Kultura for free, ale i nasza praca for free. Prekariusze - wszystko za darmo, ale nie na darmo - przynajmniej taką mamy nadzieję! Zapowiadamy darmowe wydarzenia w Warszawie.
Blog > Komentarze do wpisu

NY w TR

SYNEKDOCHA - figura stylistyczna polegająca na zastąpieniu nazwy całości lub ogółu przedmiotów nazwą części lub jednego przedmiotu, np. dach zamiast dom, albo na odwrót, np. czworonóg zamiast koń»

Wtorek, 6 maja 2014 r.

20:00

TR

Wstęp wolny



Kadr z filmu "Synekdocha: Nowy Jork". Philip Seymour Hoffman jako reżyser reżyserujące swoje życie, ale niepotrafiący go zmienić i Tom Noonan jako aktor. 

Szkatułkowy film autorstwa Charliego Kaufmana, scenarzysty "Adaptacji" i "Być jak John Malkovich", tym razem występującego również w funkcji reżysera.

Philip Seymour Hoffman wciela się w nowojorskiego reżysera z problemami osobistymi, który postanawia wystawiać sztukę na bieżąco, na podstawie swojego życia - niemalże w skali 1:1. Każdy ważny epizod z jego życia, prywatnego, ale i twórczego, odgrywany jest przez aktorów. W pewnym momencie nawet aktor grający jego rolę grany jest przez innego aktora - i tu w typowy dla Kaufmana sposób akcja zaczyna się komplikować w sposób psychologiczno-symboliczny.   

"Synekdocha" mogłaby być filmem-samograjem - każda ze scen odgrywanych przez aktorów na drugim, czy trzecim poziomie jest na swój sposób fascynująca, ogląda się ją faktycznie z ciekawością, ale do pewnego stopnia. Na te sceny- perełki trzeba czekać ponad półtorej godziny, wcześniej Kaufman epatuje chorobami faktycznymi i urojonymi swojego bohatera i jego lękowi przed śmiercią.

Z czasem jednak, tak samo jak w "Być jak John Malkovich", w pewnym momencie w trakcie oglądania życia tego twórcy z przerośniętym ego, można poczuć przesyt, przesyt życia cudzym życiem i przetwarzania jednej narracji przez drugą lub trzecią, a sam - ciekawy skądinąd koncept scenariuszowy - zaczyna męczyć, bo też życie samego reżysera wcale nie jest takie ciekawe, jak by mu się to mogło zdawać. Sam ś.p. Philip Seymour Hoffman grał tu w dużej mierze na jednej wymęczonej życiem minie i nie stworzył tu roli na miarę siebie, chociaż jego bohater był w centrum (własnej, cudzej, ale i jako widzów - naszej)  uwagi. Pewne momenty, które mogłyby być dla człowieka wstrząsem, tu nie służą jego rozwojowi, tylko są pozbawionymi emocji epizodami w scenariuszu. Życie twórcy okazuje się katastrofą - ale widz zmęczony raczej pesymistycznymi wizjami Kaufmana, może powiedzieć: basta! Życie nie jest takie podłe i niewdzięczne, a ludzie nie są takimi cynikami i zblazowanymi wiecznymi starcami jak się tu pokazuje!

I choć dobry film to niekoniecznie taki, z którym się zgadzamy, a jego bohater budzi pozytywne emocje - a może nawet przeciwnie - to coś w "Synekdosze" jednak nie gra. Indyferencja bohatera udziela się widzowi, który przestaje dbać o losy niepotrafiącego się zmienić bohatera.

"Synekdocha" nie jest filmem wdzięcznym, aktorstwo nie jest oklepane, nie ma natłoku formalizmu i tak dalej - ale to za mało samo w sobie, potrzebny jest jeszcze jakiś naddatek, coś więcej. Gdy Kaufman do tej pory kręcił filmy pełne głębi w ukazywani ludzkiej psychiki, rozdrapujące męską samotność, poszkodowanie przez życie i samego siebie - oczekiwania względem kolejnego filmu były spore, w "Synekosze: NY" zaspokojone w nieznacznej mierze. Przekonanie o tym, że reżyser popadający w samozachwyt i manieryzm inspirowany był samym Kaufmanem - może być w tym przypadku prawdziwe.  

link

Tom Noonan vs Michał Tarkowski

wtorek, 06 maja 2014, juliancio.wodnik

Polecane wpisy

Komentarze
2014/05/06 15:42:45
jednocześnie jest to Leszek Kolankiewicz
i.wp.pl/a/f/jpeg/25875/dziady450.jpeg