Kultura for free, ale i nasza praca for free. Prekariusze - wszystko za darmo, ale nie na darmo - przynajmniej taką mamy nadzieję! Zapowiadamy darmowe wydarzenia w Warszawie.
Blog > Komentarze do wpisu

Wielki Liberace

"Wielki Liberace" to canneński film Soderbergha, reżysera bardzo nierównego, chaotycznego, potrafiącego nakręcić zarówno niesamowitego klimatem "Kafkę", skandalizujący "Seks, kłąmstwa i kasety video", jak i półtandetną historię o luksusowej dziewczynie do towarzystwa z Saszą Grey, czy trzecią część "Ocean's 11". 



Tym razem Soderbergh wraz z telewizją HBO stworzył biografię Liberace'a, słynnego w Ameryce showmana-pianisty, który przekształcił kulturę stosunkowo wysoką w kulturę stosunkowo niską.

Liberace (Michael Douglas), z pochodzenia Polak, a więc z urodzenia katolik (jego matkę gra Debbie Reynolds) ukazany jest jako dość słabo ukryty homoseksualista.

Douglas gra go w bardzo zmanierowany sposób, balansując na granicy parodii, ale - jak można porównać z autentycznymi nagraniami na You Tube - trzyma się swojego pierwowzoru. trzeba mu przyznać, że - porównując go z samym Liberace'm - wypada momentami autentycznie.

Podobnie jak Elton John, Liberace uwielbiał przepych. "Co za dużo to... wspaniale" - twierdził, wjeżdżając na scenę limuzyną, chodząc ubrany w świecące garnitury, nosząc perukę, żyjąc na co dzień w wilii i wykupując czarterowane loty w trosce o swojego psa.

Soderbergh zderza Liberace'a z prostym chłopakiem (Mat Damon), w którym Liberace od pierwszego wejrzenia widzi partnera. Liberace traktuje go jako kochanka, miłość życia, ale jednocześnie... usynawia go i traktuje jako szofera. 

To o ich relacji, nie o samym Liberace jest film. Damon gra w nim milczącego - dla widowni -ale ustanawiającego dla niej własną optykę narratora i obserwatora. Sceny, w których wejście do świata popkultury i bogactwa szczerze traktuje jako awans społeczny - są najbardziej poruszające, podobnie jak i jego kurczowe trzymanie się t.zw. normalności - "kobiety też lubię" - mówi wzbraniając się przed pełnym homoseksualizmem, nierozumianym przez jego przyszywanych rodziców.  

Soderbergh podąża tropem recenzowanego przez nas uprzednio "Obywatela Milka" - świat LGBT lat 70. traktując jako okazję do (nad)używania stylu retro. W odróżnieniu od Van Santa jednak, w przypadku głównej postaci, nie służy to homoseksualnej emancypacji. Estetyka służy głównie estetyce, Liberace do końca swych dni ukrywa się ze swoją orientacją, wmawiając opinii publicznej, że jest kawalerem, bo nie układa mu się z kobietami.

Czy Soderbergh wnosi coś nowego do kina LGBT - czy wnosi coś nowego do kina w ogóle - przekonajcież się sami.

 W TR Warszawa we wtorek o 20:00 wstęp na przedpremierowy pokaz filmu - bardzo wolny.

niedziela, 10 listopada 2013, juliancio.wodnik
Tagi: Warszawa

Polecane wpisy