Kultura for free, ale i nasza praca for free. Prekariusze - wszystko za darmo, ale nie na darmo - przynajmniej taką mamy nadzieję! Zapowiadamy darmowe wydarzenia w Warszawie.
Blog > Komentarze do wpisu

Szekspir w odcinkach. "Wire", czyli "Koriolan".

Szekspir w telewizji. Część III. „Koriolan”, czyli „Wire”

Żyć z noża czy z obligacji?

***

„Wire” odniosę do „Koriolana”, tragedii Szekspira o generale służącym dwóm ze sztandarowych haseł: ojczyźnie i honorowi. Ale nie jednocześnie. Koriolan nie chce, by jego wysiłek podjęty dla ojczyzny poprzez walkę z jej wrogiem został przywłaszczony przez polityków. Woli zawrzeć kontrakt z wrogiem po to, by wywalczyć własne prawa i zasady. Dla dobra kraju. I własnego.

O tym też opowiada z grubsza każdy sezon „Wire”. To serial o zginaniu lub niezginaniu karku. Wszelkie konflikty, jakie rozstrzygały się w dramacie i jakie doprowadzały szekspirowskiego bohatera do zguby wynikały z różnic definicyjnych. „Koriolan” był wszak oddanym dowódcą Rzymu, którego jednak buta poniosła. Nie chciał on dać się spacyfikować trybunom ludowym, nie chciał też podporządkowywać się dowódcom i rozkazom, ale chciał służyć krajowi tak, jak sam to widział.

„Wire” jest serialem o przekraczaniu. Wąska linia oddziela dobro od zła. Zasady, jakim rządzi się afroamerykańskie getto Baltimore oparte są na zasadach lojalności, posłuszeństwu przełożonym i kolegom w gangu, a także na bezwzględnym zakazie kontaktu z policją. Tak samo jest zresztą po drugiej stronie. W „Wire” w każdym sezonie kto inny jest tytułowym kablem, przewodem, łącznikiem. 

W pierwszym sezonie „Wire” Koriolanów jest kilku. W środowisku ulicznych dilerów każdy, kto zadaje się z policją jest zdrajcą i musi zginąć. Ale co innego – walczyć z mafią, ale bez wsparcia policji. Takim samotnym buntownikiem jest tu ulubiona przez internautów postać – Omar Little (Michael Kenneth Williams). Homoerotyczny Robin Hood, w dodatku złodziej okradający dilerów, czyli poniekąd innych złodziei. Omar był kiedyś zapewne dilerem, ale będąc oszukanym – postanowił działać na własną rękę. Jego przeszłość jest nieznana, a to, co widzimy, to jego niezależność. Nawet homoseksualista w tym brutalnym świecie darzony jest respektem, bo mimo, że okrada „swoich”, czyli czarnych, nie sprzymierza się z policją. Walczy z systemem mafijnym wewnątrz samego systemu mafii, na swoich zasadach. Zdradził kolegów, ale jest człowiekiem honoru. Jak Koriolan.

Po stronie policji takim Koriolanem jest McNulty (Dominic West) – policjant, który nie zawaha się przed doniesieniem na własnego szefa do sędziego, czy prokuratora, albo samego burmistrza, byleby wywrzeć na nich jakąś reakcję – McNulty nie chce awansów – on chce być prawym policjantem – a żeby nim być musi być złym kolegą; trochę jak Serpico, ale z mniejszą skutecznością.

W pierwszym sezonie „Wire” honorowym zdrajcą jest też młody chłopaczek, Wallace (Michael B. Jordan), który najpierw odchodzi od współpracy z mafią, a później decyduje się na zeznawanie przeciw niej. 

W drugim sezonie „Wire” łącznikiem między przesiąkniętym korupcją światem dokerów, a światem honoru jest Polak, Sobotka. 

