 60. wskazanego, a wnuczka na przełomie XIX i XX - w książce prawnuczka urodzona  jest w latach 20. XX wieku - niby się wszystko zgadza, ale Brosnan i tak jest za młody na 80-latka w 1916 r..  

***

Seriale i filmy westernowe zawsze oglądam z jakimś takim zgrzytem zadowolenia pod tytułem guilty pleasure - western to wszak końska opera, kicz nad kicze, nie cenię ani koni, ani oper, dlaczego więc mam cenić oderwanych od pługa kowbojów, którzy zamiast pójść na studia i szukać pracy w mieście błąkają się po polach i strzelają sobie w czoła kto-pierwszy-ten-lepszy? Otóż może nie z tęsknoty za pierwotnymi instynktami, ale w poszukiwaniu korzeni pierwotnego zła, narodzin trwających lub figurujących co jakiś czas niezmiennych, bezwzględnych układów. W książce Eli mówi - nie jest to być może zbyt aktualne- nikt nigdy nie zdobył żadnej ziemi legalnie. I o ile może nie dotyczy to rzeczywistości w naszym pokoleniu, ani w naszym kraju to i kilka pokoleń wstecz - a nuż. A jeżeli przełożymy to na władzę - raz daną, której nie odda się nigdy - nic wyjaśniać już nie trzeba. 

piątek, 08 września 2017, juliancio.wodnik

Polecane wpisy