Kultura for free, ale i nasza praca for free. Prekariusze - wszystko za darmo, ale nie na darmo - przynajmniej taką mamy nadzieję! Zapowiadamy darmowe wydarzenia w Warszawie.
Blog > Komentarze do wpisu

10 najważniejszych wydarzeń prekariatu - część 2: kultura

5. "Biały bóg" Kornéla Mundruczó - przypominamy, że był to najważniejszy film o prekariacie A.D. 2015, kto go nie widział, ten zapewne - w sumie jest się czym chwalić - właśnie zabezpieczył etat i zasilił szeregi salariatu, wiec gratulujemy, o ile jest czego. Prekariat zobrazowany został w tym węgierskim filmie, może trochę łopatologicznie, ale celnie - jako sfora bezpańskich psów, którymi społeczeństwo się nie przejmuje, do momentu, w którym prekariat nie rzuca mu się do gardła. Główny bohater, pies-mieszaniec, trafia na bruk; aby przeżyć musi błąkać się po różnych masarniach, symbolizujących tu różne mroczne instytucje, czy po przytuliskach (stażach, praktykach), nigdzie nie jest specjalnie chciany, a już o tym, żeby ktoś dał mu etat może zapomnieć (etat? psu?). Sprowokowany przez gardzącego nim headhuntera (rakarza) pies dokonuje rewolucyjnego mordu, po czym wraz z oswobodzoną samoistnie (bez niczyjej pomocy) sforą psów zapuszcza się w samo centrum Budapesztu zdominowanego przez tłuste koty Orbana i jego przyjaciół. Jak kończą zazwyczaj koty w starciu z psami - można łatwo sobie wyobrazić. Pośredniczką między prekariatem a salariatem jest w filmie dziewczyna w wieku młodym, stąd pewna nadzieja na to, że rewolucja nie musi być aż tak krwawa jak w 1917 roku, o ile zostanie przez młode pokolenie odpowiednio zrozumiana. Film był grany za darmo, toteż mieliśmy podwójną przyjemność o nim pisać. O filmie pisaliśmy szczegółowo tutaj.

 

4. Watch Docs 2015 to już fragment historii. 15. edycja festiwalu o tematyce łamania praw człowieka nie osłabiła się - poziom filmów, otwartość organizatorów na nowe tematy i stopień ich wrażliwości nie stopniały od zeszłej, zacnej edycji. W tym roku (m.in.) Małgorzata Szumowska, jak i Anna Polak w jury wyłoniły filmy cokolwiek awangardowe (jak eksperymentalny, chiński "Behemot"), ale także politycznie aktualne ("Syryjska Love Story"). Publika doceniła z kolei film głośny: "Mów mi Marianno" nominowany (poprzez reżyserkę) do Paszportu "Polityki". Przypominając sobie zeszłoroczny "Efekt motyla" (również w trójce konkursowej P."P."), czy rewelacyjny "Rich Hill", można orzec, że poziom festiwalu z ostatnich lat jest bardzo wysoki. A ma to z prekariatem akurat tyle wspólnego, że darmowy festiwal zawsze lepszy od odpłatnego. Watch Docs relacjonowaliśmy na bieżąco, n.p. pisząc recenzję "Jak zmienić świat".

 

3. W tego typu zestawieniach warto napomknąć o pociesznie rosnącej popularności jednego z nielicznych dziennikarzy piszących o kulturze w kontekście walki klas i (najczęściej) prekariatu - a mowa to o osobie Jakuba Majmurka. Wskazany dziennikarz nie tylko publikuje na popularnej wp.pl (O, gdybym kiedy dożył tej pociechy, Żeby te księgi zbłądziły pod strzechy! ), ale zasiewa ferment również po prawej stronie kurtyny (TV Republika).

2. Skoro pojawiła się kwestia personalnych laurek - rok 2015 jest poniekąd rokiem norweskim  - Wydawnictwo Literackie wydało aż dwa z 6 tomów Karla Olofa Knausgarda. "The Guardian" szydził z opisywanych przezeń materii niczym albatros z łucznika - jakie to mogą być realne problemy przedstawiciela wyższej klasy najbogatszego kraju Europy? Przy różnych zawodach, które pisarz pełnił, przy całej dysproporcji zarobków między najuboższymi Norwegami a najbogatszymi polakami - zignorowanie problemów prekariatu w kontekście Norwega mogłoby być motywowane jedynie paskudnym rasizmem. Zatem Knausgard prekariuszem jest, a w jego II tomie utrzymanie się na powierzchni życia z żoną i trójką dzieci, (nie zawsze z etatem) jawi się problemem czasów. 

1. "Kto się odważy"/"Show Me a Hero". Osadzenie serialu komercyjnej stacji HBO na topce 4free może być wietrzone jako zdrada i warcholstwo. Nie ukrywajmy jednak, że poza (wyjątkowymi) wyjątkami to seriale bardziej koncentrują się na problemach społecznych od filmów. Raz, że trwają kilka godzin dłużej, w związku z czym ich wątki są nominalnie dłuższe, dwa, że jakoś tak chyba target telewizyjny bardziej osadzony jest w tym, co dzieje się za ścianą, niż audiencja kinowa, która od świata odgrodzona jest innymi salami kinowymi i kafejką z popcornem/nachosami. "Show me a hero" na dobrą sprawę pokazuje problem abstrakcyjny - polityk to prekariusz. Gdy "zacznie za wcześnie", jak główny bohater, najmłodszy do tej pory burmistrz (z miast powyżej 100 tys.) w historii USA, to będzie przed trzydziestką wypalony zawodowo i pozbawiony praktycznie możliwości wykonywania opłacanej pracy na poziomie. Skończy marnie.

Gdy przypomnimy sobie wiec poparcia dla uchodźców, (dodajmy - również prekariuszy) - jedno  z nielicznych pozytywnych wydarzeń tego roku, warto zwrócić uwagę na to, że idea housingu przedstawiana w serialu zazębia się z kwestią dziejącą się po naszej stronie europejskiej dzielnicy.

Serial opowiada o tym, jak to biali Amerykanie cieszyli się z tego, ze ich sąsiadami zaraz staną się czarni lokatorzy. W najlepszym odcinku starej szkoły Davida Simona (producenta "Prawa ulicy"/"Wire") pokazane jest nie to CZY osadzić nowych lokatorów, tylko W JAKI SPOSÓB to zrobić.

Owszem, z "Show me a hero" zalatuje smrodek dydaktyczny, nie da się tego przesadnie ukryć, przemiana jednej z białych sąsiadek (ucharakteryzowanej nie do poznania Catherine Keener) z egoistycznej marudy w otwartą sąsiadkę szeleści powieścią społeczną z XIX wieku, ale cóż rzec, gdy:

a) po pierwsze takie seriale są stale potrzebne, a nawet nie zestarzeją się szybko;

b) po drugie - "Show me a hero" jest po prostu dobrą produkcją, a wygląda na to, że (w temacie) nie ma nic lepszego.

wtorek, 29 grudnia 2015, juliancio.wodnik

Polecane wpisy