Oryginalny Koriolan, by krajowi dobrze się wiodło, postanawia opuścić „Rzym” sprzymierzając się z serdecznym wrogiem. Wyjeżdża. Przekracza granicę kraju, ale też dobra i zła po to, by zachować twarz. Tutaj Koriolan, to Polak – jest na obczyźnie, w USA, choć obczyzna to dla niego dom z dziada pradziada, praktycznie więc jest to jego kraj. Nieprzypadkowo – to chyba świadomy zabieg scenarzysty, a nie zbieg okoliczności – z polskim wątkiem wiążą się w „Wire” dwie skrajne siły – związki zawodowe pracowników portowych („Solidarność”!!!) i służby mundurowe - w tym przypadku policjanci ze sk**synowatym Walczakiem (generał J.?!!!). Stoczniowcy i służby mundurowe walczą o budowę... kapliczki w kościele, a symbolicznie o władzę i o dusze ludzi za pomocą Kościoła... W przypadku „Wire” utracony jest też Rzym, a w zasadzie jego dzielnica zwana Watykanem; tutaj symbolizowanym przez ołtarzyk w kościele, który chcą zafundować dokerzy (czytaj stoczniowcy) i policjanci (czytaj milicjanci) na raz. Rola ta sprowadza się do sporu Sobotki i Walczaka o to, kto ma pierwszeństwo w opłacaniu katolickiego Kościoła. Sobotka początkowo przedstawiony jest w opozycji do policjanta - starając się trzymać od policji z daleka, ale z czasem, gdy odkryje brudne interesy swoich partnerów, z "Grekiem" na czele ("Grek" tuszuje zbrodnię dokonaną na nielegalnych emigrantkach; woli załatwić sprawę po swojemu), tolerancja Sobotki pęka. Zacznie na wspólników donosić swoim dotychczasowym wrogom. 

Koriolan jest wrogiem własnego wizerunku - chce być honorowy, dumny. A jednocześnie zdradza. Tak samo czyni Sobotka. 

Koriolan przekracza granicę zdrady i musi ponieść za to karę, albo ze strony tych od których odszedł, albo ze strony tych, do których doszedł. Różnica między Rzymem i barbarzyńcami jest przekładalna. Sobotka pozostając człowiekiem honoru, przegrywa walkę o Rzym (kapliczkę, Kościół, Watykan), ale i swoje życie. 

W trzecim sezonie – jest dużo niedopowiedzeń, z których wynika, że gotową do policyjnych zeznań jest centralna, negatywna postać całego serialu – Stringer Bell, "String" (Idris Elba). Czy za cenę odejścia z branży decyduje się zdradzić kolegów? Tego nie wiemy do końca  – nie wiadomo bowiem, czy wspominana przez policjantów deklaracja lojalności nie jest fałszywką (prawdopodobnie jest). Stringer tak, czy inaczej chce jednak wyjść z branży narkotykowej do "czystego" biznesu i wyprawszy brudne pieniądze zarabiać jako przedsiębiorca, a może nawet - gdyby udałoby mu się dogadać ze skorumpowanym senatorem - w polityce. Po rozmowie z przyjacielem - szefem, okazuje się, że ten widzi ich branżę jako nieoczyszczalne, jednoznaczne zło, ale dobry biznes; nie daje koledze żadnego innego wyjścia. String próbuje gdybać, lawirować, postępować zgodnie ze swoim stylem, za co spotyka go kara.

Łącznikiem między światem honoru, a światem polityki jest tu komendant "Bunny" (Robert Wisdom), który w wyznaczonym przez siebie dystrykcie legalizuje sprzedaż, posiadanie i zażywanie narkotyków (sic!)– nie tylko po to, by zmniejszyć statystyki, ale też po to, by zobaczyć, w jaki sposób wpłynie to na inną przestępczość – zabójstwa, kradzieże, gwałty, etc. ... i z niemałym zaskoczeniem odkrywa, że obniży to owe statystyki w sposób znaczny!

Bunny jak Koriolan przekracza więc granice moralne na własnych zasadach i... to go gubi. Paradoksalnie jednak Bunny zachowuje twarz - postępuje zgodnie z sumieniem - pozwaljąc na mniejze zło ogranicza większe, a o to chodzi w narzucanej mu, ale mimowolnie przyjętej  "grze statystyk". Bunny zmniejsza statystyki, ale odchodzi od prawa. Przy okazji okazuje się też, że morderstwa dokonywały się i tak, ale oderwane od przyczyny, same dla siebie, a metody zbrodni nawet zostały polepszone (ciał ofiar pozbyto się w bardziej staranny sposób, dlatego w jednym roku statystyki były male, ale po wykryciu ciał - wróciły do normy). 

„Koriolan” opowiadał o tym, jak człowiek postępuje wbrew własnemu krajowi po to, by ratować uniwersalne wartości. Niewolny od ambicji i próżności, jest jednak w największej mierze człowiekiem honoru; niewolnikiem honoru. Honoru którego nie posiadają jego przyjaciele, a – paradoksalnie – posiadają go... wrogowie.

