Kultura for free, ale i nasza praca for free. Prekariusze - wszystko za darmo, ale nie na darmo - przynajmniej taką mamy nadzieję! Zapowiadamy darmowe wydarzenia w Warszawie.
Blog > Komentarze do wpisu

Hidden Figures - pierwsze kroki, nie tylko w kosmos

„Ukryte działania” Theodora Melfiego - są jednym z trzech tegorocznych filmów oscarowych opowiadających o czarnej mniejszości Ameryki – przy czym w odróżnieniu od „Fences”, czy „Moonlight”, „Ukryte działania” opisują dosłownie problemy czarnych z walką o równouprawnienie, czyli zwalczanie segregacji rasowej.

Bohaterkami „Ukrytych działań” są trzy wykształcone czarne kobiety (Taraji P. Henson, Octavia Spencer i Janelle Monáe), którym przychodzi pracować w ośrodku NASA w stanie Georgia, przy próbach kosmicznych z pierwszym amerykańskim załogowym lotem kosmicznym (jak wiemy, był to lot Johna Glenna, ale z filmu początkowo wynika, że amerykańskich pilotów było przed nim jeszcze dwóch, ale byli pilotami w sensie przenośnym, czyli pilotażowym, bo tylko testowali wzniesienie się na odpowiednią wysokość).

Dużo jest w „Ukrytych działaniach” matematyki – ale podana jest ona nie w ten sposób, by śledzić poszczególne równania, ale głównie by zawierzać autorytetom – gdy podane jest rozwiązanie, nie wyprowadza się dowodu, ale zawierza aktorom trzecioplanowym, którzy dziwią się, jak ktoś w ogóle je wylicza, a do tego szybko (motyw znany z „Buntownika z wyboru, gdzie sprzątacz rozwiązał skomplikowane zadanie, czy z „Pięknego umysłu”, gdzie matematyk godzinami wypisywał na tablicy wzory, które latały mu później przed oczami).

Otóż matematyka interesująca może być lub nie, zależy, jak ją pokazać – ten film jest bardziej o walce – nie z Rosją o to, kto wygra wyścig kosmiczny, ale w walce innego rzędu – o to, czy Ameryka pozostanie demokracją, zgodne ze swoją deklaracją.

Jest to pytanie aktualne, może też ponadczasowe, stąd plus ode mnie dla filmu – bałem się, że „Ukryte działania” będą filmem nieznośnie dydaktycznym, albo zbyt naiwnym i dziecinnym, jak „Czerwone skrzydła” (o czarnej brygadzie lotników, film wyjątkowo nie szanujący osób myślących). Na szczęście nie – sama historia lotów kosmicznych też gra w filmie ważną rolę.

Może nas dziwić powielany schemat znany jeszcze kina lat 60, (z Sidneyem Poiterem) że ton filmowi nadają nie tylko czarni, ale głównie biali aktorzy - tak samo, jak w „Django” to biały wykupił tytułowego bohatera, czy w „12 Years a Slave” Solomon odzyskał tytuł wolnego człowieka dzięki protekcji białego człowieka - tak tutaj o zniesieniu segregacji decyduje szef Nasa w osobie Kevina Costnera.

Czemu w drugiej dekadzie XXI wieku działania czarnych nie mogą być wiarygodne dzięki nim samym, potrzebują wsparcia ważnych białych? To pytanie istotne w kwestii emancypacyjnej – 20 lat po „Malcolmie X” granym przez Denzela Washingtona, gdzie tytułowy bohater czarnej Ameryki mówił białej kobiecie wyraźnie – że ona, jako biała kobieta nie może zrobić dla ich ruchu zupełnie NIC. 

Jak widać mentalność Ameryki nie zmienia się na zawołanie – toteż film musi zadziałać obustronnie – czarnym pokazać, że mogą się w Ameryce wyemancypować, ale białym – że to do nich w kontekście równouprawnienia zależy pierwszy krok. Nie tylko w kosmos. Stąd też statek kosmiczny w filmie przebija nie tylko atmosferę, ale i szklany sufit.

niedziela, 26 lutego 2017, juliancio.wodnik

Polecane wpisy