Kultura for free, ale i nasza praca for free. Prekariusze - wszystko za darmo, ale nie na darmo - przynajmniej taką mamy nadzieję! Zapowiadamy darmowe wydarzenia w Warszawie.
Blog > Komentarze do wpisu

Little pigs, little pigs, let me come in...



Dziś o 20:15 nic innego, tylko "Lśnienie" Kubricka; grane będzie za 0,00 PLN na Pradze, w Klubokawiarni Towarzyskiej. 

W popularnym w USofA komiksie MAD parodiującym "Lśnienie" grupa filmowców przychodzi w ostatniej scenie do wdowy po Jacku Torransie i proponuje od niej kupno scenariusza jej zamarzniętego męża. Fakt, że scenariusz ten składa się z jednego zdania ("Nudzą Jacka takie sprawy, nudna praca, brak zabawy") napisanego w kółko dwadzieścia trzy tysiące razy, producentom nie przeszkadza, bo scenariusz taki nie odbiega poziomem od większości docierających do Hollywoodu szmirowatych tekstów.

Zawsze miałem dystans do prozy Stephena Kinga - dystans poszerzony tym, że nigdy jej nie czytałem. Horrory z definicji odrzucam jako kino klasy H, a pisarza pobierającego miliony dolarów za dwie-trzy książki trzaskane rocznie szanuję nie bardziej niż właściciela koncernu Shell Oil, czy General Motors. Krytyki filmowej nie identyfikowałem nigdy z typowym dla Republikanów prawem konsumenta do krytyki zakupionego artykułu tudzież produktu, ale jeżeli już - z lżejszą formą rozwoju intelektualnego, połączonego z rozrywką. 

W materii adaptacji, których dokonywał Stanley Kubrick nie jestem wiec w żadnej mierze doktrynerem - nigdy nie powiem, żeby książki, za które brał się Kubrick były lepsze od filmów. Prawda jest taka, że dzieła Kubricka to maestria sztuki kinematografii; gdyby zarzucić im "gorszość" od literackich pierwowzorór - a umówmy się, że pierwowzory, "Lśnienie", "2001: odyseja Kosmiczna", "Doktor Strangelove", czy "Oczy szeroko zamknięte" najwybitniejszymi dziełami literatury - takimi, które przychodzą do głowy jako pierwsze - nie są; gdyby tak więc się stało, skonstatowalibyśmy, że kino jako takie nie ma nic ciekawego do przekazania w ogóle.

I tutaj tworzy się zagadka - czemu wybitne filmy Kubricka stworzone zostały z dzieł średnich, których nawet nigdy nie czytałem? Zakładam też, że nie wszyscy widzowie Stanleya wszystkie adaptowane książki czytali; podejrzewam, że 100 razy więcej osób widziało filmy Kubricka, niż czytało oryginalne książki. "Lśnienie", czy "Lolita" mogą być tu wyjątkami, bo to pozycje znane, ale już na przykład wskazane "Oczy szeroko zamknięte", czy "Barry Lyndon" to dzieła znane głównie dzięki kinu.

Wracając do sceny z "Mada"- gdy filmowcy biorą słaby scenariusz, wcale nie jest powiedziane, że nie zrobią z niego dzieła sztuki,a przynajmniej sprawnej rozrywki. Tak samo - gdy filmowcy biorą się za klasykę literatury, wcale nie jest to zagwarantowane, że film też będzie klasykiem. 

 Gdy ktoś więc prawi, że najlepsze filmy świata (Kubricki) są gorsze niż adaptowane przez nie - nie najlepsze dzieła literackie - nie wierzcie łotrowi. Dziś "Lśnienie" Kubricka który choć umarł, przeżył Stephena Kinga, mimo, że ten wciąż żyje.

4.12.14 godzina 20:15

Al. Zwycięzców 49.

Towarzyski Klub Filmowy "Zwycięzców"

czwartek, 04 grudnia 2014, juliancio.wodnik

Polecane wpisy