W czwartym sezonie Koriolanem walczącym o lepsze są: nauczyciel Pryzbylewski "Prezbo" (Jim True-Frost) i ten sam komisarz, który wcześniej legalizował narkotyki, Bunny. Tutaj odchodzą oni od równych reguł szkolnych po to, by umożliwić szansę na rozwój tym którzy byliby go stanowczo pozbawieni. Nie można ani o "Prezbo", ani o komisarzu powiedzieć, by kierowali się czym innym niż walką o lepszą przyszłość dla swoich podopiecznych , a jednak ich (zwłaszcza Bunnyego) postępowanie nie spotyka się z akceptacją przełożonych. Ich zdaniem idealiści odeszli od odgórnych zasad. Tymczasem Prezbo i Bunny uważają się właśnie za ludzi zasad. Zasad, które sami stworzyli. Jak Koriolan.

Wreszcie w sezonie 5 – poświęconym w dużej mierze prasie – starszy, doświadczony, powolny dziennikarz (Clark Johnson) sprzeciwia się młodemu japiszonowi (Tom McCarthy), który chce robić karierę tempem ekspresowym - zmyślając newsy.

Walcząc o dziennikarskie standardy, stary wyga sam traci pracę, poniekąd samemu z niej odchodząc, a jednak nie zgina karku – jak Koriolan, który mówi swoim: wy mnie wyrzucacie? Nie, to ja odchodzę. Moralnie wygrywa, ale jego metoda odchodzi do przeszłości.

Trzy ostatnie sezony „Wire”, traktują też o polityce, w związku z pojawiającą się postacią Tony’ego Carcettiego (Aidan Gillen), prawnika startującego najpierw w wyborach o tytuł majora (czyli burmistrza) Baltimore, na końcu – o fotel gubernatora.

Dążenia Carcettiego wydają się dosyć przejrzyste. Chce on oczyścić miasto z korupcji, wywrócić bezład polegający na manipulowaniu statystykami przez tych samych, dobrze obstawionych ludzi. Tymczasem nie jest to możliwe - trzeba być posłusznym gubernatorowi, który domaga się "statystyk". Carcetti zaciska zęby, poprawia statystyki na papierze po to, by przeczekać ten etap w swoim życiu, a później.... wystartować w wyborach na gubernatora! Czy traci swój idealizm po to, by później powrócić do swoich zasad, już z silniejszej pozycji, skuteczniej? Znów gra na swoich zasadach łamiąc solidarność z egoistycznymi, skorumpowanymi poprzednikami. A może staje się jednym z nich? 

Zamknięciem koriolanowskiego wątku jest motyw końcowy McNulty;ego – który w ostatnim sezonie powraca w roli głównej, wcześniej nieco odsunięty na bok. Tutaj McNulty znowu nadużywa swoich przywilejów i wykracza poza standardy policyjne po to, by umożliwić w ogóle zbiurokratyzowanej policji pozyskanie środków na walkę z przestępczością. McNulty wymyśla fikcyjnego seryjnego mordercę, a pieniądze przeznaczone przez miasto na nadgodziny dla policjantów i oddziały przyznawane mu przez burmistrza (już Carcettiego), przeznacza na zaległą walkę z narkotykowymi bossami i żołnierzami mafii. Skutecznie. Niestety afera wychodzi na jaw...

Z dodatkowych ciekawostek warto napomknąć, że "Wire" narodziło gwiazdy. Idris Elba to Luther, ale i kandydat na nowego Bonda, M.K. Williams znany był później jako Chulky w "Boardwalk Empire", Dominic West - rozbił bank nagrodzonym workiem Złotych Globów 1. sezonem "Affair". Aidan Gillen to przyszły Littlefinger, drugi po Tyrionie ulubieniec publiki z "Gry o tron". To nie koniec - Tom McCarthy, grający w "Wire" w wątku o dziennikarzach, został tegorocznym laureatem Oscara za scenariusz "Spotlight" własnej reżyserii (Oscar główny, ale nagroda poszła dla producenta) o dziennikarzach-idealistach rozpracowujących nadużycia Kościoła katolickiego w Bostonie. 

niedziela, 12 czerwca 2016, juliancio.wodnik

Polecane wpisy