Kultura for free, ale i nasza praca for free. Prekariusze - wszystko za darmo, ale nie na darmo - przynajmniej taką mamy nadzieję! Zapowiadamy darmowe wydarzenia w Warszawie.
Blog > Komentarze do wpisu

Moonlight

Laureat Złotego Globu za najlepszy film dramatyczny ma pewne szanse na Oscara, choć z "La La Land" może nie być łatwo wygrać. Tak czy inaczej ten tydzień, który pozostał do rozdania złotych statuetek wydaje się być pełen nadziei dla tych, którzy spodziewaliby się pierwszego oscarowego filmu o tematyce LGBT. "Moonlight" w zasadzie nie mówi niczego zupełnie nowego w tematyce kina gejowskiego, w niszy LGBT poświęconej czarnej mniejszości USA też istniały tytuły takie jak choćby serial HBO "Wire", gdzie pojawił się istotny wątek Omara Little (Michael Kenneth Williams), homoseksualnego złodzieja i miejskiego Robin Hooda okradającego dilerów narkotykowych. Z "Moonlight" zazębia się też tematycznie świeży film transgresywny o konflikcie i miłości nastoletnich Francuzów, białego i arabskiego ("Mając 17 lat").

Co wyróżnia "Moonlight" to jego wysoki poziom artystyczny, niezłe aktorstwo i fenomenalne zdjęcia. Historia rozbita jest na trzy części, w których parę zbliżających się i oddalających się od siebie bohaterów gra szóstka aktorów w wieku dziecięcym, nastoletnim i dorosłym. Ponieważ "Moonlight" opowiada swoją własną historię w tempie powolnym, subtelnym i kontemplacyjnym, a w scenach raczej symbolicznych niż dosłownych, jest tu miejsce na wiele wątków, jak relacja dziecka z uzależnioną od narkotyków matką, a także z przybranymi rodzicami, próba samoidentyfikacji i problemy z tożsamością, przemoc w środowisku młodzieży, czy nonkonformizm jako przejaw konformizmu.

"Moonlight" to w jakimś sensie kawał dobrego kina. Dobrze odrobiona praca domowa z gatunku kina bez gatunku; pierwszy mainstreamowy film LGBT w którym nikt nie umiera dlatego, że jest wykluczony przez swoją orientację seksualną. Na pewno można się w tę opowiadaną historię zatopić i śledzić rozwój historii w duchu slow cinema. Mówię  o tym bez przekonania, bo jak zwykle czegoś mi brakuje, n.p. samego coming outu/ coming outów z tym, że - w tym przypadku - brak wymienionych jest oczywiście uzasadniony samotnością bohaterów.

Czy strona społeczna w tym filmie cierpi kosztem indywidualności historii? Otóż nie. Chłopaki są w zasadzie dziećmi ulicy, może nieco niepasującymi do reszty, ale i to trudno powiedzieć, bo też za dużo nie widać tej reszty - ukazanej po prostu jako sfora zaszczuwająca jednego z chłopców za jego bezbronność. Co ciekawe, jeden z chłopaków po to by, odrzucić w sobie ową bezbronność staje się dilerem narkotykowym, a w zasadzie bonzą - rozbija się cadillakiem, tak samo zresztą jak odrzucony niegdyś opiekun - również diler (Maharshala Ali). Drugi z chłopaków też w jakiś sposób przełamuje konwencję - wcześniej to on zdawał się tym bardziej skłonnym ku pójściu w stronę agresji i zła świata, a w finałowej części widzimy go w charakterze poczciwego barmana, w zasadzie kelnera (Andree Holland, na zdjęciu - kadr ze zwiastuna).

Nie istnieje w "Moonlight" sfera państwa, policji, władzy - handel narkotykami jest w jakimś sensie bezkarny, a jest to naturalny sposób bycia, naturalna droga ku awansowi społecznemu. Wydaje się to nieco zbyt dużym uproszczeniem i przesadą, ale tłumaczę to tym, że "Moonlight" operuje bardzie symbolem niż dosłownością. I tak handel narkotykami symbolizuje tu dla dziecka brutalny świat dorosłych, wejście weń jest więc w jakimś sensie kompensacją seksualnej inicjacji.

Co więc tak naprawdę pokazuje "Moonlight" - samoorganizację czarnych Amerykanów, życie osobne, wsobne, emigrację wewnętrzną? Na pewno nie jest to państwo w państwie, raczej jakaś senna oaza (zdjęcia kręcono na Florydzie, w mniej filmowych częściach Miami), ale bardziej mała ojczyzna. "Moonlight" poprzez wykluczenie z kadru białych (aktorów) pokazuje tylko i wyłącznie jednostkowa historię - którą można interpretować na wyższych poziomach, ale nie trzeba. 

niedziela, 19 lutego 2017, juliancio.wodnik

Polecane wpisy