Kultura for free, ale i nasza praca for free. Prekariusze - wszystko za darmo, ale nie na darmo - przynajmniej taką mamy nadzieję! Zapowiadamy darmowe wydarzenia w Warszawie.
Blog > Komentarze do wpisu

Fuck For Forrrrrest







Dziś w PKP Powiśle "Fuck For Forest", czyli film zainspirowany "Forrestem" Zwróćmy uwagę na to, że centralną, stałą postacią filmu było drzewo, na którym Forrest spędził dzieciństwo z Jenny. Forrest był sam jak to drzewo, świat mądrzał, głupiał, był targany pokojem, zawiązywany wojną, odstrzeliwany z Kennedych, czy Lennonów, mieszany w afery Watergate, zapełniany i opróżniany hipisamii  i hipsterami... A Forrest był zawsze taki sam, był jedyną stałą rzeczą w tym niestałym świecie. 

Stąd heroiczna walka o drzewa, jaką toczyli FFF była z jednej strony histerycznym zmaganiem Jenny ze światem, w walce o szlachetne cele, takie jak wyzwolenie z więzów kultury i powrót do natury, a z drugiej strony była to walka o tyleż nieskuteczna, że w walce o drzewa wygrały drzewa, takie jak lasy równikwoe, czy symboliczne drzewo, Forrest, które to drzewa choć głosu nie zabierały, okazały się mieć więcej do powiedzenia.

Wot eta tekst, który 4free pisało już o FFF przy WFF:

Zwycięski "Fuck For Forest” (nagroda w konkursie dokumentalnym) to kolejny po „Końcu Rosji” film Michała Marczaka, w którym reżyser opisuje osobliwą działalność, w którą angażuje się człowiek. 

O ile w swoim pełnometrażowym debiucie Marczak ukazał żołnierzy tkwiących w placówce na kole podbiegunowym, gdzie jedynym zagrożeniem dla integralności Federacji Rosyjskiej były białe niedźwiedzie, to  w „Fuck for Forest” pokazuje tytułową grupę europejskich aktywistów, których pełne zaangażowanie na rzecz ekologii (kręcenie amatorskiego porno i sprzedawanie go w Internecie) jest zmarnotrawione przez ich własną nieodpowiedzialność. 


Najnowszy film Marczaka jest bardziej krytyczny niż „Koniec Rosji”. O ile fakt pilnowania przez strażników śniegu był zapewne bezsensowny, to reżyser nie stawiał pytań o cel, ani nie sugerował oceny,  koncentrował się na surowym żołnierskim życiu.  Niezależnie od sensu wykonywanych działań żołnierze wykonywali swoją misję, słuchali rozkazów, nie mając się nad nimi zastanawiać. Ważniejsza od gdybań jest walka o przetrwanie na kilkudziesięciostopniowym mrozie. 


"Fuck For Forest" , fot. producenta 

"Fuck For Forest" aktywiści działają z własnej woli. Mają wszystko czego im trzeba, żywią się wyrzucanym jedzeniem, pieniądze na życie zbierają grając na ulicy, wszystkie fundusze z kręconego porno zbierają na szlachetną ich zdaniem ideę – walkę o lasy równikowe. Każdy z tych rzeczników ekologii jest silnym indywiduum i o ile indywidualizm można stopniować, największym jest Danny. Chłopak na samym początku filmu odwiedza siostrę prowadzącą poukładane życie i ta opozycja określa charakter człowieka, chciałoby się rzec - postaci. Danny jest bohaterem filmu idealnym – jego nieprzystosowanie pasuje do otaczającego świata jak pięść do nosa. Daniel może czuć się sobą tylko przy takich ludziach jak on, a że nie ma takich jak on, bo jest jeden, niepowtarzalny, ma zda się kryzysy tożsamości.  Potrzebuje "Fuck For Forest" nie dla szczytnych idei, ale do tego, by postawić się w opozycji do większości. 

Marczak nie komentuje postępowań swoich postaci, co nie znaczy, że nie jest okrutny w samym spojrzeniu kamery. Przykład - gdy Europejczycy przepędzeni zostają przez peruwiańskie plemię po bezproduktywnym wykładzie o ochronie lasów, reżyser (pełniący też funkcję operatora) filmuje przychodzącego na to samo spotkanie sprzedawcę pił mechanicznych. Mało tego,  zaraz potem widzimy małe dziecko bawiące się taką piłą, dotykające paluszkami ostrej tarczy i mechanizmu włącznika. Aż chce się krzyknąć Marczakowi – przerwij tę zabawę, bo będzie tragedia! Ale nawet wtedy reżyser nie ingeruje w opisywaną rzeczywistość.  

Czy ocena Fuck For Forest i podobnych organizacji może być po tym filmie pozytywna? To zależy oczywiście od dystansu, można spojrzenie Marczaka potraktować jako jego własne, a nie obiektywne. Niezależnie jednak od poglądów politycznych trzeba skonstatować, że Marczakowi wyszedł spod ręki drugi dobry film, przy czym sprawiający wrażenie zrobionego lekką ręką. Skoro takie filmy reżyser robi dobrze mimochodem, mamy chyba do czynienia z Mozartem dokumentu. 

źródło

poniedziałek, 22 lipca 2013, juliancio.wodnik

Polecane wpisy